O miłości w "Uczcie" Platona.
Dialog uczonych mężów greckich to nie tyle pochwaÅ‚a boga miÅ‚oÅ›ci, Erosa, ile dyskusja o cechach i naturze zjawiska tym mianem okreÅ›lanego. Platon nie wyjaÅ›nia istoty miÅ‚oÅ›ci, nie podsuwa nam gotowej jej definicji. Nie wyjaÅ›nia fenomenu miÅ‚oÅ›ci (co zresztÄ… nie udaÅ‚o siÄ™ nawet najtęższym umysÅ‚om do dziÅ›), tylko go przedstawia. Dialog ten przedstawia różne okreÅ›lenia miÅ‚oÅ›ci, wkÅ‚ada je w usta filozofów i artystów i nie jest jej analizÄ… sam w sobie, a co najwyżej stanowi dobrÄ… bazÄ™ dla przemyÅ›leÅ„ jego czytelników.PomysÅ‚odawcÄ… tematu rozważaÅ„ jest Eryksimachos, wskazuje on na niewdziÄ™czność ludzi wobec boga, który daje im tak wiele – Erosa. Zebrane towarzystwo popiera go i ochoczo przystÄ™puje do dyskusji na temat miÅ‚oÅ›ci.
Pierwszy mówca, Fajdros, sprawia wrażenie czÅ‚owieka, któremu miÅ‚ość jest obca, ale który bardzo chciaÅ‚by kochać, gdyż dostrzega w niej ideÄ™ piÄ™kna. Jego wypowiedź jest niczym krÄ™ta rzeka – lawiruje pomiÄ™dzy różnymi aspektami miÅ‚oÅ›ci i najrozmaitszymi ich przykÅ‚adami.
Wypowiedź Fajdrosa uzupeÅ‚nia sÄ™dziwy Pauzaniasz, wedÅ‚ug którego Eros sam w sobie nie jest postaciÄ… jednoznacznÄ…. RozwiÄ…zujÄ…c problem miÅ‚oÅ›ci nie można ograniczać siÄ™ tylko do Erosa, gdyż ów, dowodzi Pauzaniasz, reprezentuje dzikÄ…, pożądliwÄ… miÅ‚ość mężczyzny. Jako, że wedÅ‚ug Platona wszystko na Å›wiecie posiada dwa oblicza, przeciwieÅ„stwem Erosa jawi siÄ™ Afrodyta – bóstwo spokojne, Å‚agodne i zrównowazone. Mężczyzna najbardziej czuÅ‚y jest na piÄ™kno ducha, toteż poszukuje miÅ‚oÅ›ci czystej, niewinnej – tej najbliższej idei piÄ™kna. Czasem miÅ‚ość takÄ… odnajduje u dorastajÄ…cych chÅ‚opców.
Następny w kolejce Arystofanes, z powodu ataku czkawki, musi tymczasowo wstrzymać się od wygłaszania swych światłych przemyśleń, w związku z czym wątek kontynuuje wspomniany już Eryksimachos.
Tenże potwierdza PauzaniaszowÄ… teoriÄ™ dwojakiej natury miÅ‚oÅ›ci. SpoglÄ…da na zagadnienie oczami lekarza – a jak wiadomo, na miÅ‚ość nie ma żadnego lekarstwa. „Lekarz” – twierdzi – „musi umieć poprzyjaźnić z sobÄ… i wÄ™zÅ‚em miÅ‚oÅ›ci powiÄ…zać najbardziej wrogie pierwiastki w ciele ludzkim”. Powinien dążyć do harmonii i zespolenia przeciwstawnych elementów anatomii czÅ‚owieka. Porównuje też miÅ‚ość do muzyki – obydwie skÅ‚adajÄ… siÄ™ z zupeÅ‚nie różnych elementów, które łączy w harmonijnÄ… caÅ‚ość bóg miÅ‚oÅ›ci. Na koniec Eryksimachos stwierdza, iż całą sztukÄ™ lekarskÄ… rzÄ…dzi nie kto inny, jak wÅ‚aÅ›nie Eros.
Tymi to mądrymi słowy, mędrzec ów kończy swe przemówienie i ustępuje miejsca wyczekiwanemu przez wszystkich Arystofanesowi. Komediopisarz ten zaskoczył wszystkich wymyślonym na poczekaniu mitem o istotach androgenicznych. Zeus poprzecinał ludzi na pół, i od tego czasu obydwie części nieszczęśliwych ludzi poszukują się nawzajem by z powrotem połączyć się w jedną całość. W ten sposób Arystofanes wyjaśnia zarówno miłość homo-, jak i heteroseksualną.
Pomińmy Agatona, gdyż jego mowa nie wnosi niczego nowego do dyskusji, i skupmy się na przemówieniu Sokratesa. W bardzo przewrotny sposób krytykuje on wystąpienie swojego przedmówcy, pozornie chwaląc styl i jakość użytych środków literackich. Stwierdził, iż sam jest człowiekiem prostym i na miłości zbytnio się nie zna, jednak nie może zgodzić się z opiniami pozostałych uczestników dyskursu. Z zabójczą logiką podważył wszystkie argumenty Agatona, by dojść do wniosku, że to, co reprezentuje Eros, czyli miłość, jest brakiem i niespełnieniem. Zauważa, że miłość jest dążeniem do nieśmiertelności, dobra i piękna, oraz, że to dążenie jest wspólne dla wszystkich ludzi. Jest ona podstawą wszelkiej twórczości.
W końcu na scenę wkracza Alkibiades, który wygłasza wielką pochwałę Sokratesa, jego pięknej duszy, umiarkowania, męstwa i waleczności. Wczesnym rankiem filozof opuścił znużonych biesiadników