No jasne
Uczucia i przezycia Marcina Borowicza podczas pobytu w Klerykowie - kartka z pamietnika
Mija kolejny dzieÅ„ pobytu mojego w Klerykowie. DziÅ› podczas galówki ja wraz z moim nowym kolegÄ… „Wilczkiem” poszliÅ›my za miasto przed nabożeÅ„stwem. MiaÅ‚o ono siÄ™ odbyć w koÅ›ciele o godzinie 10. PoszliÅ›my nad rzekÄ™, która byÅ‚a zamarzniÄ™ta. NastÄ™pnie poszliÅ›my koÅ‚o plantu kolejowego i tak brnÄ™liÅ›my po Å›niegu prosto przed siebie tam gdzie nas poprowadzÄ… nogi. Po pewnym czasie odczuÅ‚em chłód i zrobiÅ‚o mi siÄ™ zimno. PostanowiÅ‚em wrócić do koÅ›cioÅ‚a. PowiedziaÅ‚em to Wilczkowi, który zaczÄ…Å‚ siÄ™ na mnie przeraźliwie drzeć i wyzywać mnie od osłów i twierdzÄ…c że fagasuje ksiÄ™dzu i że jeszcze tego pożaÅ‚uje. Nie bÄ™dÄ™ caÅ‚y czas przecież robiÅ‚ to co mu pasuje. Już i tak wiedziaÅ‚em, że źle zrobiÅ‚em iż nie poszedÅ‚em na poczÄ…tek nabożeÅ„stwa. Za nim odszedÅ‚em wilczek pokazaÅ‚ mi jeszcze jÄ™zyka i coÅ› wymruczaÅ‚ pod nosem. Ja co prÄ™dzej ruszyÅ‚em do koÅ›cioÅ‚a. MijaÅ‚em różne ulice i przyglÄ…daÅ‚em siÄ™ im z uwagÄ…, gdyż nigdy jeszcze nie widziaÅ‚em ich o tej porze, ponieważ siedziaÅ‚em codziennie na lekcjach. Wreszcie bardzo zmÄ™czony dotarÅ‚em do koÅ›cioÅ‚a. PchnÄ…Å‚em wielkie drzwi wschodowe i jak najciszej siÄ™ tylko daÅ‚o wsunÄ…Å‚em siÄ™ do Å›rodka. PrzeszedÅ‚em przez zimny przedsionek, który prowadziÅ‚ na chór. W przedsionku nikogo na szczęście nie byÅ‚o i cichutko jak tylko skradÅ‚em siÄ™ do drzwi, które prowadziÅ‚y na schody i do chóru. NabożeÅ„stwo ciÄ…gle trwaÅ‚o. Drzwi byÅ‚y trochÄ™ stare dlatego przy otwieraniu trochÄ™ skrzypiaÅ‚y, ale naszczęście nikt nic nie sÅ‚yszaÅ‚. Nie mogÅ‚em dopuÅ›cić do tego aby mnie ktoÅ› zobaczyÅ‚ a już tym bardziej nauczyciel Å›piewu, gdyż mógÅ‚bym dostać od niego notÄ™ w jego dzienniku. Na wieży byÅ‚o ciemno tylko niektóre miejsca byÅ‚y oÅ›wietlone promieniami sÅ‚onecznymi, które wpadaÅ‚y przez wÄ…skie okna. Stopniowo zbliżaÅ‚em siÄ™ do chóru do którego należaÅ‚em. PrzenikaÅ‚ mnie maÅ‚y dreszcz, serce biÅ‚o mi jak opÄ™tane a nogi drżaÅ‚y caÅ‚e ze strachu. Nagle pod samymi drzwiami ujrzaÅ‚em postać ks. Wargulskiego, który jak byÅ‚o widać gorÄ…co siÄ™ modliÅ‚,trzymajÄ…c rÄ™ce zÅ‚ożone i oczy majÄ…c zamkniÄ™te. ByÅ‚em tak panicznie przerażony że nawet baÅ‚em siÄ™ oddychać. WmyÅ›li gorÄ…co powtarzaÅ‚em sobie, że już nigdy nie ucieknÄ™ z nabożeÅ„stwa. WiedziaÅ‚em że ksiÄ…dz jest bardzo surowy i wolaÅ‚em nie wyobrażać sobie co bÄ™dzie jak mnie zobaczy. ZaczÄ…Å‚em siÄ™ cofać do tyÅ‚u i natrafiÅ‚em na framugÄ™ okna do której wszedÅ‚em drżąc na caÅ‚ym ciele i przytulajÄ…c siÄ™ do muru nie odrywaÅ‚em oczu z twarzy ksiÄ™dza. Nagle usÅ‚yszaÅ‚em jak drzwi dolne siÄ™ otwierajÄ… i kroki osoby biegnÄ…cej na górÄ™. ZamarÅ‚em na moment i jakby chwilowo oderwaÅ‚em siÄ™ od Å›wiata nie wiedzÄ…c co siÄ™ wokół mnie dzieje. Oczy na wierzch mi wylazÅ‚y gdy tuż obok mnie przeÅ›lizgnÄ…Å‚ siÄ™ inspektor gimnazjalny. MyÅ›laÅ‚em że zaraz zabraknie mi powietrza z przerażenia. Nie chcÄ…cy usÅ‚yszaÅ‚em rozmowÄ™ inspektora i ksiÄ™dza. NaprawdÄ™ nie chciaÅ‚em tego sÅ‚uchać, ale w mojej kryjówce wszystko byÅ‚o sÅ‚ychać, pomimo tego że rÄ™koma zatykaÅ‚em sobie uszy. Inspektor byÅ‚ zdenerwowany i wzburzony tym że nauczyciel Å›piewu nie zaÅ›piewaÅ‚ hymnu w jÄ™zyku rosyjskim. KsiÄ…dz powiedziaÅ‚ że wcale nauczyciel nie jest winny, że to ona sam dokonaÅ‚ tego wyboru. OÅ›wiadczyÅ‚ że wszyscy uczniowie bÄ™dÄ… Å›piewali hymn po polsku nie tylko dzisiaj, ale zawsze. KsiÄ…dz z wielkim spokojem jak na razie wskazaÅ‚ inspektorowi drzwi do wyjÅ›cia i później spostrzegÅ‚em że jego dÅ‚oÅ„ wylÄ…dowaÅ‚a na ramieniu inspektora. Ten gwaÅ‚townie szarpnÄ…Å‚ ksiÄ™dza i skierowaÅ‚ siÄ™ w kierunku drzwi. Perfekt w tedy trzymajÄ… g mocno zaczÄ…Å‚ znosić go ze schodów. CaÅ‚e to widowisko bardzo mnie rozbawiÅ‚o i uszczęśliwiÅ‚o i wyszedÅ‚em ze swojej kryjówki. Nie mogÄ…c powstrzymać Å›miechu zatkaÅ‚em sobie usta rÄ™kami. Gdy ksiÄ…dz wyjrzaÅ‚ na korytarz upewniajÄ…c siÄ™ że nikt go nie spostrzegÅ‚ postawiÅ‚ krok w ciemnoÅ›ci i natknÄ…Å‚ siÄ™ na mnie. Wtedy już byÅ‚em pewny że nic a nic mnie nie uratuje, wiedziaÅ‚em że na pewno wyrzuca mnie z gimnazjum. CzuÅ‚em paniczny lÄ™k i nie mogÅ‚em poradzić sobie z moim emocjami. MówiÄ…c szczerz to zbieraÅ‚o mi siÄ™ na Å‚zy, które ledwo co powstrzymaÅ‚em. ZdawaÅ‚em sobie, że to co mnie spotkaÅ‚o to wyłącznie moja wina, gdyby nie uciekÅ‚ z nabożeÅ„stwa byÅ‚o by inaczej. Niestety postÄ…piÅ‚em bezmyÅ›lnie i z zadartÄ… gÅ‚owÄ… i rozpaczliwÄ… odwagÄ… czekaÅ‚em na „wyrok”. KsiÄ…dz oczywiÅ›cie zadawaÅ‚ mi wiele pytaÅ„ dlaczego nie siedzÄ™ na chórze i czy wszystko sÅ‚yszaÅ‚em. PowiedziaÅ‚em, że musiaÅ‚em wyjść na dwór na momencik i z determinacja odpowiedziaÅ‚em że wszystko widziaÅ‚em. KsiÄ…dz zdenerwowany zabroniÅ‚ mi komu kolwiek o tym opowiadać ani ojcu, ani kolegom ani nikomu innemu. OczywiÅ›cie, że przyrzekÅ‚em, że nic nie powiem, przecież i tak już wiele nabroiÅ‚em i nie chciaÅ‚em zostać wyrzucony ze szkoÅ‚y. Po zakoÅ„czeniu nabożeÅ„stwa ruszyÅ‚em w stronÄ™ stancji i po dotarciu na miejsce od razu ruszyÅ‚em po dÅ‚ugopis i wszystko opowiadam tobie mój kochany pamiÄ™tniku. Nie mogÄ™ przecież mówić nikomu o tym, jedynie ty możesz mnie wysÅ‚uchać. Pomimo tego że nie możesz mi doradzić, ani przemówić do mnie uwielbiam siÄ™ tobie zwierzać, gdyż ty mnie nie krytykujesz i nie oceniasz. Teraz muszÄ™ już iść zająć siÄ™ lekcjami później jeszcze coÅ› pokreÅ›lÄ™. WiÄ™c papa!!!