CzÅ‚owiek współczesny wobec Å›wiÄ™tych Å›redniowiecza – fascynacja czy poczucie obcoÅ›ci?...

Na początku określmy, jaką postawę reprezentują sobą średniowieczni święci.
PrzestudiowaÅ‚em kilka tekstów opowiadajÄ…cych o wierze chrzeÅ›cijaÅ„skiej w Å›redniowieczu i stwierdzam, iż nie można nazwać tej epoki okresem wiary prawdziwej, silnej, o której mowa byÅ‚a z ambon olÅ›niewajÄ…cych koÅ›ciołów i bazylik. Z powodzeniem szerzyÅ‚y siÄ™ przesÄ…dy, dewocyjne rytuaÅ‚y, wielkie, zbiorowe pielgrzymki, co tu dużo mówić, w celach turystycznych, w których czÄ™sto udziaÅ‚ brali zwykli przestÄ™pcy, przekupnie, a nawet nierzÄ…dnice. W Å›wiecie przesyconym religiÄ… ludzie żyli „Deo ablito” (o Bogu zapominajÄ…c). Stan duchowy Å›redniowiecznej Europy trafnie opisaÅ‚ Tousseart: „Pobożność istnieje w sercach, ale nie wydaje siÄ™, aby w nich [ludziach] rodziÅ‚a fundamentalnÄ… prawość... Å»arliwość jest krótkotrwaÅ‚a, spontaniczna i powierzchowna.”
W tej sytuacji niezbÄ™dnymi okazaÅ‚y siÄ™ wizerunki. O ich roli sÅ‚usznie pisaÅ‚ Chesterton: „Każdy Å›wiÄ™ty jest lekarstwem, ponieważ jest odtrutkÄ…. Oto dlaczego Å›wiÄ™ty bywa czÄ™sto mÄ™czennikiem: biorÄ… go omyÅ‚kowo za truciznÄ™, ponieważ jest odtrutkÄ…. Widzimy go na ogół, gdy uzdrawia Å›wiat kÅ‚adÄ…c przesadny nacisk na to wszystko, co Å›wiat zaniedbuje…” O tym, że nacisk byÅ‚ przesadny mówiÄ… sÅ‚owa Å›w. Jana Vianney’a: „Aby być Å›wiÄ™tym, trzeba być szalonym. Trzeba stracić gÅ‚owÄ™.”
Wzorowy święty średniowieczny był przede wszystkim człowiekiem ubogim, ubranym w ciemny, surowy habit, bosym lub w zakurzonych sandałach, bezdomnym.
Wśród ludzi tych dominowały trzy postawy: ascetyzm, altruizm oraz miłość.
Doskonałym przykładem ascety jest św. Szymon Słupnik, który przez lata żył w samotności w małym domku na wysokim słupie. Ascetyzm reprezentował też św. Aleksy, który spędził wiele lat pod schodami rodzinnego domu, nie ujawniając się rodzinie.
Okazał się on też altruistą, rozdając swój majątek ubogim, a następnie oddając im większość wyżebranych pieniędzy.
JeÅ›li chodzi o miÅ‚ość, trudno nie wspomnieć o Å›w. Franciszku z Asyżu, miÅ‚ujÄ…cym wszelkie stworzenie boże, od ptaków, aż po mrówki, kochajÄ…cym caÅ‚y Å›wiat. Powiedziano o nim: „Åšw. Franciszek z radoÅ›ciÄ… uznaÅ‚by siebie za robaka.” Sam Å›wiÄ™ty mawiaÅ‚: „Nie konieczność, ale przypadek ma w sobie czar. JeÅ›li miÅ‚ość ma być miÅ‚oÅ›ciÄ… niezapomnianÄ…, od pierwszej chwili muszÄ… siÄ™ ku niej zlatywać przypadki jak ptaki na ramiona.”, a także: „Bóg jest radoÅ›ciÄ…. Dlatego przed swój dom wystawiÅ‚ sÅ‚oÅ„ce.”
O postawach tych trafnie powiedziaÅ‚ Roman Rogowski: „Autentyczny Å›wiÄ™ty zÅ‚oży siebie w ofierze z miÅ‚oÅ›ci do czÅ‚owieka.”
Tyle o świętych. Zastanówmy się teraz kim jest owy człowiek współczesny i jakimi cechami się charakteryzuje. Myślę, że nie da się tego jednoznacznie określić.
W moim wypracowaniu pod uwagę wezmę tylko osoby w wieku licealnym, gdyż znam ich wiele, często z nimi rozmawiam, słucham ich wypowiedzi, a przede wszystkim jestem jedną z nich.
W pierwszym momencie chciaÅ‚em podzielić nas na trzy grupy: ubogich, „takich, którym wystarcza” i bogatych. Po chwili zastanowienia stwierdziÅ‚em, iż to niesprawiedliwy podziaÅ‚. O wiele lepszym wydaje mi siÄ™ nastÄ™pujÄ…cy: ci, którzy bez wzglÄ™du na wszystko pragnÄ… osiÄ…gnąć sukces (ten materialny), ci, którzy chcÄ… żyć dostatnie, lecz z umiarem i nie dążą do tego za wszelkÄ… cenÄ™ i tacy, którzy ponad wszystko ceniÄ… sobie wartoÅ›ci duchowe.
Zacznijmy od tych pierwszych, dla których sukces materialny jest najważniejszy. Z niepokojem obserwujÄ™, że ludzi takich jest coraz wiÄ™cej. Wydaje mi siÄ™, że zawdziÄ™czamy to ogólnoÅ›wiatowej sytuacji gospodarczej, modzie, która lansuje taki model współczesnego czÅ‚owieka oraz rodzicom, którzy w trosce o przyszÅ‚ość swoich dzieci, być może nieÅ›wiadomie, napÄ™dzajÄ… „wyÅ›cig szczurów”.
Załóżmy, że naszym młodym ambitnym jest Jan Kowalski. Po ukończeniu elitarnej szkoły podstawowej i elitarnego gimnazjum ze średnią ocen 5,5 trafia do elitarnego liceum.
Oczyma wyobraźni widzi siebie najpierw jako studenta elitarnego wydziału (prawo, lingwistyka stosowana, handel zagraniczny) na elitarnej uczelni. Następnym okresem jego życia ma być dobrze płatna praca w poważanej zagranicznej firmie na odpowiedzialnym stanowisku, czas odwiedzania drogich elitarnych klubów i restauracji, chadzania na koncerty jazzowe i muzyki poważnej, gry w squasha i tenisa, a to wszystko w towarzystwie grubych ryb biznesu i polityki. Po kilku latach takiej beztroski Jan planuje się ustatkować przy boku pięknej, inteligentnej kobiety z dobrej elitarnej rodziny i spłodzić syna, który pójdzie śladami ojca.
JaÅ› jest Å›wiadomy, że, aby to wszystko osiÄ…gnąć, musi ciężko pracować i optymalnie wykorzystać warunki, które stwarzajÄ… mu rodzice (nierzadko ogromnym wysiÅ‚kiem). W jego mÅ‚odej gÅ‚owie jest tylko jedna myÅ›l: „MuszÄ™! MuszÄ™ być najlepszy. NAJLEPSZY!”
Pomiędzy zajęciami w szkole, lekcjami (oczywiście prywatnymi) języka japońskiego (bo niemieckiego i angielskiego na poziomie ponad zaawansowanym Jaś nauczył się już w podstawówce), nauką gry na saksofonie oraz meczami w squasha i tenisa Kowalskiemu nie wiele czasu pozostaje na chwilę refleksji nad własną egzystencją, nie mówiąc już o Bogu.
W jaki wiÄ™c sposób temu mÅ‚odemu czÅ‚owiekowi może być bliski Å›redniowieczny Å›wiÄ™ty? Jak może dla niego być wzorem ktoÅ›, kto „nie szanuje” wartoÅ›ci pieniÄ…dza, kto „marnuje” cenny czas na oddawanie siÄ™ Bogu, kto „bezsensownie” wyrzeka siÄ™ swojego elitarnego rodowodu, kto poÅ›wiÄ™ca swój czas, swojÄ… pracÄ™ i swoje życie innym? WedÅ‚ug mnie nie może. Owszem, JaÅ› uczyÅ‚ siÄ™ o Å›redniowiecznych Å›wiÄ™tych, mówiono mu o wartoÅ›ciach przez nich wyznawanych, sÅ‚yszaÅ‚ o tym, że te wartoÅ›ci sÄ… ważne... jednak tylko sÅ‚yszaÅ‚.
Przeanalizujmy teraz inny model człowieka współczesnego; takiego, który chce żyć dostatnie ale z umiarem i nie dąży do tego za wszelką cenę. Niech tym razem nazywa się Stanisław Nowak.
Staś też ukończył podstawówkę i gimnazjum. Z tym, że już nie elitarne i nie ze średnią 5,5. Uczył się dobrze, nawet bardzo dobrze. Jego głównym celem nie było jednak osiągnięcie najlepszych wyników w szkole. Zdarzało mu się nie odrobić lekcji z powodu imprezy u kolegi albo ciekawego filmu w telewizji. Bywało, że na lekcjach rozmawiał z koleżanką z ławki, zamiast pilnie słuchać nauczyciela. Uczył się tak, żeby uzyskać świadectwo z wyróżnieniem, dobrze zdać egzamin gimnazjalny i dostać się do dobrego liceum, najlepiej z pierwszej dwudziestki w rankingu.
Miał dużo czasu dla koleżanek i kolegów. Poznawał dużo nowych osób. Spotykał się z osobami z różnych środowisk. Oceniał, z kim warto wdawać się w bliższe kontakty, a z kim należy utrzymywać stosunki czysto formalne.
Rodzice nie kształtowali w nim świadomości, że musi być najlepszy. Nie uważali też, że nauka jest jego jedynym obowiązkiem. Staś poznał więc i te ciemniejsze strony życia. Musiał opiekować się sparaliżowaną babcią, która nie odzywała się ani słowem. Pomagał rodzicom przy sprzątaniu, gotowaniu, zakupach i innych pracach domowych.
Miał też czas na kościół. Często słowa księdza pomagały mu rozwiać wątpliwości i przezwyciężyć słabości.
Teraz Staś jest w liceum. Ma dużo więcej nauki i mniej czasu dla kolegów, rodziny i kościoła.
Teraz przydają mu się doświadczenia w stosunkach międzyludzkich nabyte we wcześniejszym okresie życia. Poznaje wielu nowych ludzi, często nie odpowiadających mu charakterem. Staś jednak musi z nimi współżyć, co więcej niektórym musi się im podporządkować. Teraz dopiero poznaje prawdziwy smak życia. Jest mu trudno.
TrudnoÅ›ci te zmuszajÄ… go do poszukiwania autorytetów. Takich, które pokażą mu jak postÄ™pować zgodnie z przykazaniami koÅ›cioÅ‚a i wÅ‚asnym sumieniem, nie tracÄ…c jednoczeÅ›nie zbyt wiele, bo co tu kryć, dziÅ›, kiedy w modzie jest powiedzenie „zdrowy egoizm”, sumienie przeszkadza w osiÄ…gniÄ™ciu sukcesu, do którego StaÅ› chciaÅ‚by dojść.
I tu jest miejsce na koÅ›ciół i Å›wiÄ™tych. Chociaż z pozoru Å›redniowieczne ideaÅ‚y wydajÄ… siÄ™ bardzo niemodne, a nawet gÅ‚upie, to bardzo Å‚atwo można przenieść je do współczesnego Å›wiata. OczywiÅ›cie nie należy dokÅ‚adnie naÅ›ladować Å›wiÄ™tych. PamiÄ™tajmy, że ich postÄ™powanie czÄ™sto byÅ‚o symboliczne. Jak wspominaÅ‚em wyżej Chestertona rzekÅ‚: „Widzimy go [Å›wiÄ™tego] na ogół, gdy uzdrawia Å›wiat kÅ‚adÄ…c przesadny nacisk na to wszystko, co Å›wiat zaniedbuje…” Wystarczy tylko szczypta z charakteru Å›wiÄ™tego Å›redniowiecznego by zostać „doczesnym Å›wiÄ™tym współczesnym”. Guillaume Appolinaire posunÄ… siÄ™ nawet dalej i rzekÅ‚: „Wszyscy, prócz zbrodniarzy i mÄ™czenników sÄ… grzeszni i Å›wiÄ™ci zarazem”.
Weźmy taką cechę, jak ascetyzm. Wydawać by się mogło, że zupełnie nie ma ona zastosowania w naszym, współczesnym życiu. Nie jest to prawdą. Myślę, że dziś wiele osób za skrajnego ascetę uznałoby człowieka, decydującego się spędzić tydzień bez telewizji, Internetu i komórki lub żywiąc się jedynie zdrowym jedzeniem, wykluczając z menu chipsy, frytki batoniki, napoje gazowane, kawę itp. A przecież nie byłoby w tym nic złego. Przeciwnie. Miałoby to zbawienny wpływ na nasz organizm, co więcej, na nasze samopoczucie.
Jak wygląda sprawa altruizmu? Podobnie. Najważniejsze jest umiarkowanie. Dlaczego nie przeznaczyć kieszonkowych, które pewnie wydalibyśmy na gumę do żucia i chipsy, na prezenty gwiazdkowe dla biednych dzieci? Mniej materialnym przykładem jest poświęcenie własnego czasu innemu człowiekowi. Pomoc w nauce, a nawet zwykłe wysłuchanie go. Dla nas to tylko kilka godzin mniej przed ekranem telewizora lub komputera. Dla niego to dużo więcej.
Co z miłością? Mógłbym teraz rozpisać się na temat ochrony przyrody i pomocy głodującym, lecz nie zrobię tego, gdyż są to sprawy dla mnie i dla wielu oczywiste.
PrzytoczÄ™ jeszcze raz sÅ‚owa Romana Rogowskiego: „Autentyczny Å›wiÄ™ty zÅ‚oży siebie w ofierze z miÅ‚oÅ›ci do czÅ‚owieka.” Wydaje nam siÄ™, że kochamy czÅ‚owieka, gdy wrzucimy niepotrzebne miedziaki do puszki z napisem „dla potrzebujÄ…cych” lub gdy pomożemy pozbyć siÄ™ problemu osobie nam bliskiej, dobrze siÄ™ ubierajÄ…cej, uważanej za kogoÅ›, kto jest „cool” lub przynajmniej „spoko”. To zwykÅ‚a obÅ‚uda. NaprawdÄ™ miÅ‚oÅ›ci potrzebujÄ… ci odrzuceni. W każdym Å›rodowisku, w każdej szkole, w każdej klasie znajdujÄ… siÄ™ osoby, z których wiÄ™kszość robi sobie żarty, których wiÄ™kszość unika. Aktem miÅ‚oÅ›ci jest przeciwstawienie siÄ™ tym wszystkim. A przecież wystarczy kilka przyjaznych słów, kilka gestów, aby wzbudzić w odrzuconym czÅ‚owieku poczucie, że nie jest tak źle, że może on też ma przyjaciela.
Ważna jest też miłość do świata i samego siebie (aby uniknąć posądzeń o narcyzm sprostuję: mam na myśli samoakceptację).
MiÅ‚oÅ›ci tej bardzo czÄ™sto zaprzeczamy mówiÄ…c, że życie jest okrutne i zÅ‚e, że Å›wiat jest zÅ‚y. WÅ›ród ludzi przeczÄ…cych miÅ‚oÅ›ci do Å›wiata, bardzo popularne jest powiedzenie: „Å»ycie jest jak papier toaletowy – szare, dÅ‚ugie i do dupy”. OczywiÅ›cie my wiemy, że Å›wiat jest piÄ™kny, a życie to wspaniaÅ‚y dar od Boga, jednak co z tego, skoro nasze sÅ‚owa i postÄ™pki temu przeczÄ…?
Tak samo wygląda sprawa samoakceptacji. Jakże często narzekamy, że Bóg pokarał nas kilkoma pryszczami, krzywymi nogami, słabym wzrokiem. Prawie nigdy nie myślimy, że moglibyśmy ulec wypadkowi i zostać dużo poważniej oszpeceni, że moglibyśmy przyjść na świat niewidomi lub o tym, że moglibyśmy stracić nogi.
StaÅ› analizuje postÄ™pki Å›redniowiecznych Å›wiÄ™tych w taki mniej wiÄ™cej sposób. Stara siÄ™ brać z nich przykÅ‚ad. Fascynuje go wiele ich cech. PamiÄ™ta jednak, że żyli oni w Å›redniowieczu i niektóre z ich postaw faktycznie nie sÄ… już dla nas wartoÅ›ciowe. Jak powiedziaÅ‚ Chesterton: „Każde pokolenie instynktownie szuka swojego Å›wiÄ™tego; nie jest on przecież tym, czego ludzie pragnÄ…, lecz raczej tym, czego potrzebujÄ….”
Przyszedł czas na kilka słów o tych, którzy ponad wszystko cenią sobie wartości duchowe. Piszę o niech na końcu, gdyż jest ich najmniej. Jak już wspominałem, dziś sumienie przeszkadza w osiągnięciu sukcesu materialnego i dużą trudnością jest bezwzględne stosowanie się do zasad wyznaczonych przez własną moralnośc i przez kościół. Niewielu ludziom się to udaje.
Znam jednak takich, dla których dobra materialne nie majÄ… żadnego znaczenia. BiorÄ… oni dosÅ‚ownie sÅ‚owa : „BÄ…dźcie Å›wiÄ™tymi, ponieważ JA Jestem ÅšwiÄ™ty.” (Bóg Ojciec /KpÅ‚ 11,44/). Mam przyjaciela, który stara siÄ™ każdym swoim postÄ™pkiem naÅ›ladować Å›wiÄ™tych. Choćby byÅ‚o mu źle nie powie o tym sÅ‚owa. CzÄ™sto Å›wiadomie wybiera dÅ‚uższÄ… i trudniejszÄ… drogÄ™ do celu, który osiÄ…gnąć można w sposób o wiele prostszy. Pomaga innym bez myÅ›li o podziÄ™ce.
Uważam, że nie jest to najlepszy sposób na dobre życie. Mój przyjaciel dużo traci, na tym, że nigdy nie bierze pod uwagę, iż człowiek, z którym ma do czynienia może mieć niegodziwe zamiary. Gdy jsteśmy sami często płacze, zadając sobie pytanie, czemu ludzie go krzywdzą, czemu są źli. W jego życiu jest też dużo radości. To, czego mu zazdroszczę, to to, że w każdej sytuacji ma czyste sumienie. Zawsze ma czyste sumienie.
Reasumując stwierdzam, iż części współczesnych ludzi są bliscy średniowieczni święci. Wiele ich cech budzi wśród tych ludzi fascynację. Są też osoby, dla których średniowieczne ideały są bardzo dalekie i obce.
WedÅ‚ug mnie najlepszym stosunkiem do Å›wiÄ™tych z wieków Å›rednich jest umiarkowanie. Arystotelesowy „zÅ‚oty Å›rodek”. Nie należy przesadnie ich naÅ›ladować, nie wolno jednak odrzucać reprezentowanych przez nich wartoÅ›ci.