„Twój spacer przez dantejskie piekÅ‚o”
Pewnego sÅ‚onecznego dnia, podczas spaceru po gÄ™stym lesie, natknÄ…Å‚em siÄ™ na nieznane mi dotychczas podnóże góry. U jej doÅ‚u znajdowaÅ‚y siÄ™ trzy dzikie bestie; lew, pantera i wilk. Lecz nagle pojawiÅ‚a siÄ™ obca mi osoba, jak siÄ™ później okazaÅ‚o byÅ‚ to Wergiliusz, którego pasjÄ… byÅ‚o oprowadzanie nieobytych po piekle i czyśćcu. Poziom jego samokrytycyzmu byÅ‚ bardzo wysoki, ponieważ po spytaniu go odnoÅ›nie raju, odparÅ‚, że nie jest godzien czynić tego. Nagle z ziemi wyrosÅ‚a brama, przez którÄ… przeszliÅ›my, byÅ‚a to brama do piekieÅ‚. Zaraz potem zatrzymaliÅ›my siÄ™ w przedsionku, gdzie dusze ludzkie cierpiaÅ‚y, ponieważ za życia nie rozróżniali dobra od zÅ‚a. PoszliÅ›my dalej, ignorujÄ…c bÅ‚agania o litość, nie byÅ‚o mi ich żal, ponieważ wiedziaÅ‚em, że kara jakÄ… ponosili byÅ‚a im sÅ‚usznie nadana. IdÄ…c z Wergiliuszem nie rozmawialiÅ›my zbytnio, co mnie wrÄ™cz przerażaÅ‚o, gdyż nie miaÅ‚em pojÄ™cia gdzie mnie prowadzi. W koÅ„cu dotarliÅ›my do jakiejÅ› rzeki a w oddali widziaÅ‚em Charona, którego pracÄ… byÅ‚o przewożenie dusz umarÅ‚ych do piekÅ‚a. Nie minęły trzy minuty jak tam staliÅ›my, aż tu nagle obok mnie przeleciaÅ‚a bÅ‚yskawica, oÅ›lepiÅ‚a mnie i straciÅ‚em przytomność. ObudziÅ‚em siÄ™ po drugiej stronie rzeki, obok mnie staÅ‚ Wergiliusz i mrocznym gÅ‚osem do mnie powiedziaÅ‚: „JesteÅ›my w pierwszym krÄ™gu piekÅ‚a”. TrochÄ™ mnie to rozÅ›mieszyÅ‚o, ale rozglÄ…dnÄ…Å‚em siÄ™ i po chwili już mi nie byÅ‚o do Å›miechu. Wokół mnie byÅ‚y zmarÅ‚e dzieci, pomyÅ›laÅ‚em wtedy” „Czym dzieci mogÅ‚y zawinić Bogu, że tak je ukaraÅ‚!”, na to Wergiliusz, ku mojemu zdziwieniu, wytÅ‚umaczyÅ‚ mi, że byÅ‚y to dzieci, które nie byÅ‚y odrzucone. ZrobiÅ‚o mi siÄ™ ich żal, ale taka byÅ‚a wola boska.Po przejÅ›ciu niewielkiej odlegÅ‚oÅ›ci, okazaÅ‚o siÄ™ że jesteÅ›my w drugim krÄ™gu piekÅ‚a. Tam wraz z Wergiliuszem spotkaliÅ›my greckiego króla Minosa, który wyznaczaÅ‚ każdej duszy karÄ™ i miejsce w piekle. W tym krÄ™gu cierpiaÅ‚y dusze ludzi zmysÅ‚owych, takich jak Franceska da Rimini, która opowiedziaÅ‚a innym poetom historiÄ™ swojej miÅ‚oÅ›ci. UdaliÅ›my siÄ™ dalej i wÄ™drujÄ…c poÅ›ród przerażajÄ…cych mnie grobów, napotkaliÅ›my na dwóch byÅ‚ych mieszkaÅ„ców Florencji, z których jeden przepowiadaÅ‚a przyszÅ‚ość.
Po przejściu do siódmego kręgu, gdzie cierpieli bluźniercy przeciw Bogu, zobaczyłem niekonwencjonalne metody karania, ponieważ dusze tych, którzy splamili się symonią, były wsadzane głową do ziemi a po stopach byli chłostani ogniem. Słuszna to kara lecz brutalna.
Na naszej drodze minęliśmy już tyle kręgów, że straciłem rachubę i po dotarciu do następnego, ku mojemu przerażeniu zobaczyłem dusze złodziei, które były gryzione przez węże. Ciarki po mnie przeszły jako to zobaczyłem i szybko się stamtąd oddaliliśmy. Zaczęliśmy się kierować ku czyśćcowi, po drodze spotykając trzech największych zdrajców świata; Brutusa, Judasza i Kasjusza. W końcu dotarliśmy nad brzeg rzeki, gdzie czekała na nas łódź a ja znowu w podejrzany sposób usnąłem i obudziłem się już pod czyśćcem. Zobaczyłem wrota, obok których stał anioł. Po przekroczeniu tych wrót natknęliśmy się na czarną procesję, zdziwiło mnie to w jakim celu była organizowana, lecz po jej zatrzymaniu zobaczyłem życiową miłość Dantego, była to Beatrycze, a między czasie Wergiliusz zniknął, wystraszyłem się. Ona do mnie podeszła i poczęła mi opowiadać o błędach życiowych jakie Dante po jej śmierci uczynił. I tedy zorientowałem się dlaczego Wergiliusz nie mógł wprowadzić mnie do raju, ponieważ musiała zrobić to osoba, która czuła się godna to uczynić.
Po pewnej chwili ja i Beatrycze zaczęliśmy się wznosić ze szczytu góry czyśćcowej, po przebyciu sfery ognia dotarliśmy do pierwszego nieba, na księżyc, tutaj Beatrycze wyjaśniła mi pochodzenia plam księżycowych. Zaczęliśmy chodzić po tym niebie i spotkaliśmy Justyniana, który opowiedział nam swoje dzieje, a także jakie dusze zamieszkują Merkury. Podczas naszej wędrówki po niebie napotkaliśmy wielu świętych takich jak św. Tomasz, czy św. Bonawentura. Wzbudziły we mnie te postacie zdumienie, ponieważ opłakiwały klasztory, które po ich śmierci (założycieli) zostały zreformowane.
Podczas naszej wędrówki spotkaliśmy niejakiego Cacciaguidę, który przedstawił nam duszę Karola Wielkiego, pomimo tego że nie byliśmy w raju, czułem respekt wobec nich, gdyż cieszyli się autorytetem. Po chwili wraz z Beatrycze zaczęliśmy się wznosić ku szóstemu niebu, na planetę Jowisza. Była to planeta sprawiedliwych. Ucieszyłem się bardzo, że taka planeta istnieje, ponieważ było to dla mnie bardzo ważne, lecz zaraz po wizycie u św. Benedykta , udaliśmy się do następnego nieba, skąd oglądaliśmy znajdujące się poniżej planety. Było to niebo właściwe, gdzie zobaczyłem Chrystusa pod postacią słońca w otoczeniu niezliczonej ilości iskier. W pewnej chwili zapatrzyłem się na pewną Różę utworzoną z aniołów. Niestety nie wiedziałem jak Beatrycze ode mnie odeszła. Podszedł do mnie św. Bernard i wskazał mi gdzie przebywała Matka Boska.
Zarazem wspaniałe jak i tajemnicze przeżycie, lecz obudziłem się na zielonej łące, nie byłe już w lesie, wiedziałem że to był sen, to był tylko sen, po czym zobaczyłem piękny zachód Słońca.