Pieprzona górka

Ostatnio miałem okazję przeczytać tekst a raczej fragment książki na temat hermeneutyki. Sama wypowiedz starała się nam przybliżyć zagadnienie tłumaczenia, interpretacji i rozumienia różnorakich treści na przełomie wieków, lecz mnie szczególnie zainteresował fragment raczej nie związany z hermeneutyką jako taką, a wypowiadający się na temat języka. Pozwolę sobie przytoczyć owy akapit w całości:
„Fakt, że jÄ™zyk sÅ‚uży porozumieniu, nie oznacza, aby byÅ‚ on po prostu narzÄ™dziem, jak okreÅ›laÅ‚ go Wittgenstein. Gdy używam mÅ‚otka do wbicia gwoździa w Å›cianÄ™, jest on mi potrzebny tylko w tej chwili. Później mogÄ™ go odÅ‚ożyć i zapomnieć o nim. Być może nawet trudno mi go bÄ™dzie po jakimÅ› czasie znaleźć. Nie mogÄ™ jednak >>odÅ‚ożyć<< jÄ™zyka, nie mogÄ™ go też zapomnieć. JÄ™zyk jest dla mnie zawsze obecny i jest obecny w caÅ‚oÅ›ci, nawet jeÅ›li w danej chwili używam tylko poszczególnych słów.”

Tekst ten skÅ‚oniÅ‚ mnie do refleksji natury egzystencjalnej a mianowicie uÅ›wiadomiÅ‚em sobie, że skoro jÄ™zyk nie jest narzÄ™dziem to w takim razie jest on częściÄ… każdego z nas i Å›wiadczy o tym kim jesteÅ›my! Inaczej przecież pomyÅ›limy o czÅ‚owieku, który gdy przewróci siÄ™ podczas jazdy na nartach po niewÅ‚aÅ›ciwym najechaniu na małą skoczniÄ™ ze Å›niegu powie ‘Pieprzona górka.’ a inaczej o kimÅ› kto rzeknie ‘Och, mój brak odpowiedniej koordynacji ruchowej doprowadziÅ‚ do stanu zmiany mej pozycji na horyzontalnÄ… po ówczesnym najeździe na niewielki nasyp Å›nieżny o maÅ‚ej wysokoÅ›ci wzglÄ™dnej’. Możecie siÄ™ Å›miać ale dla mnie to byÅ‚a maÅ‚a eureka i można powiedzieć, iż dziÄ™ki temu postanowiÅ‚em pracować nad tym aspektem mojej osoby.

To co mówimy, jakim sÅ‚ownictwem siÄ™ posÅ‚ugujemy i to w jaki sposób wyrażamy nasze myÅ›li jest odzwierciedleniem naszej osobowoÅ›ci i tego w jakich krÄ™gach siÄ™ aktualnie obracamy. Ale! To oddziaÅ‚ywanie jest dwukierunkowe, zatem nie tylko zmiana w naszym charakterze czy Å›rodowisku rzutuje na poziom elokwencji ale także ewolucja naszego sÅ‚ownika może oddziaÅ‚ywać na mentalność czy otoczenie! Inteligent gdy zacznie ‘rzucać miÄ™sem’ i używać kolokwializmów straci poszanowanie w gronie innych ludzi intelektu. MaÅ‚o tego! Prawdopodobnie mógÅ‚by zostać nawet wykluczony z tej spoÅ‚ecznoÅ›ci, lecz w tym momencie miaÅ‚by możliwość wpasować siÄ™ w którÄ…Å› ‘wspólnotÄ™’ podwórkowÄ… a to tylko za sprawÄ… rzeczy tak pozornie bÅ‚ahej jak jÄ™zyk. Niestety albo raczej stety, ktoÅ› z podwórka już tak Å‚atwo nie stanie siÄ™ nagle demonem krasomówstwa i nie dostanie siÄ™ na wyżyny spoÅ‚eczne.

Rozwój jÄ™zyka nie jest rzeczÄ… Å‚atwÄ… i przychodzÄ…cÄ… od tak, potrzeba na to czasu i poÅ›wiÄ™cenia, bo co to za sztuka wykuć na pamięć kilka ‘mÄ…drze’ brzmiÄ…cych słów a nie znać ich znaczenia i nie potrafić wykorzystać w poprawnym kontekÅ›cie? Rozkwit stylu powinien nastÄ™pować naturalnie poprzez ludzkÄ… ciekawość i chęć poznawania czegoÅ› nowego. Gdy poprzestaniemy na tym co znamy do tej pory, tym co lubimy i przestaniemy poszukiwać nowych wartoÅ›ci i stosować konstruktywnÄ… krytykÄ™ wobec aktualnych przestaniemy ewoluować, a stagnacja spowalnia a raczej zatrzymuje rozwój naszej osoby.

Z drugiej strony nie możemy poświęcać się tylko i wyłącznie rozwojowi jednej z cech, trzeba rozwijać się wszechstronnie, gdy nasze otoczenie przestaje nam odpowiadać i się zmienia w kierunku innym niż my albo to my się zmieniamy trzeba poszukiwać innych miejsc czy ludzi odpowiadających naszemu stylowi bycia, upodobaniom czy też nawykom. Jeżeli nie rozumiemy się nawzajem z środowiskiem w jakim żyjemy trzeba spytać się samego siebie w czym problem? Czy warto trwać w otoczeniu które nas nie rozumie i vice versa?
Można oczywiście w różnych kręgach zachowywać się inaczej, mówić inaczej, może nawet myśleć inaczej? Można chodzić do kościoła, modlić się, spowiadać i tak dalej. Można potem spotkać się z kumplami, klnąć, bić innych, okradać starsze osoby i gwałcić nieznajome dziewczyny. Można następnie pójść na zebranie koła ochrony środowiska, propagować segregację śmieci i urządzać happeningi promujące alternatywne źródła energii. Można wracając z koła idąc chodnikiem wyrzucić papierek od batonika w trawę rosnącą nieopodal, łowiąc ryby można potraktować je prądem z akumulatora bo tak łatwiej, ścieki też można odprowadzać do pobliskiej rzeki.

Możemy wszystko. Możemy w różnych środowiskach zachowywać się inaczej, wszystkim pokazywać, że jesteśmy podobni ale musimy zrobić jedno. Musimy spytać siebie kim jesteśmy... Będąc każdym zatracamy samego siebie, nie mamy swojego ja, są tylko ja dla innych, na pokaz, dla szpanu, dla jaj, dla kumpli, dla dziadka, dla kościoła, dla szkoły, dla dziewczyny, dla oceny, dla świętego spokoju... a ja dla nas samych? Nie ma? Hmmm... To chyba nie dobrze co? A Ty? Kim jesteś? Albo raczej, dla kogo?