Fale elektromagnetyczne i fotony
Fale elektromagnetyczne i ich tajemnice.Fale elektromagnetyczne są zaburzeniami pola elektromagnetycznego, niosą zatem energię. Na przykład na Ziemi życie zależy ściśle od energii słonecznej przesyłanej pod postacią fal elektromagnetycznych. Fale wykorzystujemy również do różnych odbiorników i sprzętu elektronicznego, jak choćby telewizor czy radio. Ale energia, którą te fale przenoszą ma w sobie wiele tajemnic, jedną z nich była rozwiązana przez Maxa Plancka zagadka dotycząca ilości przenoszonej energii.
Do opisu fal elektromagnetycznych używa siÄ™ trzech pojęć: dÅ‚ugoÅ›ci fali (odlegÅ‚ość miÄ™dzy dwoma kolejnymi grzbietami lub dolinami), czÄ™stoÅ›ci (okreÅ›la liczbÄ™ cykli drgaÅ„ w górÄ™ i w dół wykonywanych przez falÄ™ na sekundÄ™) i amplitudy (okreÅ›la maksymalnÄ… głębokość lub wysokość fali od linii Å›rodkowej). CzÄ™stość można obliczyć, jeÅ›li znamy dÅ‚ugość fali i odwrotnie – wiÄ™ksze dÅ‚ugoÅ›ci fali odpowiadajÄ… niższym czÄ™stoÅ›ciom. W zależnoÅ›ci od dÅ‚ugoÅ›ci fali fale elektromagnetyczne okreÅ›la siÄ™ mianem fal radiowych (dÅ‚ugich, Å›rednich, krótkich, ultrakrótkich i mikrofal), fal Å›wietlnych (podczerwonych, widzialnych i ultrafioletowych), promieni Roentgena (X) i promieniowania gamma. W ujÄ™ciu kwantowym, zgodnie z zasadÄ… dualizmu korpuskularno-falowego, fale elektromagnetyczne o czÄ™stotliwoÅ›ci ν sÄ… strumieniami fotonów o energii E = hν, gdzie h – staÅ‚a Plancka (o której zaraz napiszÄ™). Tak wiÄ™c im wiÄ™ksza czÄ™stotliwość tym mniejsza dÅ‚ugość fali i tym wiÄ™ksza energia przenoszona przez falÄ™.
Niegdyś fizycy do obliczenia całkowitej energii niesionej przez określoną ilość fal używali metod opartych na fizyce klasycznej, która nie zawierała w sobie wprowadzonych później poprawek kwantowych, które sprawę znacznie komplikowały. Fizycy próbowali zatem przykładowo obliczyć całkowitą energię, którą zawiera promieniowanie elektromagnetyczne znajdujące się wewnątrz piekarnika nagrzanego do danej temperatury. Użycie fizyki klasycznej XIX stulecia prowadziło do stwierdzenia, że całkowita energia zawarta w piekarniku jest nieskończona.
ByÅ‚ to oczywiÅ›cie nonsens, w 1918 roku Max Planck dostaÅ‚ nagrodÄ™ Nobla z fizyki za rozwiÄ…zanie tej zagadki. Już w 1900 roku udowodniÅ‚ on, że energia niesiona przez falÄ™ w piekarniku wystÄ™puje w swoistych porcjach – wartość energii wynosi zatem jeden lub kilka „nominałów energetycznych”, których nie wolno dzielić, by otrzymać wartoÅ›ci uÅ‚amkowe! PrzykÅ‚ad ten można porównać do pieniÄ™dzy w naszym kraju – nie można mieć 0,5 grosza, bo najmniejszy nominaÅ‚ to 1 grosz. Nie można również mieć 10,5 grosza, lecz 10 lub 11 groszy. Planck zasugerowaÅ‚ tym samym, że nominaÅ‚ energetyczny fali jest okreÅ›lony przez jej czÄ™stość, czyli minimalna energia fali jest proporcjonalna do jej czÄ™stoÅ›ci (wyższa czÄ™stość i maÅ‚a dÅ‚ugość fali to wiÄ™ksza energia minimalna, a mniejsza czÄ™stość i duża dÅ‚ugość fali to mniejsza energia minimalna). W ten sposób Planck dowiódÅ‚, że ziarnistość dozwolonej energii w każdej fali nie prowadzi już do wczeÅ›niejszego dziwacznego wniosku o nieskoÅ„czonej caÅ‚kowitej energii. UdowodniÅ‚ także, iż fale o takiej czÄ™stoÅ›ci z minimalnym nominaÅ‚em energetyczny przekraczajÄ…cym wkÅ‚ad do energii caÅ‚kowitej nie wchodzÄ… do niej. Warto także wspomnieć, że caÅ‚kowita liczba grzbietów i dolin fal wytwarzanych przez gorÄ…ce wnÄ™trze piekarnika musi dokÅ‚adnie mieÅ›cić siÄ™ miÄ™dzy przeciwlegÅ‚ymi Å›ciankami (jest to teoria elektromagnetyzmu Maxwella).
Proporcjonalność między częstością fali a minimalnym nominałem energetycznym to stała Plancka, określana symbolem h (przekreślone), określana w jednostkach równych jednej miliardowej miliardowej miliardowej, dlatego porcje energii mają takie małe rozmiary. Czasem wydaje nam się, że możemy w sposób ciągły zmieniać energię fali na strunie skrzypiec a więc i głośność dźwięku. W rzeczywistości jednak energia fali zwiększa się lub zmniejsza skokowo, ale zmiany, jak to opisał Planck, następują o tak małą wielkość, że zgłaśniając strunę zmiany wydają nam się ciągłe.
Czym sÄ… fotony?
Max Planck nie podał hipotezy ziarnistości energii. Co prawda założenie się sprawdzało, ale nic poza tym. Jednak w 1905 roku skądinąd znany Albert Einstein rozwiązał zagadkę energii fal, za co otrzymał Nagrodę Nobla w 1921 roku.
Podstawowym pojÄ™ciem, które warto tu omówić, to efekt fotoelektryczny. W 1887 niemiecki fizyk Heinrich Hertz zauważyÅ‚ jako pierwszy, że gdy promieniowanie elektromagnetyczne – Å›wiatÅ‚o – pada na niektóre metale, to wtedy wysyÅ‚ajÄ… one elektrony. Metale majÄ… to do siebie, że część ich elektronów pozostaje sÅ‚abo zwiÄ…zana z macierzystymi atomami (dlatego tak dobrze przewodzÄ… elektryczność). Gdy Å›wiatÅ‚o uderza w powierzchniÄ™ metalu, uwalnia swojÄ… energiÄ™ – podobnie jak wtedy, kiedy pada na naszÄ… skórÄ™ i robi siÄ™ nam cieplej. Przekazana energia wzbudza elektrony w metalu i niektóre z tych luźno zwiÄ…zanych uwalniajÄ… siÄ™ z powierzchni. Najważniejsza cecha efektu fotoelektrycznego ujawnia siÄ™ wtedy, gdy bardziej szczegółowo zbada siÄ™ wÅ‚aÅ›ciwoÅ›ci wyrzuconych elektronów z powierzchni metalu. Na pierwszy rzut oka wydaje siÄ™ bowiem, że gdy natężenie Å›wiatÅ‚a roÅ›nie (jego jasność), to powinna wzrosnąć ilość wyrzuconych elektronów, ale tak siÄ™ nie dzieje - zwiÄ™ksza siÄ™ tylko ich ilość - prÄ™dkość pozostaje taka sama. Ich szybkość wzrasta dopiero wtedy, gdy zwiÄ™kszymy czÄ™stość Å›wiatÅ‚a (rozróżnia siÄ™ to sferze Å›wiatÅ‚a widzialnego zmianÄ… kolorów). W miarÄ™ zmniejszania czÄ™stoÅ›ci Å›wiatÅ‚a, zmniejsza siÄ™ prÄ™dkość wytrÄ…canych elektronów. Dochodzi zatem do momentu, kiedy ich prÄ™dkość wyniesie 0, czyli elektrony zatrzymajÄ… siÄ™ zaraz po wyjÅ›ciu z powierzchni metalu, niezależnie od tego jak jasne jest źródÅ‚o Å›wiatÅ‚a. To, czy elektrony wydostanÄ… siÄ™ z powierzchni (a jeÅ›li tak, to przy jakiej energii) zależy od barwy Å›wiatÅ‚a a nie od jego caÅ‚kowitej energii.
A co to wszystko ma wspólnego z efektem fotoelektrycznym? Einstein wykorzystujÄ…c wyniki doÅ›wiadczeÅ„ Plancka zasugerowaÅ‚, aby przedstawiony obraz energii fal, która wystÄ™powaÅ‚a w porcjach, zastosować do nowego opisu Å›wiatÅ‚a. WedÅ‚ug Alberta Einsteina promieÅ„ Å›wietlny powinno siÄ™ uważać za strumieÅ„ maÅ‚ych porcji – czÄ…stek Å›wiatÅ‚a – które ostatecznie, dziÄ™ki chemikowi Gilbertowi Lewisowi, nazywano fotonami. Einstein posÅ‚użyÅ‚ siÄ™ nowÄ… koncepcjÄ…, aby wyjaÅ›nić dziaÅ‚anie mikroskopowego mechanizmu leżącego u podstaw efektu fotoelektrycznego. StwierdziÅ‚ bowiem, że elektron zostaje wybity z powierzchni metalu, jeÅ›li uderzy w niego foton o wystarczajÄ…co dużej energii. PostawiÅ‚ on również hipotezÄ™, że energia każdego fotonu jest proporcjonalna do czÄ™stoÅ›ci Å›wiatÅ‚a (współczynnik proporcjonalnoÅ›ci to nadal staÅ‚a plancka – h).
Fala czy czÄ…stka?
Wszyscy wiedzÄ…, że woda (a wiÄ™c i fale na niej) skÅ‚adajÄ… siÄ™ z czÄ…steczek wody. Czy powinniÅ›my siÄ™ dziwić, że Å›wiatÅ‚o jest zbudowane z fotonów? Ponad 300 lat temu Newton stwierdziÅ‚, że Å›wiatÅ‚o skÅ‚ada siÄ™ ze strumienia czÄ…stek. PomysÅ‚ ten nie należy wiÄ™c do nowych, ale niektórzy z kolegów wielkiego fizyka nie zgadzali siÄ™ z nim i uparcie twierdzili, że Å›wiatÅ‚o to fala. Ostatecznie wyjaÅ›niÅ‚ całą sprawÄ™ anielski fizyk Thomas Young – wykazaÅ‚, że Newton siÄ™ myliÅ‚.
Jako potwierdzenie jego hipotezy można przedstawić najbardziej znane doÅ›wiadczenie zwiÄ…zane ze Å›wiatÅ‚em – eksperyment z dwiema szczelinami. Otóż skÅ‚adaÅ‚ siÄ™ z trzech elementów: urzÄ…dzenie wytwarzajÄ…cego Å›wiatÅ‚o, Å›cianki z pojedynczÄ… lub podwójnÄ… szczelinÄ… oraz z kliszÄ… Å›wiatÅ‚oczułą zasÅ‚oniÄ™tej przez tÄ… wÅ‚aÅ›nie Å›ciankÄ™. JeÅ›li tylko jedna szczelinka bÄ™dzie otwarta, Å›wiatÅ‚o wypuszczone ze źródÅ‚a zrobi na kliszy jeden podÅ‚użny pas, po bokach coraz ciemniejszy. Sytuacja komplikuje siÄ™, kiedy otworzymy również drugÄ… szczelinkÄ™. Na chÅ‚opski rozum doszlibyÅ›my do wniosku, że powstanÄ… dwa „pasy” na kliszy. Tak jednak siÄ™ nie dzieje. Zamiast tego ujrzymy ich kilkadziesiÄ…t. Dlaczego?
Wyobraźmy sobie, że zamiast fal Å›wietlnych używamy wody. Gdy fale na wodzie uderzajÄ… w dwie szczelinki przegrody, z obu otworów zaczynajÄ… wychodzić fale koliste, czyli takie jakie powstajÄ…, gdy wrzucamy kamyk do stawu. Gdy fale wybiegajÄ…ce ze szczelin zacznÄ… siÄ™ krzyżować, nastÄ™puje coÅ› ciekawego – otóż podczas spotkania siÄ™ dwóch grzbietów fal wysokość fali w tym punkcie wzrasta. Wysokość jest przecież sumÄ… wysokoÅ›ci grzbietów fal. Podobnie gdy nachodzÄ… siÄ™ na siebie dwie doliny, zagłębienie na wodzie wzrasta. Wreszcie gdy grzbiet napotka na dolinÄ™, eliminujÄ… siÄ™ nawzajem. Tego efektu używa siÄ™ w nowoczesnych urzÄ…dzeniach wyciszajÄ…cych, takich jak sÅ‚uchawki – mierzÄ… ona ksztaÅ‚t dochodzÄ…cej fali i wytwarzajÄ… fale o przeciwnym ksztaÅ‚cie, co w efekcie daje ciszÄ™. Jest to interferezacja.
Teraz nasze rozważania należałoby przenieść na kliszę fotograficzną. Otóż tam, gdzie spotkają się grzbiety lub doliny fali świetlnej i wzmocnią siebie nawzajem, powstaną najjaśniejsze obszary. Analogicznie, tam gdzie spotkają się grzbiety z dolinami, dojdzie do neutralizacji, czyli obszar na kliszy pozostanie wciąż czarny. Układ tak powstałych jasnych i ciemnych, przeplatających się pasów, nosi nazwę wzoru interferencyjnego. Thomas Young przeprowadzając podobne doświadczenie, doszedł do wniosku, że światło to fala. Istnieje zatem konkretne doświadczenie pozwalające oddzielić obraz światła korpuskularnego od falowego.
A co na to Einstein? Wprowadził on do całej teorii małą poprawkę. Uznał, że światło to fala fotonów, co połączyło obydwa obrazy. Ale jak tutaj przypasować zjawisko interferezacji? Jak poszczególne elektrony mogę przeniknąć przez ścianki, odpowiednio na siebie trafić i stworzyć obraz interferezacyjny? Kiedy otworzymy jedną szczelinę i włączymy światło otrzymamy pojedynczy pasek. Gdy zaś po małej chwili otworzymy także drugą szczelinę, powinniśmy spodziewać się zwiększenia liczby fotonów przedostających się przez ściankę czyli w konsekwencji zwiększenia ilości światła. Ale po bliższym przyjrzeniu się zjawisku stwierdzimy także, że oprócz miejsc, które zgodnie z naszymi oczekiwaniami najpierw pozostały ciemne a teraz są jasne, zauważymy także obecność takich miejsc, które wpierw były jasne a teraz są ciemne. Wynika z tego, że zwiększając liczbę docierających do kliszy elektronów zmniejszyliśmy jasność w niektórych miejscach. W jaki sposób, mimo oddzielenie w czasie, poszczególne fotony potrafią się wzajemnie znosić? Wyjaśnienie tego zjawiska wymaga już niestety zastosowania czystej fizyki kwantowej, której nigdy do końca nie można zrozumieć. Według niej, elektrony wiedzą jak na siebie trafiać i znosić się. Według Richarda Feynmanna elektron przechodzi przez obie szczeliny jednocześnie. To śmieszne, ale twierdził on ponadto, że przemierzając drogę elektron porusza się po wszystkich możliwych trajektoriach, sprawdzając w ten sposób możliwe drogi pokonania swej trasy. Prawdopodobieństwo, że elektron dotrze do miejsca przeznaczenia, składa się z wszystkich możliwych sposobów dotarcia w tamto miejsce. Ten sposób rozumowania to sumowanie po trajektoriach.