Recenzja filmu Pianista

PierwszÄ… rzeczÄ… spontanicznie odebranÄ… jest jÄ™zyk, sprawa przecież wczeÅ›niej wiadoma, mimo to zaskakuje. Akcja dzieje siÄ™ w okupowanej Warszawie. Jest wrzesieÅ„ 1939 roku, z radia dobiega komunikat o ewakuacji RzÄ…du Polskiego i wypowiedzeniu wojny Niemcom. Z gÅ‚oÅ›nika - jak i z wszystkich dialogów w filmie - pÅ‚ynie potoczysta angielszczyzna. Dziwna rzecz, ale nie o to wszak chodzi, żeby cieszyć wyłącznie polskie oczy i uszy. Ulice wojennej Warszawy oraz sceny obrazujÄ…ce absurd ludzkiego okrucieÅ„stwa i cierpienia przemawiajÄ… - dokÅ‚adnie tak, jak winno to mieć miejsce w obrazie o wojnie. Poruszone zostajÄ… nigdy do koÅ„ca nie poddajÄ…ce siÄ™ klarownej ocenie moralnej kwestie postaw. Bohaterstwo przeplata siÄ™ z pierwotnym instynktem, który każe przetrwać za wszelkÄ… cenÄ™. Przypomina siÄ™ zezwierzÄ™cona czÅ‚owiecza żebranina o życie, znana z Å‚agrowych opowieÅ›ci czy choćby z pisarstwa Ericha M. Remarque’a. W powieÅ›ci „Na Zachodzie bez zmian” przedstawia on bezsens wojny pokazujÄ…c, jakim zmianom i zniszczeniu podlega mÅ‚ody czÅ‚owiek, który w niej uczestniczyÅ‚. Å»eby przetrwać, tak fizycznie, jak psychicznie, musi on odsunąć, zagÅ‚uszyć, zgasić w sobie wszelkie posiadane kiedykolwiek aspiracje do wyższego, duchowego życia – jak tego ze sztukÄ… na przykÅ‚ad. Wszelkie tej rangi „osiÄ…gniÄ™cia cywilizacji” okazujÄ… siÄ™ kompletnie nieprzydatne w egzystencji, jakÄ… wiedzie żoÅ‚nierz, Å‚agrowicz, mieszkaniec getta. MaÅ‚o tego, obecność owych „wyższych sfer” przeszkadza. Wrażliwość przyprawia o szaleÅ„stwo wobec nie podlegajÄ…cej rozsÄ…dkowi ani żadnej estetyce rzeczywistoÅ›ci wojennej. Jedyne, co siÄ™ wówczas przydaje, to zdrowy instynkt samozachowawczy, umiejÄ™tność dekowania siÄ™ oraz inteligencja pomagajÄ…ca kierować szczęściem tak, by przetrwać. W ten sposób doÅ›wiadczana psychika nie ostaje siÄ™ bez szwanku i literatura daje przykÅ‚ady czÅ‚owieka wypalonego, cynika, nie bÄ™dÄ…cego w stanie nigdzie siÄ™ już przystosować tuÅ‚acza, nieszczęśliwego poprzez odarcie go z wiary w cokolwiek. Gdy wraz z mÅ‚odoÅ›ciÄ… trzeba odrzucić zalążek rzeczy najbardziej w sobie cenionych przed wojnÄ…, nieÅ‚atwo potem naÅ‚ożyć je na siebie z powrotem jak Å›wieży garnitur. Filmowy pianista przechodzi przez wszystkie koszmary: traci bliskich, poznaje caÅ‚y absurd tego, że to „czÅ‚owiek czÅ‚owiekowi zgotowaÅ‚ ten los”, a jednak wychodzi z nich „w biaÅ‚ych rÄ™kawiczkach”. Odnajduje swojÄ… sztukÄ™ i biegnie za niÄ…, jakby nic nigdy nie pozwoliÅ‚o mu wÄ…tpić w jej sens w obliczu bestialstwa. Sztuka uosabiana przez Chopina jest motywem przewodnim filmu. To ona, nie straszliwe przejÅ›cia wojenne, wpÅ‚ywa na jego wydźwiÄ™k. Jest ponad wojnÄ…, podobnie jak główny bohater. Wydaje siÄ™ to maÅ‚o prawdopodobne, choć może tylko uproszczone. ByÅ‚ zbyt wrażliwy – jako muzyk zresztÄ… – by wyjść z tego wszystkiego z podniesionÄ… gÅ‚owÄ…. Kiedy straciÅ‚o siÄ™ wszystkich i wszystko, łącznie ze zÅ‚udzeniami, trudno, by sztuka posiadaÅ‚a jeszcze jakÄ…kolwiek moc przekonywania. Nie potrafiÄ™ sobie wytÅ‚umaczyć, w jakim celu wpiÄ™to wÄ…tek Chopina. JeÅ›li ma symbolizować tryumfujÄ…cÄ… polskość, wkrada siÄ™ pewna niekonsekwencja, gdyż bardzo zakpiono z polskiego bohaterstwa w scenie ostrzeliwania przez powstaÅ„ców niemieckiego szpitala, pielÄ™gniarek i rannych. Litość niemieckiego oficera, zachwyconego muzykÄ… Chopina, również nie wydaje siÄ™ wiarygodna czy przekonujÄ…ca. Nie znaczy to, że wÅ›ród Niemców nie byÅ‚o ludzi z sumieniem, tyle że nawet jeÅ›li je ktoÅ› posiadaÅ‚, dawno strawiÅ‚ przez owe 5 lat, gdy o okazjÄ™ do okazania litoÅ›ci nie byÅ‚o trudno. WÄ…tpliwe, by taki „sumienny” czÅ‚owiek siÄ™ ostaÅ‚ (chyba, że Å›wieżo wysÅ‚ano go na front, ale to wszak koniec wojny!). JeÅ›li ktoÅ› posiadaÅ‚ dobroć, szybko jÄ… trwoniÅ‚ widzÄ…c, że milionom ginÄ…cych i tak nie zdoÅ‚a pomóc. JeÅ›li zaÅ› wzruszyÅ‚a wyłącznie muzyka, cóż, mielibyÅ›my do czynienia z potworem. Jest jednak jedna rzecz, która tÅ‚umaczy zaÅ‚ożenia filmu. Chodzi o osobÄ™ reżysera. Roman PolaÅ„ski stworzyÅ‚ symbol odradzajÄ…cej siÄ™ sztuki. ZawarÅ‚ w swym obrazie wÄ…tki autobiograficzne i jako taki winniÅ›my go odbierać. Za to też chyba głównie go nagrodzono. PolaÅ„ski mówi sam o sobie: żydowskim pochodzeniu, doÅ›wiadczeniach wojennych i życiu zwiÄ…zanym ze sztukÄ…. Próbuje pokazać czÅ‚owieka „z duszÄ…”, która wbrew wszystkiemu potrafi w nim rozkwitać. Widocznie już przed wojnÄ… na tyle silnie jÄ… w sobie ugruntowaÅ‚. SÄ… również ciemne strony: brak udziaÅ‚u w dziaÅ‚aniach heroicznych – ci, co chcieli przeżyć, takie wÅ‚aÅ›nie strony miewali. Dla Å»yda, w dodatku muzyka – jako postaci charakterystycznej – nie pozostawaÅ‚ zresztÄ… duży wybór – nie wchodziÅ‚a w grÄ™ konspiracja, pozostawaÅ‚o ukrycie i ogromna dawka szczęścia. Traktujmy wiÄ™c film jako opowieść o przypadku, o rzeczywistoÅ›ci, w którÄ… czasem trudno uwierzyć, choć rozgrywa siÄ™ przed naszymi oczami, o konfrontacji tego, co w czÅ‚owieku wielkie z tym, co maÅ‚e, a konieczne, bo jego życie utrzymać. Możemy odnaleźć przemawiajÄ…cy obraz strachu, jaki panowaÅ‚ w tamte dni, gdy Å›mierć siÄ™gaÅ‚a po miasto i ludzi. KoÅ„czÄ™ na lżejszych spostrzeżeniach. Dużym zainteresowaniem cieszyÅ‚y siÄ™ obecne czÄ™sto, a w koÅ„cowej partii filmu przez okoÅ‚o 10 minut, rÄ™ce. PrezentowaÅ‚y wspaniałą grÄ™ - muzyki wartoÅ›ciować nie trzeba - zaÅ› uwagi kinowej widowni przebrzmiewaÅ‚y w „mogliby wreszcie pokazać z twarzy, czyja to faktycznie wirtuozeria”. Zaserwowano nam koncert. Wbrew wrażeniu po wczeÅ›niejszych scenach, które miaÅ‚ chyba wyciszyć, w moim odbiorze jednak podkreÅ›liÅ‚.
Poszłam do kina z obowiązku, w ciemno nie wiedząc, co niesie za sobą ten film. Tytuł brzmiał tak zwyczajnie, nigdy bym się nie spodziewała, że pod nie ukryta jest niesamowita opowieść o dramatycznych losach słynnego pianisty na tle umierającej Warszawy. Historia ta nie została zmyślona, nie jest to ekranizacja wyobraźni reżysera, lecz powstała na podstawie bolesnych wspomnień nieżyjącego już Władysława Szpilmana. Roman Polanski tworząc ten film, kierował się także własnymi przeżyciami z II wojny światowej. Dzięki temu film stał się bardziej szokujący, wydarzenia zostały ze szczególnym okrucieństwem ukazane i wcale to nie było zmyślone, lecz prawdziwe. To było powodem wielu mych wzruszeń, które zdarzają się naprawdę rzadko. Czasami zamykałam oczy, by nie patrzeć na krwawe momenty, kiedy to ginęli niewinni ludzie. Cieszyłam się wówczas, że żyję w świecie, gdzie nie ma wojny, że siedzę bezpieczna w kinie z przyjaciółmi. Długo po filmie miałam w oczach tragiczne obrazy z bolesnego i walecznego życia Żydów i Polaków. Krwawa łza w oku wyrażała moje współczucie i żal. Uważam, że oprócz samego wątku wojny, na ogromne oklaski zasługują zdjęcia. Warszawa w zgliszczach, w ruinach została niesamowicie realistycznie ukazana. Wszystko było owiane grozą, wszędzie pełno dymu, wszystkie odcienie szarości ukrywały piękno tego miasta. Już na billboardach można ujrzeć scenę, kiedy to samotny i wycięczony Szpilman wkracza do zrujnowanej stolicy, w której nie ma nic! Wiele tajemniczości dodawała ścieżka dźwiękowa. Nie wyobrażam sobie filmu bez muzyki, ale musi ona jeszcze być odpowiednio dobrana. Jestem zwolenniczka punk rocku i hh, ale uważam, że w takich smutnych chwilach klasyczna najbardziej oddaje obraz bólu i cierpienia. Tworzy ciężki klimat umierających ludzi, wchodzi w nas głęboko i zostawia w naszych sercach pamięć z tamtych chwil. Było to muzyka Chopina, bardzo cenionego kompozytora Polski. Polecam ten film ludziom, którzy nie patrzą na wojnę jak na bajkę, w której wszystko kończy się dobrze. Którzy umieją zrozumieć ludzi, którzy przeżyli tamte chwile nasycone strachem i niewinnością.