Opowiadanie wigilijne

Dawno dawno temu w jednej z wiosek w mroźnej Laponii urodziła się dziewczynka o imieniu...
Martusia, gdy siÄ™ rodziÅ‚a, a byÅ‚a to noc bożego narodzenia jej mama siedziaÅ‚a w chatce i bardzo cierpiaÅ‚a nigdzie nie byÅ‚o lekarza i baÅ‚a siÄ™, że dzidziuÅ› może siÄ™ nie urodzić zdrowy, w pewnej chwili przez okno na strychu do chatki tej pani wleciaÅ‚ maÅ‚y anioÅ‚ek - dobry wieczór proszÄ™ pani - powiedziaÅ‚ z uÅ›miechem na twarzy anioÅ‚ek pani Iwona bardzo siÄ™ zdziwiÅ‚a i zapytaÅ‚a anioÅ‚ka - co ty tutaj robisz? - Jestem anioÅ‚kiem, przyleciaÅ‚em z nieba miaÅ‚em zanieść MikoÅ‚ajowi nowÄ… parÄ™ Å›wiÄ…tecznych skarpetek - by nie byÅ‚o mu zimno, ale zgubiÅ‚em drogÄ™ i przyleciaÅ‚em zapytać czy nie wie pani gdzie on mieszka? Pani Iwona dziwnie siÄ™ poczuÅ‚a... - Nie wiem anioÅ‚ku... nie wiem gdzie mieszka MikoÅ‚aj ale mogÄ™ pomóc ci szukać - tylko proszÄ™ - pomóż mi...Zaraz bÄ™dÄ™ rodzić - a nigdzie nie ma lekarza mógÅ‚byÅ› sprawić by dzidziuÅ› urodziÅ‚ siÄ™ caÅ‚y i zdrowy? AnioÅ‚ek uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ lekko i spojrzaÅ‚ na kobietÄ™- oczywiÅ›cie proszÄ™ pani anioÅ‚ek klasnÄ…Å‚ w swoje malutkie rÄ…czki i pani Iwona poczuÅ‚a siÄ™ lepiej - to bÄ™dzie dziewczynka - powiedziaÅ‚ anioÅ‚ek urodzi siÄ™ dziÅ›, w wigiliÄ™ dokÅ‚adnie o północy lekarz nie bÄ™dzie potrzebny - powiedziaÅ‚ anioÅ‚ek - pani bardzo siÄ™ uradowaÅ‚a-dziÄ™kuje ci anioÅ‚ku naprawdÄ™ dziÄ™kuje teraz powiedz - jak ja mogÄ™ pomoc tobie? BÄ™dziemy razem szukać – dopowiedziaÅ‚a nie - odpowiedziaÅ‚ anioÅ‚ek wyjÄ…Å‚ zza swej anielskiej koszulki parÄ™ skarpetek dla MikoÅ‚aja oto skarpetki, o których mówiÅ‚em dziÅ› wigilia, wiÄ™c chyba już nie znajdÄ™ MikoÅ‚aja w tÄ… wigilie przeżyje jakoÅ› jeszcze w starej parze za to daje je teraz pani za 14 lat, gdy dzidziuÅ› bÄ™dzie już duży da je pani swojej córce a ona dowie siÄ™, co to sÄ… prawdziwe Å›wiÄ™ta poÅ‚ożyÅ‚ skarpetki na stoliku uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ i zniknÄ…Å‚ pani Iwona ze zdziwieniem popatrzaÅ‚a na stolik i szepnęła - jeszcze raz dziÄ™kuje anioÅ‚ku.... O północy na Å›wiat przyszÅ‚a Å›liczna, zdrowa dziewczynka nadano jej imiÄ™ Martusia lata mijaÅ‚y.... Dziewczynka rosÅ‚a pomagaÅ‚a mamie a że byÅ‚a jedynÄ… córeczkÄ… miaÅ‚a peÅ‚no obowiÄ…zków niestety Martusia nie byÅ‚a jednak chÄ™tna do pracy, jak inne dziewczynki wolaÅ‚a biegać, bawić siÄ™ i zjeżdżać na sankach... MijaÅ‚y Å›wiÄ™ta za Å›wiÄ™tami. Co roku wigilia byÅ‚a taka sama. Ojciec Martusi umarÅ‚ jeszcze przed jej narodzeniem. I ona wraz ze swoja matkÄ… we wsi liczÄ…cej kilka chatek każdÄ… wigilie spÄ™dzaÅ‚a samotnie. Mimo że jej mama byÅ‚a bardzo biedna zawsze jednak za ostatnie grosze kupowaÅ‚a coÅ› Martusi nie byÅ‚y to wielkie rzeczy - kilka jabÅ‚ek, lub orzechów, ale dziewczynka cieszyÅ‚a siÄ™ i z tego jednak nigdy nie lubiÅ‚a siÄ™ tym dzielić byÅ‚a biedna i uważaÅ‚a ze skoro ona nie ma to inni też nie powinni mieć, ale w głębi serduszka byÅ‚a dobrÄ… dziewczynkÄ… lata mijaÅ‚y...
Martusia była coraz starsza... Wreszcie nastał czas... 14 Wigilia od narodzenia dziewczynki... Pani Iwona wiedziała i pamiętała o przysiędze, jaką złożyła aniołkowi... Trzymała skarpetki w szafie, głęboko - tak by nikt ich nie znalazł wieczorem, tak jak zawsze Martusia i jej mama zasiedli do wigilijnego stołu w chatce nie było oświetlenia - świeciła się tylko jedna świeczka.. Nie było choinki, ozdób. Na stole leżał tylko kawałek karpia, który otrzymali od sąsiada Martusia zmówiła modlitwę i zaczęła jeść po kolacji wraz ze swoją mamą usiadły na ławeczce na strychu. Posłuchaj Martusiu - rzekła mama mam dla ciebie w tym roku prezent... Inny niż zawsze... Jest to prezent wyjątkowy - jedyny w swoim rodzaju... W tej chwili wyjęła skarpetki Mikołaja
proszę moja córeczko - to dla ciebie Martusia podeszła i wzięła je do ręki zdziwiona dziękuje - odpowiedziała...
Ale... Skąd masz takie duże skarpetki? To tajemnica - odpowiedziała mama chwilę później, po odśpiewaniu kolęd mama położyła się spać Martusia poszła jej jeszcze raz podziękować zbliżyła się do łóżka - mamusiu... Jeszcze raz dziękuje za ten prezent - jest śliczny... - Cieszę się ze ci się podoba odpowiedziała mama, ale teraz muszę już spać... Mój aniołku - pójdziesz na dwór i zaniesiesz naszemu pieskowi kość - jeszcze dziś nic nie jadł... Dobrze odpowiedziała Martusia... Ubrała się cieplutko i założyła skarpetki na nogi
- ale duże – pomyÅ›laÅ‚a sÄ… tak wielkie, że spadajÄ… mi z moich stóp dziwny prezent... Jednak zwiÄ…zaÅ‚a je sznurkiem tak by nie spadaÅ‚y i wyszÅ‚a na zewnÄ…trz podeszÅ‚a do budy i daÅ‚a kość starej suczce, która od wielu lat pilnowaÅ‚a domku Martusia spojrzaÅ‚a w niebo - peÅ‚ne gwiazdek usiadÅ‚a na chwilkÄ™ na Å›niegu i zamknęła oczka... ÅšwiÄ™ta sÄ… cudowne - pomyÅ›laÅ‚a. Nagle, gdy Martusi a z zamkniÄ™tymi oczkami siedziaÅ‚a na Å›niegu usÅ‚yszaÅ‚a gÅ‚os dzwonków i szelest saÅ„.. Szybko otworzyÅ‚a oczka i wstaÅ‚a.. WyszÅ‚a na Å›rodek zaÅ›nieżonej ulicy i spojrzaÅ‚a zdziwiona przecież to nikt nigdy nie przejeżdża – pomyÅ›laÅ‚a, kto może tÄ™dy przejeżdżać w noc wigilijnÄ…?
Nagle zobaczyła jak z lasku wyłania się rząd reniferów a za nimi zaprzężone sanie Martusia stała bez ruchu zaskoczona sanie zbliżały się do wioski były coraz bliżej i bliżej... Wreszcie zatrzymały się obok Martusi.
W saniach siedział dziwny człowiek miał zielone ubranko i zieloną czapeczkę stanął i wyskoczył szybko z sań
spojrzaÅ‚ na zegarek i otarÅ‚ czoÅ‚o z potu podbiegÅ‚ szybko do Martusi i zapytaÅ‚ - czy to ty jesteÅ› Martusia? Tak... To ja – odpowiedziaÅ‚a szybko! Wskakuj na sanie nie mamy czasu! PowiedziaÅ‚ w poÅ›piechu czÅ‚owieczek
a raczej istotka - gdyż był mniejszy i lekko inny niż ludzie jego skóra była zielonkawa uszy wydłużone
- ale... ja nie mogę - odpowiedziała Martusia - później ci wszystko wytłumaczę - odrzekł 'ktoś' wziął ją za rękę i oboje znaleźli się w saniach ruszać! Krzyknął i w tym samym momencie renifery zaczęły biec Martusia czuła się dziwnie... Nie wiedziała, o co w tym wszystkim chodzi... Ale nie bała się...Sanie pędziły przez lasy Laponii..
Martusia siedziaÅ‚a obok 'ludka’’ zapytaÅ‚a - kim ty jesteÅ›? 'Ludek' odwróciÅ‚ siÄ™ do niej i uÅ›miechnÄ…Å‚- jestem serafin - jeden z elfów MikoÅ‚aja Å›wiÄ™ty kazaÅ‚ mi odszukać dziewczynkÄ™ o imieniu Martusia, mieszkajÄ…cÄ… w twojej wiosce, wiÄ™c wziÄ…Å‚em jego sanie i pojechaÅ‚em po ciebie myÅ›laÅ‚em, że zdarzÄ™ przed wigiliÄ…, ale po drodze spotkaÅ‚a mnie straszliwa burza Å›nieżna i zabłądziÅ‚em dopiero po kilku dniach po ciebie przyjechaÅ‚em nagle sanie uniosÅ‚y siÄ™ w górÄ™ i wraz z reniferami Å›migaÅ‚y po gwieździstym niebie- a raczej chciaÅ‚em powiedzieć przyleciaÅ‚em - dopowiedziaÅ‚ serafin Martusia wystraszyÅ‚a siÄ™ spojrzaÅ‚a w dół - znajdowali siÄ™ wysoko nad ziemiÄ…
- mówisz prawdę? - Zapytała?- Oczywiście - teraz lecimy do siedziby Mikołaja - odpowiedział z uśmiechem
- ale dlaczego? ZapytaÅ‚a zdziwiona Martusia- nie wiem - MikoÅ‚aj mi kazaÅ‚ - uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ elf- wiem tylko jedno - mamy ogromne spóźnienie – zabraÅ‚em MikoÅ‚ajowi sanie, wiÄ™c nie może rozwozić prezentów - a jest już wigilia - dodaÅ‚- chyba stracÄ™ prace... PosmutniaÅ‚... Sanie pomknęły w smugach Å›niegu i zniknęły za horyzontem...
Tymczasem.... W pewnej dolinie w Laponii wśród gęstych lasów sosnowych...W miejscu, o którym wiedzą wszyscy, ale którego jeszcze nikt nie znalazł w jednej z chatek - z żółto brązowych ścianach odbywało się zebranie elfów kilkadziesiąt zielonoskórych maluszków siedziało w ławkach obok siebie
nagle do chatki wszedÅ‚ MikoÅ‚aj ubrany jak zawsze w swój czerwony strój jego broda jak zawsze dÅ‚uuuga sterczaÅ‚a na jego grubym brzuszku wyszedÅ‚ na Å›rodek i zaczÄ…Å‚ przemawiać - moi kochani... StaÅ‚a siÄ™ rzecz straszna... Nasz maÅ‚y serafinek - zabraÅ‚ sanie kilka dni temu by przywieść tu pewnÄ… dziewczynkÄ™, która musi poznać prawdziwÄ… tajemnice Å›wiÄ…t… a do teraz go nie ma!!! Już noc wigilijna - od 2 godzin powinniÅ›my rozwozić prezenty, tymczasem nie mamy możliwoÅ›ci nawet siÄ™ stÄ…d wydostać wszystkie elfy spuÅ›ciÅ‚y główki ze smutkiem w oczach.. - Przykro mi... W tym roku dzieci niedostana od nas prezentów... ZasmuciÅ‚ siÄ™ tez MikoÅ‚aj... Nagle wszyscy zgromadzeni usÅ‚yszeli charakterystyczny dźwiÄ™k dzwonków - oto zbliżaÅ‚y siÄ™ sanie!!!! Wszyscy wybiegli na zewnÄ…trz i spojrzeli w niebo - to oni!!!!!! - KrzyknÄ…Å‚ jeden z elfów
to serafin!!!!! KrzyknÄ…Å‚ inny
tymczasem Martusia ujrzaÅ‚a cudowny widok - oto zbliżaÅ‚a siÄ™ do wioski MikoÅ‚aja - poÅ›rodku doliny znajdowaÅ‚o siÄ™ maÅ‚e jeziorko, a wokół niego domki elfów i fabryka prezentów sanie szybko wylÄ…dowaÅ‚y wianeczek elfów otoczyÅ‚ Martusie i Serafina dziewczynka nic nie mówiÅ‚a - byÅ‚a tak zdziwiona nagle ukazaÅ‚ siÄ™ jej oczkom MikoÅ‚aj - witaj Martusiu – powiedziaÅ‚ i zaÅ›miaÅ‚ siÄ™ - hohoho
- dobry wieczór - odpowiedziała... - Zapewne dziwisz się, czemu wezwałem Cię do siebie prawda?- No... Tak - odpowiedziała... W dzisiejszą noc pojedziesz ze mną do dzieci - powiedział z uśmiechem w mgnieniu oka elfy zapełniły sanie prezentami Mikołaj.. Martusia wskoczyła do sań wraz z Mikołajem w tylnej części było tak wiele prezentów, że sanie ledwo oderwały się od ziemi poleciały z ogromną szybkością w świat była już 22
-Martusiu... Wiesz, co ty masz na stópkach? Zapytał prowadząc sanie- to skarpetki, które mama dała mi dziś w prezencie - odparła- w prezencie? Aha - uśmiechnął się Mikołaj - musze ci coś powiedzieć Martusiu... Te skarpetki to nie są zwykłe zimowe skarpety. To skarpetki, które mają w sobie niezwykłą moc... One pozwalają zajrzeć do wnętrza samego siebie - i poznać, jakim się naprawdę jest - mówił dalej. Ten, kto je nosi dowiaduje się, jaki naprawdę jest... I dzięki temu może się zmienić... Martusia słuchała zdziwiona - ale.. Ja nic takiego nie doznałam. Tak ci się tylko wydaje- odparł Mikołaj zamknij oczy moja droga... Martusia wykonała polecenie.
W tej samej chwili ogromny podmuch wiatru uderzył w sanie dziewczynka wypadła i zaczęła spadać w dół... Zobaczyła tylko jak sanie oddalają się od niej, po czym straciła przytomność. Mikołaj uśmiechnął się i powiedział - dowiesz się Martusiu - jaki jest sens świąt. Oczka dziewczynki powoli się otworzyły. Była w chatce - ale w bardzo bogatej i pięknie wystrojonej. Leżała w wielkim łóżku, obok znajdowała się choinka i masa prezentów.