Don Kichote.

Czy sÅ‚yszeliÅ›cie historiÄ™ o walce Don Kichote’a z wiatrakami? Zapewne wszyscy powiecie, że tak...
Lecz czy nie wydało Wam się dziwne, że Sanczo Pansa, postać tak rozważna i o bardzo realistycznym podejściu do życia pozwoliła swemu panu na tak niebezpieczny czyn, jak walka z rzekomymi potworami?
Przedstawię Wam teraz zmienioną wersję tej opowieści, która w sposób bardziej prawdopodobny zobrazuje reakcję Sanczo Pansy...

Hiszpania...kraj wiecznego sÅ‚oÅ„ca...To wÅ‚aÅ›nie tu , w pewnej miejscowoÅ›ci - Manczy żyje sobie mężczyzna w Å›rednim wieku. Na pozór zwykÅ‚y czÅ‚owiek. Lecz tak naprawdÄ™ jest to postać nadzwyczajna. Szlachcic, który jak na czÅ‚owieka wyższych sfer przystaÅ‚o ma paÅ‚ac, tarczÄ™, zbrojÄ™ i piÄ™knego wielkiego rumaka. Tak mu siÄ™ przynajmniej wydaje. Jest on takim „wspaniaÅ‚ym i bogatym” czÅ‚owiekiem dziÄ™ki swej wielkiej pasji - czytaniu książek. PowieÅ›ci „wciÄ…gnęły Go” tak bardzo, iż uwierzyÅ‚, że może zmienić Å›wiat i sprawić, że bÄ™dzie on lepszy.
Pewnego dnia postanawia, że uratuje ludzkość przed smokami. Hmmm... Ciekawe czy wie, że wszystkie potwory zostały wybite ok.300 lat temu?!

Idzie więc na najwyższe piętro swego pałacu (czyt. rozpadającej się chaty), skąd zabiera pięknie lśniącą zbroję...-ouupss... ! Przepraszam... . To nie ta bajka...- Bierze stamtąd szczątki brudnej, starej zbroi.
Stara się wyczyścić ją najdokładniej jak umie i wtedy właśnie okazuje się, że jego hełm nie ma przyłbicy. Don Kichote, jako człowiek bardzo pomysłowy i zaradny robi dolną część górnej części zbroi z kartonu.


Pewnie każdy z Was myśli teraz, jakim cudem osoba tak spostrzegawcza jak nasz bohater mogła zapomnieć o koniu?! I tu Was zaskoczę. Otóż Don Kichote pomyślał o tym na samym początku, i po prostu zapomniałam Was o tym poinformować. Poszedł do prowizorycznej stajni, skąd zabrał chudą szkapę, która według niego była wspaniałym rumakiem. A wyglądało to mniej więcej tak:

Stajnia położona nieopodal domu była zbudowana z desek pomalowanych na rudy kolor. Doni ( tak możemy mówić na naszego bohatera) wszedł do stajni i trochę się zdziwił, że jego klacz wygląda tak kiepsko. Jednakże wziął ją do domu, wymył i wyszczotkował. Potem, gdy już wszystkie czynności związane z pielęgnacją rumaka dobiegły końca Don Kichote stwierdził, iż koń tak wspaniałego rycerze jak on, musi mieć równie piękne imię jak jego właściciel. Myślał nad tym ponad tydzień. Po wielu, mówiąc delikatnie dziwnych propozycjach takich jak np. Grom, Tupecik, Froterka, Włochacz, Ferdynand czy Rosental, doszedł do wniosku, iż najlepszą nazwą będzie Rosynant.

Wydawało się, że przygotowania dobiegają końca, gdy nasz bohater uświadomił sobie, że przecież nie może być rycerzem bez damy serca i giermka.
„Szczęściara”, która zostaÅ‚a mianowana „damÄ… myÅ›li Quejana” (tak naprawdÄ™ miaÅ‚ na imiÄ™ Don Kichote) to wieÅ›niaczka, w której Doni kochaÅ‚ siÄ™ gdy byÅ‚ mÅ‚odszy. Na imiÄ™ byÅ‚o jej Aldonza Lorenzo, lecz nasz bohater stwierdziÅ‚, iż jest to zbyt maÅ‚o eleganckie i nazwaÅ‚ jÄ… DulcyneÄ… z Toboso.
-Dobrze mam już damę serca, lecz któż pomoże mi w tej trudnej wyprawie?- rzekł Doni mając na myśli giermka.
-Witam Cię Quejanie.- powiedział nagle jakiś głos.
-O...dzień dobry Sanczo!- odpowiedział Don Kichote.

W tym momencie, w jego głowie, zaświtał pewien pomysł.



-Sanczo, czy nie chciałbyś przeżyć przygody swego życia?
-O czym ty mówisz Doni?
-Chciałbyś wyruszyć ze mną na ratunek światu?
-Ale ja mam żonę i dzieci...Poza tym przed czym chcesz go ratować?
-Nieważne...Pomyśl Sanczo, jeżeli na przykład zabijemy smoka, który panuje na wyspie i będzie ona pusta, to dostaniesz ją Ty i będziesz mógł robić z nią co zechcesz. Możesz ją nawet nazwać według własnego pomysłu. Chociażby....Sancza albo Pansonia...Decyzja należeć będzie do Ciebie.
-Obiecujesz?- spytał niepewnie.
-Ależ oczywiście...- odrzekł Don Kichote.
-A jeśli po drodze nie będzie żadnej wyspy?

Przebiegły Doni nie wytrzymał i zaczął obiecywać wszystko, co przyszło mu do głowy.

-Po powrocie dostaniesz dom, samochód (mimo, iż na świecie nie było jeszcze tzw. aut), ubrania, konia, złoto...
-A więc zgadzam się.- rzekł Sanczo- Kiedy wyruszamy?
-Być może jeszcze dzisiaj!
-Dobrze. Nie ma sprawy.

Pożegnali siÄ™, i każdy poszedÅ‚ w swojÄ… stronÄ™. „Ale z niego materialista”,- myÅ›laÅ‚ Don Kichote, gdy wracaÅ‚ do domu. Pakowanie nie zajęło mu zbyt dużo czasu, gdyż do drogi byÅ‚ gotowy już od tygodnia. PoszedÅ‚ do stajni po konia, by nastÄ™pnie udać siÄ™ po giermka.

Tymczasem Sanczo Pansa spakował tylko najpotrzebniejsze rzeczy, wziął osiołka i mógł jechać. W całym tym pośpiechu zapomniał pożegnać się z żoną i dziećmi.



Wyjechali jeszcze tego samego dnia.

Początkowo podróż mijała szybko i przyjemnie....Do czasu... Jechał Doni wraz ze swym giermkiem już dwa tygodnie, lecz nie natknęli się jeszcze na żadne potwory.
Aż wreszcie nastał ten szczęśliwy dzień... Tak im się przynajmniej wydawało.

MijaÅ‚ trzeci tydzieÅ„ ich podróży i byli wÅ‚aÅ›nie w okolicach dzisiejszego Cannes, gdy natknÄ™li siÄ™ na gromadÄ™, jak to okreÅ›liÅ‚ Doni „potworów”. W rzeczywistoÅ›ci byÅ‚y to po prostu zwykÅ‚e wiatraki. Don Kichote poczÄ…tkowo bardzo siÄ™ przestraszyÅ‚ i kazaÅ‚ swemu giermkowi odsunąć siÄ™ od smoków. Giermek nie wiedzÄ…c o co chodzi jego panu jechaÅ‚ dalej.

-Sanczo stój! Czy nie widzisz tych olbrzymów?
-Ależ panie przecież to zwykłe wiatraki!!!
-GÅ‚upcze tylko Tobie wydaje siÄ™, że to sÄ… zwykÅ‚e...jak to nazwaÅ‚eÅ›... „wiotraki”
-Nie jestem głupcem! To Ty masz panie po prostu zbyt wybujałą wyobraźnię - krzyknął Sanczo.
-I co z tego!? Przynajmniej nie jestem takim „sztywniakiem” jak Ty!
-Ale ja najpierw myÅ›lÄ™, a nie tak jak Ty!!! Najpierw dziaÅ‚asz...potem myÅ›lisz!!! – wrzasnÄ…Å‚ giermek.
-Ty egoistyczny, samolubny materialisto!
-Ty...Ty porywczy i bezmyślny, marzycielski fajtłapo. Nie pozwolę Ci zaatakować tych wiatraków.... bo, bo.... za bardzo Cię lubię!!!
-Naprawdę mnie lubisz?- rzekł Doni dziwnym głosem.
-I to bardzo! Wiedziałem, że będziesz coś kombinował, dlatego z Tobą pojechałem. Z tego samego powodu, nie powiedziałem Ci , że potwory nie istnieją...


-Nie istniejÄ…??? – zdziwiÅ‚ siÄ™ nasz bohater.
-Potwory zostały zabite około 300 lat temu...
-I dlatego mi nie powiedziałeś, ponieważ mnie lubisz?
-Pomimo tego, iż czasem nie myślisz i masz, nieco delikatnie
mówiąc, dziwne podejście do życia to bardzo Cię lubię!

W tym momencie Doni rozpłakał się. Mocno przytulił do siebie swego giermka i powiedział, że chce już wrócić do domu.

Droga powrotna mijała naszym bohaterom o wiele szybciej. Tak im się przynajmniej wydawało.

Gdy wrócili, Sanczo dowiedział się, że jego żona omal nie postradała zmysłów. Nie wiedziała gdzie jest i co robi jej mąż!!! Don Kichote, a raczej Quejan, bo przecież przestał być rycerzem, poślubił Aldonzę i wszyscy żyli długo i szczęśliwie.


Mam nadzieję, że ta historia pokazała Wam jaki stosunek wobec życia mieli bohaterowie. Wierzę także, że czegoś się nauczyliście...Ja wiem jedno...Nie trzeba mieć takich samych charakterów, by się przyjaźnić...

A tak przy okazji... Czyja postawa wobec życia bardziej przypadła wam do gustu?
Moim zdaniem lepiej zachowywaÅ‚ siÄ™ Sanczo Pansa. Pomimo, iż bardzo „trzeźwo” patrzyÅ‚ na Å›wiat i wiedziaÅ‚, że jego pan to „fajtÅ‚apa”, której z reguÅ‚y nic siÄ™ nie udaje i zawsze coÅ› psuje, to byÅ‚ mu wierny. MiaÅ‚ też wielkie serce i duuużo odwagi, by pomagać takiemu roztrzepaÅ„cowi jak Don Kichote!

Myślę, że z wiernością, odwagą, realizmem i rozwagą Sanczo Pansy , każdy z nas może osiągnąć w życiu bardzo dużo.

Pewnie teraz wydaje Wam siÄ™, iż myÅ›lÄ™, że Don Kichote to jakiÅ› „czubek”?! SÄ…dzÄ™ jednak, iż Quejan również byÅ‚ bardzo ciekawÄ… postaciÄ…. W koÅ„cu nie można być egoistycznym snobem, który zawsze stoi na uboczu...A, że byÅ‚ szalony?! To też może być w życiu atutem.

Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, który z bohaterów miał według mnie lepsze podejście do życia. Bardzo chciałabym poznać obu... Myślę, że byłoby to bardzo ciekawe...