Zygmunt Freud - kultura jako źródło cierpień.
Przyszłość pewnego złudzeniaCzy mają sens pytania : jaki los czeka kulturę w przyszłości i jakim przemianom może ona ulec? Nie, ponieważ naukowcy zajmują się jednym aspektem kultury i żeby odpowiedzieć na te pytania trzeba byłoby zająć się jej wszystkim aspektami naraz. Poza tym jednostki badawcze są subiektywne wobec przedmiotu badań. Ludzie muszą uzyskać pewien dystans względem kultury, tzn. teraźniejszość musi stać się przeszłością, by można było ją oce-niać.
Kultura ludzka, tj. wszystkie względy, w których życie człowieka wzniosło się ponad stan zwierzęcy i w których różni się od życia zwierząt (nie należy rozdzielać kultury od cywilizacji), przedstawia się w dwóch aspektach : (1) cała wiedza i potęga, którą ludzie osiągnęli, aby zapanować nad siłami natury i zdobyć środki do zaspokojenia swoich potrzeb; (2) wszelkie urządzenia, dzięki którym regulują się wzajemne stosunki między ludźmi, w szczególności podział dostępnych bogactw. Oba aspekty są niezależne od siebie dlatego, że wzajemne stosunki ludzkie uległy głębokiemu wpływowi stopnia zadowolenia popędu (osiągniętego dzięki istniejącym zasobom), dlatego, że sama jednostka w stosunku do drugiej może stać się jej własnością (poprzez pracę czy bycie obiektem seksualnym) oraz dlatego, że każda jednostka jest wrogiem kultury (rzekomo pozostającej przedmiotem troski człowieka).
Chociaż ludzie są niezbyt zdolni do życia w izolacji, to odczuwają jako wielki ciężar ofiary, których oczekuje od nich kultura, by mogło istnieć społeczeństwo.
Kultury trzeba bronić przed jednostką i cała jej organizacja, instytucje oraz prawa to mają na celu. Zmierzają do ustanowienia określonego podziału własności i utrzymania go, chronią przed wrogimi tendencjami ludzkości to, co przyczynia się do podboju natury i produkcji dóbr, gdyż łatwo jest zniszczyć wytwory człowieka, a nauka i techni-ka, które dały im początek, mogą także służyć do ich zniszczenia.
Kultura to coś, co zostało narzucone opornej większości przez mniejszość władającą narzędziami siły i przymusu, musi być ona zbudowana w oparciu o przymus i wyrzeczenie się popędów. W każdym człowieku tkwią tendencje destrukcyjne, a stąd antyspołeczne i antykulturowe, które u wielu określają zachowanie się w społeczeństwie. Tyl-ko pod wpływem jednostek świecących przykładem (przywódców uznanych przez masy) ogół ludzki można na-kłonić do poddania się trudom i wyrzeczeniom, od których zależy istnienie kultury. Jednostki te muszą panować nad własnymi popędami, bo jeśli nie będą, to ulegną masie. Organizacja kultury może być utrzymana tylko za po-mocą przymusu z powodu cech tkwiących w człowieku : niechęci do pracy oraz bezsilności argumentów wobec ludzkich namiętności.
Istnieje także psychiczna sfera kultury. Kultura narodziła się wraz z zakazami (środki, dzięki którym niezaspokoje-nie popędu, czyli frustracja, dochodzi do skutku), które spowodowały powstanie pozbawień (sytuacje wywołane przez zakazy), by oderwać się od pierwotnego, zwierzęcego stadium rozwoju ludzkości. Pozbawienia te są ciągle aktywne, a popędy (kazirodztwo, ludożerstwo, morderstwo) rodzą się na nowo wraz z każdym dzieckiem.
Wzmacnianie superego jest bardzo cenną psychologiczną własnością kultury. Ci ludzie, u których nastąpiła trans-formacja z wrogów kultury, stali się jej zwolennikami. Im więcej takich ludzi, tym kultura jest bezpieczniejsza i zbytecznym staje się przymus. Większość ludzi jest posłuszna zakazom kulturowym tylko pod presją siły ze-wnętrznej. Poziom moralny uczestników kultury nie jest jedynym elementem psychicznym kultury, jest nim także dziedzictwo ideałów i dzieł artystycznych, czyli dziedzictwo zadowolenia, które przynoszą. Jest to czysty narcyzm. Zadowolenie z ideałów oparte jest na dumie z tego, co kultura osiągnęła, i aby zadowolenie to było zupełne, jedna kultura porównuje z innymi swoje osiągnięcia. Różnice pomiędzy kulturami powodują, że każda kultura rości sobie prawo do pogardzania pozostałymi, co rodzi wrogość między grupami kulturowymi (np. narody). Dzieła sztuki godzą ludzi z ofiarami, które ponieśli dla kultury, identyfikują grupę kulturową, przypominają o ideałach.
Idee religijne to kolejny aspekt psychiczny kultury. Bronienie nas przed naturÄ… jest naczelnym zadaniem kultury. CzÅ‚owiek wyobrażaÅ‚ sobie siÅ‚y natury na podobieÅ„stwo dziaÅ‚aÅ„ ludzkich, humanizowaÅ‚ i personifikowaÅ‚ je - czyniÅ‚ z nich bogów, którzy muszÄ… egzorcyzmować lÄ™ki natury, godzić czÅ‚owieka z okrucieÅ„stwem losu (np. Å›mierć) i wynagradzać cierpienia wychodzÄ…ce z życia spoÅ‚ecznego. Teraz utraciÅ‚y one znamiona ludzkie, ale czÅ‚owiek tÄ™-skni za tym wyobrażeniem, personifikuje wszystko, co pragnie pojąć, aby mógÅ‚ nad tym zapanować. Bogowie stali siÄ™ wÅ‚adcami natury. UporzÄ…dkowali jÄ… w okreÅ›lony sposób i pozostawili. Najbardziej ludzie dziwiÄ… siÄ™ temu, że nie mogÄ… pozbyć siÄ™ swojej bezradnoÅ›ci wobec losu i że majÄ… wrażenie, iż istniaÅ‚o coÅ› przed bogami – przeznacze-nie. Teraz zadaniami bogów stajÄ… siÄ™ naprawienie wad i defektów kultury, troska o cierpienia zadawane sobie na-wzajem przez ludzi oraz doglÄ…danie, aby prawa kultury wprowadzano do życia. Prawa te majÄ… boskie pochodzenie i wynosi siÄ™ je ponad ludzkie spoÅ‚eczeÅ„stwo, rozciÄ…ga dziaÅ‚anie na naturÄ™ i wszechÅ›wiat. Idee religijne powstaÅ‚y z tych samych potrzeb, co inne osiÄ…gniÄ™cia kultury. Mianowicie, z koniecznoÅ›ci obrony przez druzgocÄ…cÄ… przewagÄ… natury i naprawienia boleÅ›nie doznawanych niedoskonaÅ‚oÅ›ci kultury.
Religia skÅ‚ada siÄ™ z okreÅ›lonych dogmatów, wypowiedzi na temat faktów i sytuacji rzeczywistoÅ›ci zewnÄ™trznej (lub wewnÄ™trznej), które mówiÄ… czÅ‚owiekowi o czymÅ›, czego sam nie odkryÅ‚, i które domagajÄ… siÄ™, by czÅ‚owiek daÅ‚ im wiarÄ™. Dogmaty sÄ… skondensowanym rezultatem dÅ‚ugiego procesu myÅ›lowego opartego na obserwacji i rozu-mowaniu. Dogmaty religijne zasÅ‚ugujÄ… na wiarÄ™, ponieważ wierzyli w nie już nasi przodkowie, posiadamy dowody przekazane nam z odlegÅ‚ych czasów oraz zabronione w ogólne jest pytanie o ich autentyczność, co budzi najwiÄ™kszy sprzeciw ludzkoÅ›ci. Doktryny religijne stojÄ… poza prawami rozumu, trzeba je odczuwać wewnÄ™trznie. SÄ… iluzjami, nie zostawiajÄ… miejsca na dowód i nikt nie może być zmuszony uważać ich za prawdziwe, czy też wierzyć w nie. Niektóre z nich sÄ… tak nieprawdopodobne, że można je porównać z urojeniami z dziedziny badaÅ„ psychiatrii. Nie możemy wydawać sÄ…du o rzeczywistej wartoÅ›ci wiÄ™kszoÅ›ci z nich, dowieść ich czy zbić ich twierdzeÅ„. Nikogo nie można zmusić do wierzenie i do niewierzenia. JeÅ›li chodzi o zagadnienia religii ludzie sÄ… winni wszelkiej nieszczeroÅ›ci i wykroczeÅ„ intelektualnych. Filozofowie rozszerzali znaczenie słów, aż straciÅ‚y one swoje pierwotne znaczenie, nazywajÄ…c jakÄ…Å› abstrakcjÄ™, którÄ… stworzyli dla siebie samych. Krytycy nazywajÄ… osobÄ™ „głęboko religijnÄ…”, kiedy ta przyznaje siÄ™ do odczuwania nieważnoÅ›ci czÅ‚owieka i jego bezsilnoÅ›ci we wszechÅ›wiecie. Ale tak naprawdÄ™ to jest przeciwnie – taka osoba jest czÅ‚owiekiem niereligijnym w najprawdziwszym sensie tego sÅ‚owa. Religijnym jest ten, kto nie poddaje siÄ™ tym uczuciom. Nie podważamy doktryn religijnych, aby nie spowodować, że czÅ‚owiek pozbawiony zakazów, nakazów i lÄ™ków pójdzie za swoimi antyspoÅ‚ecznymi, egoistycznymi popÄ™dami, aby nie nastaÅ‚ chaos. Religia oddaÅ‚a wielkie usÅ‚ugi kulturze ludzkiej i w dużym stopniu przyczyniÅ‚a siÄ™ do antyspoÅ‚ecznych popÄ™dów, ale jednak niewystarczajÄ…co. ZwiÄ…zane jest to z zacofaniem naukowym religii. Jej obietnice sÄ… mniej wiarygodne niż dowody naukowe. Autentyczność dokumentów religijnych zostaÅ‚a poddana krytyce, nauki przyrodnicze wykazaÅ‚y błędy w nich zawarte, wykazano podobieÅ„stwo pomiÄ™dzy ideami religijnymi a prymitywnymi, pogaÅ„skimi wytworami umysÅ‚owymi. Im bardziej owoce wiedzy stajÄ… siÄ™ dostÄ™pne ludziom, tym dalej posuwa siÄ™ schyÅ‚ek wierzeÅ„ religijnych. Grozi to niebezpieczeÅ„stwem zaÅ‚amania kultury, bo np. kiedy ludzie wierzÄ…cy w boga majÄ… nakazane przez niego, by nie zabijać, a odkryjÄ…, że boga nie ma, że nie trzeba bać siÄ™ jego kary, kto zdoÅ‚a ich powstrzymać. Jednakże to przykazanie jest w interesie spoÅ‚ecznej egzystencji czÅ‚owieka, w innym przypadku cywilizacja nie daÅ‚aby siÄ™ utrzymać. Stworzenie tej racjonalnej postawy niezabijania przypisujemy bogu. Uczciwie byÅ‚oby uznać czysto ludzkie pochodzenie wszelkich praw i instytucji kulturowych. Ludzie uznaliby wówczas, że zostaÅ‚y one stworzone nie po to, by nimi rzÄ…dzić, ale po to, by sÅ‚użyć ich interesom. Jednak czÅ‚owiek dziaÅ‚a pod wpÅ‚ywem impulsów i racjonalne wytÅ‚umaczenie nie odniesie pożądanego skutku.
Powinniśmy kształtować nasze zachowanie na wzór rozsądnego nauczyciela, który nie przeciwstawia się pojawia-jącej się przed nim nowej fazie rozwoju, lecz stara się ją poprzeć i miarkować siłę jej rozpędu.
Religia z jednej strony przynosi obsesyjne ograniczenia, a z drugiej – ogarnia caÅ‚y system iluzji pragnieniowych nie dajÄ…cych siÄ™ porównać z rzeczywistoÅ›ciÄ…. Prawdy zawarte w doktrynach religijnych sÄ… znieksztaÅ‚cone i ma-skowane tak, że ludzie nie sÄ… w stanie rozpoznać prawdy (analogia : narodziny dziecka – przyniesienie przez bo-ciany). Dlatego lepiej unikać maskowania prawdy (powiedzieć dziecku o faktycznym stanie rzeczy w sposób od-powiedni poziomowi jego rozwoju intelektualnego).
Religia daje iluzję, bez której człowiek nie może się obejść, nie zniósłby trosk życia, okrucieństwa rzeczywistości. Jest neurozą dzieciństwa.
Nauka i rozum powinny zastąpić iluzje religijne. Niektórzy narzekają, że nie można polegać na nauce, że ogłasza ona dziś za prawo to, co następne pokolenie uzna za błąd i co zastąpi nowym prawem. Ale taka przemiana idei naukowych jest procesem rozwoju i postępu. Pewne zbliżenie się do naukowej prawdy zostaje zastąpione innym, bardziej precyzyjnym, które z kolei oczekuje dalszego zbliżenia się do doskonałości.
Rozum został rozwinięty w ramach próby zbadania świata zewnętrznego, którego jest częścią.
Nauka nie jest iluzją. Iluzją byłoby przypuszczenie, że możemy gdzie indziej otrzymać to, czego ona dać nam nie może.
Kultura jako źródło cierpień
ŹródÅ‚em religijnoÅ›ci jest uczucie, które mój przyjaciel nazwaÅ‚ doznaniem „wiecznoÅ›ci”, uczucie nieograniczonoÅ›ci i bezmiaru nasuwajÄ…cych na myÅ›l ogrom oceanu. Ma ono charakter subiektywny i nie wyraża siÄ™ w żadnej formule wiary, nie wiąże siÄ™ z nim żadne zapewnienie poÅ›miertnej kontynuacji życia osobowego. Jest to nieograniczoność i zwiÄ…zek ze Wszystkim. Jednak czÅ‚owiekiem religijnym można siÄ™ nazwać wówczas, kiedy neguje siÄ™ każde reli-gijne wierzenie i zÅ‚udzenie. Dla mnie to uczucie „oceaniczne” ma raczej charakter intelektualnego zrozumienia z zabarwieniem emocjonalnym. Ale trudno mi uwierzyć, że każdy ma w sobie to uczucie, jak mawia mój przyjaciel.
Normalnie rzecz biorÄ…c, nie znamy nic bardziej pewnego niż poczucie naszego wÅ‚asnego ego. Dopiero badania psychoanalityczne nauczyÅ‚y nas, że poczucie to jest oszustwem i nasze ego nie ma wewnÄ™trznych ostrych granic i przechodzi w nieÅ›wiadome jestestwo id sÅ‚użące naszemu ego za fasadÄ™. Granice ego na zewnÄ…trz wydajÄ… siÄ™ być wyraźne. Inaczej jest tylko w jednym przypadku – zakochany czÅ‚owiek stwierdza, że „ja” i „ty” to jedno i tak po-stÄ™puje.
Poczucie ego wÅ‚aÅ›ciwe dorosÅ‚emu czÅ‚owiekowi nie mogÅ‚o mieć od samego poczÄ…tku takiego samego charakteru. MusiaÅ‚o ono przejść proces rozwoju, którego nie da siÄ™ udowodnić, ale można z dużym prawdopodobieÅ„stwem zrekonstruować. NiemowlÄ™ nie odróżnia jeszcze swojego „ja” od Å›wiata zewnÄ™trznego jako źródÅ‚a doznawanych przez nie odczuć. Dopiero dziÄ™ki różnym impulsom uczy siÄ™ stopniowo dokonywać tego rozróżnienia (np. wie, że pÅ‚aczem zapewni sobie pierÅ› matki czy w ogóle jej zainteresowanie). Liczne udrÄ™ki zwiÄ…zane ze Å›wiatem zewnÄ™trznym, których czÅ‚owiek chce siÄ™ pozbyć, nie dajÄ… siÄ™ oddzielić od ego, ponieważ wywodzÄ… siÄ™ z obrÄ™bu psychiki. CzÅ‚owiek wiÄ™c uczy siÄ™ odróżniać to, co należy do ego, i to, co należy do Å›wiata zewnÄ™trznego, za pomocÄ… zmysłów i posÅ‚ugiwania siÄ™ mięśniami. Fakt, że ego do obrony przed przykrymi doznaniami wyÅ‚aniajÄ…cymi siÄ™ z jego wnÄ™trza nie stosuje innych metod niż te, którymi posÅ‚uguje siÄ™ w obronie przed przykroÅ›ciami Å›wiata zewnÄ™trznego, staje siÄ™ powodem pojawienia siÄ™ później poważnych zaburzeÅ„ chorobowych. Prawdopodobne jest, że to pierwotne ego istnieje w nas na równi z tym, które rozwinęło siÄ™ lub rozwija nadal.
W życiu psychicznym nie może zginąć nic, co raz w nim powstaÅ‚o, i że wszystko zostaje w nim zachowane, a w odpowiednich okolicznoÅ›ciach może być ponownie ujawnione. PrzykÅ‚ad Rzymu, gdzie na miejscu starych budowli powstaÅ‚y nowe. Gdyby jednak zostaÅ‚y te stare i jednoczeÅ›nie w ich miejscach wybudowano inne … - jest to absurdalne. Tak samo jest w naszej psychice. Zjawiska można ustawiać w przestrzeni jedynie obok siebie, po-nieważ ta sama przestrzeÅ„ nie może pomieÅ›cić dwóch przedmiotów. Można zgodzić siÄ™, że zachowanie wszystkich wczeÅ›niejszych stopni rozwoju, obok formy ostatecznej, możliwe jest tylko w psychice i że nie jesteÅ›my w stanie unaocznić tego faktu.
JeÅ›li przyznam, że u wielu ludzie istnieje owo uczucie „oceaniczne”, i jeÅ›li ma ono genezÄ™ we wczesnej fazie roz-woju ego, to na jakiej podstawie możemy uważać, że to uczucie jest źródÅ‚em potrzeb religijnych. Przecież uczucie może być źródÅ‚em energii tylko wtedy, kiedy samo jest wyrazem silnej potrzeby. Potrzeby religijne muszÄ… siÄ™ wy-wodzić z wÅ‚aÅ›ciwego dzieciom poczucia bezradnoÅ›ci i potrzeby opieki ojca. Poczucie jednoÅ›ci ze Wszystkim jest próbÄ… pociechy religijnej jako wskazanie innej drogi zmierzajÄ…cej do zażegnania niebezpieczeÅ„stwa, jakie grozi ego ze strony Å›wiata zewnÄ™trznego. Mam przyjaciela twierdzÄ…cego, że praktyka jogi budzi w czÅ‚owieku nowe do-znania i uczucia, które tÅ‚umaczy on regresjÄ… do prastarych, od dawna zagubionych stanów życia psychicznego.
Religia wyjaÅ›nia czÅ‚owiekowi zagadkÄ™ Å›wiata i zapewnia go, że troskliwa opatrzność czuwać bÄ™dzie nad jego ży-ciem, a ewentualne niepowodzenia doczesne wynagrodzi mu w życiu pozagrobowym. TÄ™ opatrzność zwykÅ‚y czÅ‚o-wiek wyobraża sobie jako wspaniaÅ‚ego i wyniesionego pond wszystko ojca – jedynie ktoÅ› taki może znać potrzeby dziecka ludzkiego, dać siÄ™ ubÅ‚agać jego proÅ›bom i okazać siÄ™ wyrozumiaÅ‚ym na widok jego skruchy. Ale przecież ta koncepcja jest jawnie infantylna, obca rzeczywistoÅ›ci. Humanistom sprawia ból, że wiÄ™kszość ludzi nigdy nie wzniesie siÄ™ pond takie pojmowanie życia.
Å»ycie, do jakiego jesteÅ›my zmuszeni, jest dla nas zbyt ciężkie, przynosi zbyt wiele cierpieÅ„, rozczarowaÅ„, nieroz-wiÄ…zalnych zadaÅ„. Aby je znieść, nie możemy obejść siÄ™ bez Å›rodków uÅ›mierzajÄ…cych, tzn. odwrócenia naszej uwagi pomagajÄ…cej lekceważyć nam naszÄ… nÄ™dzÄ™ (np. Wolter w Kandydzie daje radÄ™, by każdy „uprawiaÅ‚ swój ogródek”), zaspokojeÅ„ zastÄ™pczych zmniejszajÄ…cych tÄ™ nÄ™dzÄ™ (np. sztuka) i narkotyków znieczulajÄ…cych nas.
Religia twierdzi, że zna odpowiedź na pytanie o cel życia – moim zdaniem idea celu życia wiąże siÄ™ z systemem religijnym i wraz z nim upada. Celem życia ludzi jest dążenie do szczęścia, które ma dwa aspekty : negatywny (ludzie dążą do braku cierpienia i przykroÅ›ci) i pozytywny (ludzie pragnÄ… przeżycia silnych uczuć przyjemnych). Tym, co okreÅ›la cel życia, jest program zasady rozkoszy, który pozostaje w konflikcie z caÅ‚ym Å›wiatem. Program ten jednak jest nie do realizacji, sprzeciwia siÄ™ mu caÅ‚y wszechÅ›wiat. Można by powiedzieć, że plan „stworzenia” nie przewiduje, aby czÅ‚owiek mógÅ‚ być szczęśliwy. To, co nazywamy szczęściem, powstaje raczej z nagÅ‚ego za-spokojenia potrzeb i pojawia siÄ™ tylko epizodycznie. JesteÅ›my tak skonstruowaniu, że możemy rozkoszować siÄ™ tylko kontrastami, w maÅ‚ym zaÅ› stopniu – stanami. O wiele Å‚atwiej przychodzi nam doÅ›wiadczanie nieszczęścia. Cierpienie zagraża nam z trzech stron : od naszego ciaÅ‚a (w koÅ„cu przecież ulegnie rozkÅ‚adowi, a przy tym jeszcze odczuwamy ból i lÄ™k), od Å›wiata zewnÄ™trznego (srożącego siÄ™ przeciwko nam) i od innych ludzi, które możemy odczuwać boleÅ›niej niż pozostaÅ‚e. Ludzie uważajÄ… siÄ™ za szczęśliwych już wtedy, kiedy uniknÄ… nieszczęścia i znio-sÄ… cierpienie (unikanie cierpieÅ„ spycha na plan dalszy chęć osiÄ…gania rozkoszy). Zamierzona samotność jest jednÄ… z form obrony przed cierpieniem (to szczęście spokoju). Inna to atak czÅ‚owieka na naturÄ™ i poddanie jej ludzkiej woli. Najciekawsza wg mnie to ta metoda, którÄ… czÅ‚owiek wpÅ‚ywa na swój organizm – w koÅ„cu cierpienie jest tyl-ko doznaniem, istnieje o tyle, o ile je odczuwamy, a odczuwamy je skutkiem okreÅ›lonej struktury naszego organi-zmu (np. zatrucie organizmu substancjami, których obecność we krwi i tkankach daje poczucie rozkoszy i jednoczeÅ›nie stajemy siÄ™ niezdolni do odczucia przykroÅ›ci – narkotyki; zabijanie w sobie popÄ™du; zmienianie celu popÄ™du na inny przez stawianie sobie przeszkód, wtedy jednak źródÅ‚em zaspokojenia stajÄ… siÄ™ zÅ‚udzenia wyÅ‚aniajÄ…-ce siÄ™ z fantazji czÅ‚owieka – rozkosz pÅ‚ynÄ…ca z odbioru dzieÅ‚a sztuki; „budowanie” wÅ‚asnego Å›wiata zwiÄ…zane jest nieodłącznie z tym, że czÅ‚owiek zostaje przez rzeczywistość uznany za szaleÅ„ca – religia jest takim masowym obłędem). Najważniejszym sposobem pozbywania siÄ™ cierpienia jest postawa życiowa, której oÅ›rodkiem jest mi-Å‚ość, wedle której czÅ‚owiek zdobywa wszelkie zaspokojenia, kiedy kocha i jest kochany (np. miÅ‚ość pÅ‚ciowa). Ma ona sÅ‚abÄ… stronÄ™ – jesteÅ›my bezbronni, kiedy kochamy, stajemy siÄ™ nieszczęśliwi, kiedy utracimy ukochanego czÅ‚owieka. InnÄ… metodÄ… obrony jest ucieczka w neurozÄ™, najczęściej już w mÅ‚odoÅ›ci.
Każdy człowiek musi wypróbować sam, w jaki sposób może osiągnąć szczęście.
Religia szkodzi tej grze wyboru, ponieważ narzuca swoją metodą osiągania szczęścia i bronienia się przed cierpieniem. Jej metoda polega na obniżeniu wartości życia i na obłędnym spaczeniu obrazu prawdziwego świata, a tym samym na założeniu, które prowadzi do zastraszenia inteligencji człowieka. Za tę cenę udaje się jednak religii uchronić wielu ludzi przed neurozą.
Trzy wspomniane wcześniej źródła ludzkich cierpień to : potęga natury, kruchość ludzkiego ciała, niedoskonałość struktur organizacyjnych, które regulują wzajemne stosunki ludzi w rodzinie, państwie i społeczeństwie. Dwa pierwsze źródła są niezaprzeczalne, inny stosunek mamy do trzeciego, społecznego źródła cierpienia. Większość ludzi dochodzi do wniosku, że wielka część winy, jeśli chodzi o naszą nędzę, spada na kulturę, bylibyśmy o wiele szczęśliwszy, gdybyśmy się jej wyrzekli i wrócili do stanu prymitywnego, a jednocześnie wszystko to, za pomocą czego staramy bronić się przed cierpieniem, należy właśnie do kultury. Taki sąd związany jest z sytuacją historycz-ną (wydarzenia historyczne) współczesną tym opiniodawcom.
Opanowanie natury (odkrycia) nie jest jedynym warunkiem ludzkiego szczęścia. Jedno jest pewne, że nie czujemy się zbyt dobrze w obecnej kulturze.
Czy kultura jest źródłem szczęścia ?
Kultura oznacza całą sumÄ™ osiÄ…gnięć i struktur organizacyjnych, dziÄ™ki którym nasze życie staÅ‚o siÄ™ tak różne od zwierzÄ™cych przodków i sÅ‚uży dwóm celom : obronie czÅ‚owieka przed naturÄ… i regulowaniu stosunków miÄ™dzy ludźmi. Za należące do kultury uważamy wszelkie czynnoÅ›ci i wÅ‚asnoÅ›ci, które pomagajÄ… ludziom opanować Zie-miÄ™, ochronić siÄ™ przed potÄ™gÄ… natury, czyli wszelkie zdobycze nauki i techniki (pierwsze kulturowe dzieÅ‚a ludzi to użycie narzÄ™dzi, opanowanie ognia i zaÅ‚ożenie staÅ‚ych siedzib). To, nad czym czÅ‚owiek nie mógÅ‚ zapanować, i to, co byÅ‚o mu wzbronione, przypisywaÅ‚ bogom. Bogowie ci byli ideaÅ‚ami kulturowymi. DziÅ› jednak zbliżyÅ‚ siÄ™ do tych ideałów, sam staÅ‚ siÄ™ niemal bogiem – bogiem „zaopatrzonym w protezy, organy pomocnicze”, które nieraz sprawiajÄ… mu kÅ‚opoty. W przyszÅ‚oÅ›ci czÅ‚owiek zapewne jeszcze bardziej zbliży siÄ™ do boga. Ale to wszystko nie sprawia, że ludzie czujÄ… siÄ™ szczęśliwsi. Uznamy wielkość kultury jakiegoÅ› kraju, gdy stwierdzimy, że rozwija siÄ™ w nim i otacza troskÄ… to, co sÅ‚uży opanowaniu Ziemi przez ludzi i obronie ich przed siÅ‚ami natury. PiÄ™kno jest nie-pożytecznym skÅ‚adnikiem kultury, ale od niej oczekiwanym (np. doniczki z kwiatami na oknach). Wymagamy, aby czÅ‚owiek kulturalny szanowaÅ‚ piÄ™kno, kiedy spotyka je w naturze, i aby upiÄ™kszaÅ‚ otaczajÄ…ce go przedmioty. Ozna-kami kultury sÄ… czystość i porzÄ…dek. Nie jesteÅ›my zaskoczeni, kiedy ktoÅ› uważa użycie mydÅ‚a za miernik kultury. PorzÄ…dek zostaÅ‚ podpatrzony i wziÄ™ty z natury. Jest on niezaprzeczalnie czymÅ› pozytywnym, ponieważ umożliwia najlepsze wykorzystanie przestrzeni i czasu. PiÄ™kno, czystość i porzÄ…dek zajmujÄ… szczególne miejsce wÅ›ród wymo-gów kultury.
Ważną cechą kultury jest szacunek dla wyższych funkcji psychicznych, dla osiągnięć intelektualnych, naukowych i artystycznych, dla idei, pośród których na pierwszym miejscu znajdują się systemy religijne, a także spekulacje filozoficzne oraz idee-wyobrażenia dotyczące możliwej doskonałości człowieka, narodu i całej ludzkości i wymo-gi, jakie sobie stawia człowiek w oparciu o te wyobrażenia. Przejawami kultury, będącymi pobudką działania ludzi, są pożytek i uzyskanie rozkoszy, co najlepiej widać na przykładzie działalności naukowej i artystycznej.
Ważną cechą kultury jest sposób uregulowania wzajemnych stosunków między ludźmi, tj. stosunków społecznych we wszystkich aspektach (rodzina, obywatele państwa, obiekty seksualne). Współżycie między ludźmi możliwe jest, kiedy społeczność silniejsza od każdej jednostki solidarnie postępuje wobec społeczności słabszej. Kiedyś istniała pewna większość silniejsza, stała się więc siłą jednostki. Teraz tą siłą jednostki jest prawo, będące jedno-cześnie siłą społeczeństwa, które było i jest decydującym krokiem w rozwoju kultury. Jego istota polega na tym, że członkowie społeczeństwa ograniczają możliwości zaspokajania swoich popędów.
Następnym wymogiem kultury jest sprawiedliwość, tj. pewność, że raz stworzony porządek prawny nie zostanie pogwałcony na korzyść jednostki.
Wolność indywidualna nie jest dobrem kultury. Przez rozwój kultury wolność ta uległa ograniczeniom. Dążenie do wolności kieruje się przeciw formom i wymaganiom kultury lub przeciw samej kulturze. Sublimacja (uwzniośle-nie) popędu jest cechą rozwoju kultury.
Miłością nazywa się (1) związek między mężczyzną i kobietą, którzy w oparciu o swe potrzeby płciowe założyli rodzinę, ale miłością zwie się także (2) pozytywne uczucia łączące rodziców i dzieci, oraz takie, które istnieją między rodzeństwem. Pierwotnie miłość była miłością zmysłową (1), później rozdzieliła się na miłość zmysłową i powściągliwą (2). Z jednej strony miłość sprzeciwia się interesom kultury, z drugiej zaś kultura zagraża miłości ograniczeniami uczuciowymi. Mianowicie, istnieje konflikt pomiędzy rodziną a większą społecznością, bowiem rodzina zamyka się w sobie i nie pozwala na łączenie się w większe grupy społeczne. Kobiety także popadają w konflikt z kulturą, ponieważ reprezentują interesy rodziny i życia seksualnego, natomiast staje się ona bliższa mężczyznom, gdyż stawia im nowe zadania i ogranicza popędy, a jednocześnie odsuwa od życia rodzinnego. Kobieta, widząc taką sytuację, staje się wrogiem kultury. Kultura skłania się do ograniczania życia seksualnego, np. jej pierwsza faza rozwoju zabroniła kazirodztwa, teraz zabrania stosunków z tą samą płcią (nazywając je perwersją, mimo że wielu ludziom ten typ życia seksualnego sprawia większą przyjemność). Kieruje się tu kultura względami ekonomicznymi, ponieważ energia psychiczna wykorzystywana przy kontaktach seksualnych jest potrzebna do innych celów. Takie ograniczenia stają się źródłem wielkiej niesprawiedliwości i nienawiścią wobec kultury.
Neurotycy nie są w stanie znieść tych frustracji życia seksualnego. Tworzą zastępcze środki zaspokojenia, które jednak same przynoszą cierpienie albo są źródłem udręki, kiedy stwarzają trudności w pożyciu ze społeczeństwem. Wrogość między kulturą a życiem seksualnym rodzi się z faktu, że miłość seksualna jest związkiem dwojga osób, podczas gdy kultura opiera się na związku między większą grupą ludzi.
Jeden z wymogów kulturalnego społeczeństwa, tzn. kochaj bliźniego swego, jak siebie samego, może wyjaśnić nam tę wrogość kultury do miłości seksualnej. Taka miłość nie zważa na korzyści, jakie może przynieść, ani czy ten ktoś może stać się obiektem seksualnym. Trudne jest wzbudzenie w sobie takiego uczucia, a jeszcze trudniej-sze, kiedy ten ktoś jest wrogo do nas nastawiony. Kochamy tych, którzy nam nie szkodzą. Istnienie agresywności, którą wyczuwamy w nas i podejrzewamy u innych, jest czynnikiem zakłócającym nasz stosunek do bliźnich i zmu-szających kulturę do jej tłumienia. Kultura musi używać wszelkich środków, aby hamować agresywne popędy człowieka. Kultura opanowuje żądzę agresji jednostki przez to, że osłabia tę żądzę i rozbraja ją.
Jeżeli kultura wymaga tak wielkich ofiar nie tylko od życia seksualnego, lecz także od agresywnych skłonności człowieka, to zrozumialszym staje się fakt, że ludziom trudno znaleźć w niej szczęście. Człowieka kultury zmienił możliwość szczęścia (które odczuwał człowiek pierwotny nieznający kultury ograniczającej jego popędy) na po-czucie bezpieczeństwa.
Należy odrzucić istnienie pierwotnej zdolnoÅ›ci rozróżniania miÄ™dzy dobrem a zÅ‚em. Pojawia siÄ™ jakiÅ› obcy wpÅ‚yw, który podpowiada nam, co jest dobre a co zÅ‚e. Ten wpÅ‚yw to motyw, który najlepiej można by okreÅ›lić lÄ™kiem przed utratÄ… miÅ‚oÅ›ci (przed autorytetem), co nazywane jest poczuciem winy - „nieczystym sumieniem”. Wyrzecze-nie siÄ™ popÄ™du jest Å‚atwe w tym przypadku. Nie pozostawia żadnego poczucia winy. Istnieje jeszcze drugi typ lÄ™ku, tzn. lÄ™k przed superego. Tutaj wyrzeczenie siÄ™ popÄ™du nie wystarcza, bowiem samo pragnienie pozostaje i nie daje siÄ™ ukryć przed superego.
Sumienie powstało na skutek tłumienia agresji i wzmacnia się dzięki dalszym stłumieniom.
Poczucie winy ludzkości wywodzi się z kompleksu Edypa i powstało przy zabiciu ojca przez związek braci.
Dążenie do indywidualnego szczęścia i jedności z ludźmi jest paradoksalne. Oba procesy są do siebie wrogo na-stawione.
Superego kultury opiera siÄ™ na oddziaÅ‚ywaniu wielkich osobistoÅ›ci przywódczych, ludzie o wielkiej sile ducha. Kultura stawia sobie idealne wymagania, których niespeÅ‚nienie powoduje „lÄ™k sumienia”. Wymagania, które doty-czÄ… wzajemnych stosunków miÄ™dzy ludźmi nazywajÄ… siÄ™ etykÄ…. Etyka jest próbÄ… terapii, wysiÅ‚kiem osiÄ…gniÄ™cia za pomocÄ… nakazów superego tego, czego nie daÅ‚o siÄ™ uprzednio osiÄ…gnąć przez dawniejszÄ… pracÄ™ kulturowÄ…. Nakaz „kochaj bliźniego swego, jak siebie samego” jest obronÄ… ludzkiej agresji i doskonaÅ‚ym przykÅ‚adem postÄ™powania superego kultury.
Uwaga !
Do wszystkich zainteresowanych,
Praca pisana jest w takiej formie, jakby wypowiadał się sam Z. Freud. Nie zawiera interpretacji notującego.