Ks. Jerzy Popiełuszko

Świadek najważniejszego słowa 19 października 1984 r. uprowadzono ks. Jerzego Popiełuszkę Każdy z nas nosi w sobie jakieś słowo Ewangelii. Słowo to jest jak ziarno. Jedni noszą je w sobie świadomi tego faktu; dbają o nie lub, przeciwnie, starają się świadomość jego obecności zagłuszyć. W innych zapadło ono przypadkiem; nie wiadomo, kiedy - i czy w ogóle - wykiełkuje. Co jakiś czas pojawia się między nami ktoś, kto przypomina, że jesteśmy glebą dla ewangelicznego słowa. Kimś takim był niewątpliwie ks. Jerzy Popiełuszko. Wojciech Bonowicz /2004-10-17

W jakimÅ› sensie nie byÅ‚ on czÅ‚owiekiem sÅ‚owa - nie miaÅ‚ wÅ‚asnego stylu, mówiÅ‚ o sprawach wiary poprawnym, niewyszukanym, niekiedy wrÄ™cz bezbarwnym jÄ™zykiem przeciÄ™tnego polskiego ksiÄ™dza. A jednak... Jest rzeczÄ… zdumiewajÄ…cÄ…, że w tym wÅ‚aÅ›nie jÄ™zyku potrafiÅ‚ w sposób przekonujÄ…cy zaÅ›wiadczyć o sÅ‚owie, które nosiÅ‚ w swoim wnÄ™trzu. Co takiego siÄ™ staÅ‚o? Z pozoru nic wielkiego. WdarÅ‚o siÄ™ w ów jÄ™zyk autentyczne przeżycie Ewangelii, ewangelicznej solidarnoÅ›ci. WdarÅ‚a siÄ™ gotowość do - niech i to sÅ‚owo, tak dziÅ› niepopularne, padnie - sÅ‚użby tym, miÄ™dzy których zostaÅ‚o siÄ™ posÅ‚anym. Tyle wystarczyÅ‚o. “Wszyscy wiedzÄ… dziÅ› o Mszach za OjczyznÄ™, o kazaniach, o tÅ‚umach - pisaÅ‚ przed laty ks. Adam Boniecki. - Czy zdarzyÅ‚o siÄ™, że ktoÅ› samymi kazaniami zgromadziÅ‚ pod ambonÄ… i przy oÅ‚tarzu tysiÄ…ce robotników? On siÄ™ nimi naprawdÄ™ opiekowaÅ‚”.

Sam KsiÄ…dz Jerzy przyznawaÅ‚: “Nie potrafiÄ™ zamknąć swojego kapÅ‚aÅ„stwa w koÅ›ciele, chociaż tylu różnych »doradców« podpowiada mi, że prawdziwy polski ksiÄ…dz nie powinien wychodzić poza koÅ›cielne ogrodzenie. BÄ™dÄ™ wÅ›ród swoich robotników, dopóki tylko bÄ™dÄ™ mógÅ‚”. ZobowiÄ…zaÅ‚ siÄ™ do wiernoÅ›ci “swoim robotnikom” (a wiemy, że miaÅ‚ też “swoje” pielÄ™gniarki, “swoich” studentów) i traktowaÅ‚ to zobowiÄ…zanie jako absolutne. SpowiadaÅ‚, chrzciÅ‚ i przygotowywaÅ‚ do Å›lubu, ale też - zdobywaÅ‚ lekarstwa, przynosiÅ‚ jedzenie, dawaÅ‚ pieniÄ…dze. Czy można siÄ™ dziwić, że w jego ustach sÅ‚owo Ewangelii brzmiaÅ‚o wiarygodnie? I czy można siÄ™ dziwić, że dane mu byÅ‚o zobaczyć, jak Ewangelia zmienia czÅ‚owieka? “Kiedy zwykle jako księża spotykamy siÄ™ z tymi ludźmi stale wierzÄ…cymi, najczęściej w Å›wiÄ…tyniach, może mniej to dostrzegamy. Ale tam [w fabryce] byÅ‚em - i jestem - Å›wiadkiem »przebudzenia« tych ludzi. Nigdy przedtem nie sÅ‚uchaÅ‚em takich spowiedzi. Nigdy przedtem nie ochrzciÅ‚em tylu dorosÅ‚ych ludzi. Co za wspaniaÅ‚e odczucie, kiedy chrzci siÄ™ trzydziestoletniego czÅ‚owieka!”.

“ChrzeÅ›cijanin jest drugim Chrystusem” - mówili Ojcowie KoÅ›cioÅ‚a. SÄ… w życiu takie sytuacje, kiedy chrzeÅ›cijanin jest jedynym Chrystusem, jakiego komuÅ› dane jest spotykać. Å»ycie sakramentalne jest dla takiego kogoÅ› niezrozumiaÅ‚e i niedostÄ™pne, a sÅ‚owa zapisane w czterech Ewangeliach - zbyt, mimo wszystko, dalekie. Wiemy, że również i takim spotkaniom KsiÄ…dz Jerzy potrafiÅ‚ sprostać.

Nam, chrzeÅ›cijanom w Polsce, wciąż bardzo trudno wyjść “poza koÅ›cielne ogrodzenie”. PowiedziaÅ‚bym nawet, że czÄ™sto pielÄ™gnujemy w sobie takie maÅ‚e, opasane murem koÅ›ciółki, w których wnÄ™trzu ukrywa siÄ™ sÅ‚owo Ewangelii. Jednak natura sÅ‚owa jest taka, że musi wÄ™drować od czÅ‚owieka do czÅ‚owieka. SÅ‚owo tylko wtedy żyje, kiedy wÄ™druje - i kiedy staje siÄ™ zobowiÄ…zaniem. “MiÅ‚ość”, “solidarność”, “odpowiedzialność” majÄ… sens tylko wówczas, gdy ktoÅ› komuÅ› przyrzeka miÅ‚ość, ktoÅ› jest z kimÅ› solidarny, ktoÅ› za kogoÅ› odpowiada. Ostatecznie Ewangelia nie skÅ‚ada siÄ™ bowiem z samych słów, ale przede wszystkim z wyborów.
WÅ›ród ewangelicznych wezwaÅ„, które na trwaÅ‚e weszÅ‚y pomiÄ™dzy nas dziÄ™ki Å›wiadectwu ksiÄ™dza Jerzego, najważniejszym byÅ‚o wezwanie z Listu do Rzymian: “zÅ‚o dobrem zwyciężaj”. SÅ‚yszÄ…c je w latach osiemdziesiÄ…tych, odruchowo myÅ›leliÅ›my o zÅ‚u totalitarnego systemu, zÅ‚u komunistów i tych, którzy stchórzyli. ZÅ‚o ulokowane byÅ‚o na zewnÄ…trz; chodziÅ‚o o to, żeby mu nie ulec - zachować wyprostowanÄ… postawÄ™, żyć godnie i wyrzec siÄ™ przemocy. GdzieÅ› w głębi tego myÅ›lenia tkwiÅ‚a pokusa: pokazać, że “nie jesteÅ›my jako ci”. MyÅ›lÄ™, że byÅ‚a bardzo silna. I myÅ›lÄ™, że KsiÄ…dz Jerzy byÅ‚ Å›wiadom tej siÅ‚y. W tekstach, które po nim pozostaÅ‚y, widać, że staraÅ‚ siÄ™ jej przeciwdziaÅ‚ać. “Ilu chrzeÅ›cijan po wyjÅ›ciu z koÅ›cioÅ‚a potrafi obrzucać nienawistnymi sÅ‚owami swoich bliźnich?” - pytaÅ‚. I dodawaÅ‚: “SÅ‚użyć Bogu to szukać najlepszej strony w najgorszym czÅ‚owieku”.

DziÅ› sÅ‚owa “zÅ‚o dobrem zwyciężaj” koniecznie trzeba tak wÅ‚aÅ›nie “uwewnÄ™trznić”. O jakim bowiem zÅ‚u mowa tu przede wszystkim? O zÅ‚u, które sami czynimy. SÄ… tacy, którzy twierdzÄ…, że czÅ‚owiek produkuje zÅ‚o, jak pszczoÅ‚a miód. Może to i prawda... Ale jest i inna część prawdy o czÅ‚owieku: zÅ‚y czyn nie jest jego ostatnim sÅ‚owem. CzÅ‚owiek nosi w sobie również inne sÅ‚owo, które pozwala dostrzec bezsens dokonanego zÅ‚a. “O zÅ‚u należy mówić jak o chorobie, którÄ… trzeba ujarzmić, aby móc uleczyć...” - mówiÅ‚ KsiÄ…dz Jerzy.

Czy gdyby nie jego nagÅ‚a i wstrzÄ…sajÄ…ca Å›mierć, widzielibyÅ›my to wszystko tak wyraźnie? Czy nie byÅ‚by dla nas tylko jednym wiÄ™cej ksiÄ™dzem z opozycyjnÄ… przeszÅ‚oÅ›ciÄ…? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne: to, że żyÅ‚ tak, jak żyÅ‚, i gÅ‚osiÅ‚ to, co gÅ‚osiÅ‚, sprawiÅ‚o, że jego Å›mierć staÅ‚a siÄ™ (mówiÄ…c sÅ‚owami Norwida) “ofiarÄ… w przyszÅ‚ość”. Ta Å›mierć wciąż boli - ale też wciąż, paradoksalnie, daje nadziejÄ™