Opis przeżyć wdowy - matki Balladyny

Jest ciemna noc, pada deszcz, a pioruny od czasu do czasu uderzają gdzieś w pobliżu. Ja siedzę teraz w strasznym lesie, który przeraża w nocy z każdym małym nawet podmuchem wiatru. Jestem sama jak palec, opuszczona przez wszystkich. Czuję się zapomniana, niepotrzebna nikomu … To moja córka, Balladyna skazała mnie na takie cierpienie. Wyrzuciła mnie ze swojego zamku, wyparła się mnie. „Nie znam tej kobiety, to jakaś wariatka” krzyczała głośno. Sprawiła mi ból, jakiego nigdy dotąd nie zaznałam. Teraz miałam tylko ją, a ona mnie jak psa wyrzuca z domu … Mnie, własną matkę… Ja ją urodziłam, wyżywiłam, przez te wszystkie lata wychowywałam, aby wyrosła na piękną, skromną i uczciwą dziewczynę, a ona tym wszystkim pomiata, gardzi… Mam do niej o to żal, czuję złość i rozczarowanie. Nie spełniły się pokładane w niej przeze mnie nadzieje… Bardzo się na niej zawiodłam. Straciłam złudzenia, które do tej pory miałam: że kocha swoją matkę, że będzie wspaniałą żoną… Jest mi smutno i przykro. Kto to widział żeby dziewczyna ani za grosz matki nie kochała ?! Teraz już skończyło się moje życie, nie mam czego na tym świecie szukać. Straciłam wszystko, co było dla mnie najważniejsze. Łzy płyną po moich policzkach z rozpaczy o to, co mnie spotkało, Jestem zrezygnowana, cała chęć życia wyparowała ze mnie w ułamku sekundy. Wstyd mi za moją córkę, przecież na pewno nie jestem pierwszą osobą, wobec której postępuje tak okrutnie. Czuję się bardzo przygnębiona tą całą sytuacją, ona mnie przytłacza i przerasta. Nie jestem w stanie pojąć tego wszystkiego, co się stało. Może wcale nie chcę… Przecież to w końcu jest moja córka i dla mnie na zawsze nią pozostanie…