Reportaż z "Dziadów"
„CzujÄ™, jak jedna kropelka spÅ‚ywa mi po policzku, i spada na ziemiÄ™. Ona jakby spragniona symboli życia od razu jÄ… pochÅ‚ania.”Jest pierwszy listopada 1985 roku. DzieÅ„ zmarÅ‚ych. OtrzymaÅ‚em propozycjÄ™ uczestnictwa w pogaÅ„skim Å›wiÄ™cie zwanym „Dziady”. Po zapoznaniu siÄ™ z materiaÅ‚ami o tymże Å›wiÄ™cie udaje siÄ™ do Oborników ÅšlÄ…skich, gdzie w starej, koÅ›cielnej kaplicy ma siÄ™ odbyć obrzÄ™d Dziadów.
Już jestem. Wioska jakby opuszczona. Przedsionek piekieÅ‚. Co krok mam wrażenie, jakby coÅ› – tam w mroku – obserwowaÅ‚o mnie, tylko czekajÄ…c aby wbić kÅ‚y z mojÄ… aortÄ™. Nadnercza produkujÄ… teraz wiÄ™cej adrenaliny, niż kiedykolwiek. IdÄ™ Å›rodkiem wsi, a moje kroki odbijajÄ… siÄ™ gÅ‚uchym echem w pustych domostwach. Gdzieniegdzie można jeszcze dostrzec puste butelki po winach owocowych. Co chwilÄ™ sÅ‚ychać jakiÅ› szelest. A może to tylko wytwory mojej wyobraźni, pobudzonej tym strasznym miejscem? Nie wiem.
Podchodzę do kaplicy. Dokoła żadnej żywej duszy. Właśnie... Żywej. Na prawo od kaplicy jest cmentarz. Gdy wiatr zawieje z tamtych okolic, czuć zgniliznę. Cały czas słyszę jakieś szelesty. Moja biedna wyobraźnia. Cały jestem zlany zimnym potem. Czuję, jak jedna kropelka spływa mi po policzku, i spada na ziemię. Ona jakby spragniona symboli życia od razu ją pochłania. Pukam do kaplicy. Nagłe, podniecone głosy i hałasy ze środka świadczą o tym, że jednak jest tu ktoś żywy. Ale czy na pewno? Drzwi otwierają się powoli. Ich skrzyp przeszywa mnie do szpiku kości. W drzwiach stoi mężczyzna. Ma długą, brązową szatę i laskę. Jest tak chudy, że niemalże widać kości policzkowe. Oczy ma zamglone. Zapewne niedowidzi.
- Wejdź, bracie. – sÄ…czy przez zÄ™by chrapliwym, cichym gÅ‚osem, po czym odchodzi zostawiajÄ…c drzwi na w pół otwarte.
Wchodzę do środka. Kilka postaci ledwo widocznych w ciemności uwija się jak w ukropie.
- Nadchodzi noc. Dziady czas rozpocząć! ZasÅ‚oÅ„cie okna. Niechaj żaden pÅ‚omieÅ„ sÅ‚oÅ„ca nie spÅ‚ynie do Å›rodka. – Mówi czÅ‚owiek w szacie.
Zaczepiam jednego z ludzi. Pytam, kim jest ten czÅ‚owiek. „GuÅ›larz” – sÅ‚yszÄ™ w odpowiedzi na moje pytanie. Siadam na jakimÅ› kamieniu, wczeÅ›niej zrzucajÄ…c z niego kilka robaków. Dopiero teraz, gdy oczy przyzwyczaiÅ‚y siÄ™ do ciemnoÅ›ci zauważam trumnÄ™. A może wczeÅ›niej jej nie byÅ‚o? Może to też tylko wytwór mojej wyobraźni? Trumna stoi na Å›rodku kaplicy. Na stoÅ‚ach przy Å›cianach sÄ… ogromne iloÅ›ci jedzenia i picia.
- Przykryjcie trumnÄ™. Podajcie kÄ…dziel! Niechaj siÄ™ rozpocznÄ… Dziady! – krzyczy GuÅ›larz.
- Jest kÄ…dziel. Trumna przykryta. JadÅ‚o gotowe. – zwraca siÄ™ jedna z postaci do GuÅ›larza.
Guślarz bierze kądziel. Wymawia jakieś zaklęcia. Czuję, że coraz bardziej telepią mi się ręce. Nie wiem, czy napiszę ten reportaż do końca. Już ledwo co trzymam długopis. Czuję zimno. Jakby ktoś otworzył okno, a ja siedziałbym na przeciągu. Straszne. Rozglądam się. Wszystkie okna zamknięte. Czuję, że zaraz się coś wydarzy. I to nie będzie miłe. Co się dzieje?! Widzę światłość. Nieprzeniknioną, czystą, doskonałą światłość. Widzę człowieka. Nie. To nie człowiek. To dusza ludzka. Tak. Guślarz przyzwał pierwszą duszę. Tę z lekkim grzechem. On z nią rozmawia. Tak. Widzę to. Ale nie słyszę nic. Jestem zbyt przerażony. Jestem dobrym reporterem. Podejdę bliżej. Nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Trzęsę się jak galareta, ale postaram się podsłuchać grzechy i przestrogi tej duszy. Im bliżej podchodzę tym większe czuję ciepło. Czyste, niewinne ciepło. Przenika moje ciało. Jestem już jakieś trzy kroki od ducha. Teraz będzie relacja na żywo! Rozmowa z duchem!
- Czego pragniesz duszo? Czym zawiniÅ‚aÅ›, że nie możesz cieszyć siÄ™ w niebie? – pyta GuÅ›larz
- RzÄ…Ä…Ä…dzÄ…Ä…Ä… piiiiieniÄ…Ä…Ä…Ä…dza! – wyje(nie wiem czy to poprawnie, ale proszÄ™ mi wierzyć nie byÅ‚o innego okreÅ›lenia) duch. – Zaaaa życiaaaa byyyyÅ‚em uuuuznanyyyym baaaankieeerem!. Aaaale rzÄ…Ä…Ä…dza piiieniÄ…Ä…Ä…dza byÅ‚aaaa Å›ilniejszaaaa od aaaambicjii! Więęęęc kraaaadeÅ‚em! I zoooostaÅ‚eeem przyÅ‚aaapaaany! Wyyymieeerzyyyli miii chÅ‚ostęęęę. Teeeeraaaz błąąąkam sięęę po Å›wieeecie szukajÄ…Ä…Ä…c ratuuunku! –
- Ale jak można ci pomóc? – pyta niewzruszony GuÅ›larz
- Daaaajcie miii kaaawaaaÅ‚eeek suuucheego chleeeba! – wyje duch. – Booo ktoo w życiuuu nieee byÅ‚ zmuuuszony do jeeeedzeeenia succchego chlebaaaa ten nieee bÄ™dzie piiiÅ‚ wiiinaaa w niiebie! –
Jego słowa powtarza chór. Guślarz bierze ze stołu kawałek chleba, i podaje go duchowi. Duch nie kryje radości. Odgryza spory kęs chleba i znika. Teraz Guślarz nakazuje przynieść wielki kocioł wódki.
- Przepraszam... – mówi do niego jeden z uczestników – ale nie mamy wódki. Nie pamiÄ™ta GuÅ›larz, jak dzisiaj rano wpadli do mojej stodoÅ‚y ZOMO-wcy i zniszczyli bimbrownie, razem z caÅ‚ym zapasem wódki? –
- Racja. Hmmmm. Co może zastÄ…pić wódkÄ™? – zastanawia siÄ™ GuÅ›larz. – Wiem! Weźmiemy po prostu benzynÄ™ z samochodu tego reportera! – mówi i patrzy na mnie wymownym wzrokiem.
Kiwam mu głową, a on skinąwszy palcem na jakiegoś chłopa odwraca się i mi dziękuje.
Po sekundzie pojawia się w/w chłop z baniakiem benzyny. Wlewa ją co kotła, po czym znowu wszyscy zbierają się dookoła trumny. Guślarz daje znak do zapalenia wó...benzyny. Ale benzyna jest trochę wybuchowa. Oj. Jakiś mężczyzna wrzuca do kotła pochodnię. Bum. Biedny. Odrzuciło go na ścianę kaplicy, ale benzyna się pali! Guślarz przyzywa teraz ducha z ciężkim grzechem. To będzie niesamowite przeżycie. Obrzęd się kończy. Wszyscy czekają na ducha. Nagle jakby z nikąd przez zamknięte okno wlatuje zjawa. Ma straszną, nagą czaszkę. Jej puste oczodoły przyprawiają mnie o gęsią skórkę, mam wrażenie, że ciągle patrzy na mnie. Guślarz zaczyna rozmowę. Słyszę co nie co, ale niewyraźnie. Ta zjawa to dusza kobiety. Ale jaki grzech popełniła? Już wiem. Ona zabijała swoich mężów dla ich pieniędzy. Szczytny cel...ekhm! Chciałem powiedzieć okropieństwo! Ale ona umarła w biedzie. Całe jej gospodarstwo spłonęło, razem z nią. Jak można jej pomóc? Mówi coś. Żeby jej pomóc trzeba dać jej monetę. Drobną, nic nie wartą monetę. Ale jaką przestrogę dała?
- Kto kochaÅ‚ dla pieniÄ™dzy ten zawsze umrze w nÄ™dzy! – mówi zjawa.
Bardzo mądre. Muszę to zanotować. Guślarz podaje jej monetę. Ona podnosi ją ku sklepieniu kaplicy, po czym znika.
Teraz ostatni duch. Dobrze, bo mam już dosyć wrażeń. Wszyscy zbierają się wokół trumny. Guślarz woła o zioła. Czytałem o tym. Gdy je spali pojawi się ostatni duch. Są zioła. Mężczyzna kładzie je na trumnie. Odmawiane są jakieś tajemne zaklęcia, po czym zioła ulegają spaleniu. Trumna otwiera się. Powoli. Skrzypi okropnie. Nareszcie. Trumna jest otwarta. Z jej środka wychodzi dusza dziecka. Nie całkiem dziecka. Na moje oko to tak 13-15 lat. Ale czym takie dziec.... taka młodzież mogła zawinić?
- Jestem Kaziu. Kaziu MuÅ„czyk. PamiÄ™tacie mnie, prawda? Straszne grzechy ciążą na mojej mÅ‚odej duszy. KradÅ‚em, kÅ‚amaÅ‚em, Å‚amaÅ‚em przysiÄ™gi. To tylko niektóre. Ale ja naprawdÄ™ żaÅ‚uje i chcÄ™ siÄ™ dostać do nieba! – mówi Kaziu, po czym zaczyna pÅ‚akać.
- Jak ci możemy pomóc? – pyta go GuÅ›larz
- Dajcie mi dziecko. MaÅ‚e, niewinne dziecko. Niechaj je pocaÅ‚uje w czoÅ‚o. Gdyż kto za mÅ‚odu jest zÅ‚ym czÅ‚owiekiem, temu w niebie nie bÄ™dzie lepiej. – mówi
Chór powtarza jego słowa. Na szczęście dzisiaj w Dziadach uczestniczy mała dziewczynka. Guślarz bierze ją na ręce, po czym podaje chłopcu. Nic z tego! Duch nie utrzyma dziecka! Straszne. Chłopiec zaczyna płakać jeszcze mocniej.
- Przykro mi chÅ‚opcze. Nie możemy ci pomóc! Widzisz paÅ„ski krzyż? Zostawże nas w spokoju, a kysz, a kysz! – krzyczy GuÅ›larz.
Duch znika. Smutne, że taki młody chłopak musi się teraz włóczyć po świecie. Gdyby nie popełnił tych grzechów byłby teraz w niebie. Biedak. Już ranek świta. Koniec Dziadów. Dziękuje Guślarzowi za zaproszenie, i żegnam się z uczestnikami uroczystości. Wychodzę z kaplicy bogatszy o nowe prawdy życiowe. Dziady były ciekawym przeżyciem, jednakże nie chciałbym go przeżyć jeszcze raz.