Moje wyspy szczęśliwe

Jak co dzień siedziałam przy swoim biurku, na którym kłębiły się sterty podręczników szkolnych. Nie potrafiłam myśleć o szkole. Miałam ochotę zająć się odpowiedzią na pytanie: ,,Jak wyglądałby nasz świat gdybym to ja go stworzyła?". Wystarczył jeden moment i temat ten pochłonął mnie zupełnie. Pełna zaciekłość, zaczęłam powoli odkrywać jego skarby. Na początku było trudno, ale po dłuższych rozważaniach odnalazłam jego prawdziwe "ja".
Zaczęłam po nim spacerować. Słońce delikatnie muskało moją twarz, a poranna rosa z powabem pieściła moje stopy. Im posuwałam się dalej tym zauważałam w sobie większy spokój, radość, uporządkowanie.
Nagle, po dłuższej chwili podziwiania krajobrazu, usłyszałam za sobą tajemniczy głos. Poczułam dreszcz emocji, a nawet trochę się przestraszyłam. Postać stanęła przede mną. Była to niziutka dziewczynka, o blond włosach, w które były wplecione przeróżne rodzaje kwiatów. Była ubrana w długą, luźna suknię. W ręku trzymała bukiet zbóż i innych polnych roślin. Po chwili wpatrywania się we mnie, zaśmiała się i pobiegła w stronę wielkiego jeziora. Jej śmiech nadal roznosił się po całej okolicy i sprawiał, że i ja stawałam się coraz bardziej weselsza. Postanowiłam pobiec za nią. W końcu ją dogoniłam. Rzeka mieniła się we wszystkich kolorach tęczy. Żaby rechotały, a trzciny szumiały chcąc zanucić jakąś melodię.
Dziewczynka znów się uśmiechnęła, złapała mnie za rękę i poprowadziła mnie w głąb wysokiego, dębowego lasu. Droga była długa, ale śpiew ptaków umilał czas tak, iż z każdym krokiem chciałam iść coraz... dalej... coraz... szybciej... Osóbka powiedziała mi tylko swe imię i oznajmiła, że do jej mieszkanka już niedaleko.
Nie wiem ile czasu minęło, a Kalmara (bo tak siÄ™ nazywaÅ‚a dziewczynka) powiedziaÅ‚a, że jesteÅ›my już na miejscu. Miasteczko znajdowaÅ‚o siÄ™ w centrum lasu. Domy przypominaÅ‚y wysokie, szklane paÅ‚ace. RóżniÅ‚y siÄ™ od siebie kolorem. Każdy kolor okreÅ›laÅ‚ w jakim nastroju jest rodzina. Ulice byÅ‚y szerokie, ale nie poruszaÅ‚y siÄ™ po nich żadne pojazdy. Ludzie byli do nas bardzo podobni. Różnili siÄ™ tylko rodzajem ubrania. Wszyscy chodzili w dÅ‚ugich, płóciennych sukniach. Nie nosili obuwia, gdyż na ulicy i innych drogach nie byÅ‚o kurzu czy innych Å›mieci. Kalmara zaprowadziÅ‚a mnie do swego paÅ‚acu. ByÅ‚o tu mnóstwo dzieci i jedna kobieta, która gotowaÅ‚a obiad. PodeszÅ‚am do niej, przedstawiÅ‚am siÄ™ i opowiedziaÅ‚am jej o wszystkim co zobaczyÅ‚am. Kobieta wysÅ‚uchaÅ‚a mnie uważnie. W koÅ„cu do domu wszedÅ‚ wysoki mężczyzna. UkÅ‚oniÅ‚ siÄ™ i poszedÅ‚ do sÄ…siedniego pokoju. Nagle nastÄ…piÅ‚a cisza. Dzieci zniknęły, a ja, kobieta i Kalmara znalazÅ‚yÅ›my siÄ™ na wielkim placu. Obydwie oprowadziÅ‚y mnie i opowiedziaÅ‚y o miasteczku. NazywaÅ‚o siÄ™ ono NibylandiÄ…. Miasto byÅ‚o zadbane. Ludzie byli uÅ›miechniÄ™ci i życzliwi dla siebie. ByÅ‚y tu sklepy podobne do naszych, a także takie, o których nikt jeszcze nie sÅ‚yszaÅ‚. Albowiem byÅ‚y sklepy z dobrym humorem, z uÅ›miechem, a także jeden, który utkwiÅ‚ mi w pamiÄ™ci- sklep „Woda życia”. ByÅ‚y tam wszelakiego koloru i smaku wody do picia, które poprawiaÅ‚y humor, sprawiaÅ‚y, że czÅ‚owiek stawaÅ‚ siÄ™ szczęśliwszy, a także takie, które sÅ‚użyÅ‚y do transportu. WystarczyÅ‚o buteleczkÄ™ takiej wody wylać na ziemiÄ™, stanąć na powstaÅ‚ej plamie i wymówić wyraźnie miejsce lÄ…dowania. Podróż podobno trwa krótko.
Kolejną rzeczą, która mnie osobiście się podobała to brak granic międzypaństwowych, a także brak jakichkolwiek przejawów zła. Każdy czuł się tu jak u siebie w domu. Wszyscy się znali. Kobieta pokazała mi także miejsca rozrywki, place zabaw, targowiska oraz opowiedziała mi o wszystkich zasadach jakie panują na planecie.
Zachciało mi się spać. Kobieta zaprowadziła mnie do swego pałacu i położyła mnie w wielkim łożu i przykryła kołdrą z liści. Zasnęłam.
Nie wiem jak to się stało, ale obudziłam się we własnym łóżku. Nie mogłam w to uwierzyć, ale szczęście z okazji pobytu w Nibylandii pozostało nadal. Czułam się jak szczęśliwiec, który dostał bilet od losu i znalazł się na planecie, gdzie nie ma mowy o wojnach, kłótniach , nieprzyjaźni...