Obrona Ziembiewicza.
Wysoki Sądzie, Szanowni zgromadzeni...Zebraliśmy się w tej sali, ponieważ właśnie dzisiaj ma zapaść wyrok, który zdecyduje o przyszłości obecnego tu Zenona Ziembiewicza.
Musimy sobie dzisiaj odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań: Czy oskarżony przekroczył granice moralności , czy jego życie osobiste wpłynęło na sumienność wykonywania zadań z racji powierzonej mu funkcji w naszym społeczeństwie, i wreszcie czy mamy prawo zabronić oskarżonemu dalszego pełnienia funkcji prezydenta naszego miasta?
Jak okaże się po przedstawieniu przeze mnie wszystkich faktów, mój klient został całkowicie bezpodstawnie postawiony w stan oskarżenia.
Jak dotÄ…d najpoważniejszym zarzutem wobec oskarżonego jest fakt, iż spotykaÅ‚ siÄ™ on z innÄ… kobietÄ…, a mianowicie pannÄ… JustynÄ… BogutównÄ…. WedÅ‚ug oskarżyciela pan Ziembiewicz już przy pierwszym, przypadkowym zresztÄ…, spotkaniu zwabiÅ‚ owÄ… kobietÄ™ do Hotelu Polskiego, aby wykorzystać jÄ… seksualnie w chwili jej domniemanego zaÅ‚amania psychicznego. ZaÅ‚amanie owo wedÅ‚ug słów pana prokuratora wystÄ…piÅ‚o w skutek Å›mierci matki owej Justyny; ale powiedzmy sobie szczerze – jak dÅ‚ugo taki stan może trwać?
Poza tym owo spotkanie tłumaczy wiele rzeczy. Pozwólcie szanowni państwo, że przytoczę bieg wydarzeń, które się wówczas rozegrały:
„ - SkÄ…d siÄ™ tu wzięłaÅ›? – spytaÅ‚ (oskarżony Zenon Ziembiewicz) niezbyt radoÅ›nie (...)
- Mama mi umarÅ‚a – powiedziaÅ‚a Justyna i nagle siÄ™ rozpÅ‚akaÅ‚a. – Mama nie żyje”
Następnie pozwany uprzejmie zaprasza ją do Hotelu Polskiego, aby w spokoju porozmawiać:
„ Ponieważ niosÅ‚a koszyk i nie przestawaÅ‚a pÅ‚akać, parÄ™ osób obejrzaÅ‚o siÄ™ za tÄ… niezwykłą parÄ… (...)
- Zaraz – rozważaÅ‚. – SÅ‚uchaj, wejdźmy na chwile do mnie, to mi wszystko opowiesz (...)
- Kiedy ja nie mogÄ™ – odpowiedziaÅ‚a zmartwiona. (...) Mam posadÄ™ jestem w sÅ‚użbie (...)
Niby to siÄ™ spieszyÅ‚a, ale dalej staÅ‚a (...)”
W hotelu Zenon rozmawiał z Justyną a gdy dowiedział się, że ta nie otrzymała należnych jej pieniędzy chciał jej wręczyć zaległą sumę. Ta jednak odmówiła i zmieniła temat. Po krótkiej wymianie zdań rozegrały się wypadki, które mówią same za siebie:
Pozwany „ChciaÅ‚ mówić dalej, ale nie mógÅ‚. Justyna (...) objęła go mocno w pasie obiema rÄ™kami i małą gÅ‚owÄ™ z caÅ‚ej siÅ‚y przyciskaÅ‚a mu do piersi. – Ty mój kochany – mówiÅ‚a – ty mój kochany (...).”
Jak Wysoki Sąd i szanowni zgromadzeni widzą to jedyną winą oskarżonego jest to, iż nie zauważył iż został omotany przez Justynę Bogutównę. Nie spostrzegł się, iż owa kobieta nie mając szacunku do zmarłych wykorzystała śmierć swojej biednej matki do uwiedzenia mężczyzny, którego fizycznie pożądała.
Oskarża siedzącego przed państwem człowieka o morderstwo.
Za przeproszeniem Wysokiego Sądu i wszystkich tu zgromadzonych większego absurdu dawno nie słyszałem.
Nie da się ukryć, że pozwany był bardzo zaskoczony ciążą Bogutówny, nie można również zaprzeczyć, że tego samego dnia wręczył Justynie pewną kwotę pieniędzy. I nie można by było zaprzeczyć, że jest winny śmierci nienarodzonego dziecka, jeśli tylko powiedziałby jej, że pieniądze, które jej daje ma przeznaczyć na usunięcie ciąży. Tego jednak mój klient nie tylko nie powiedział, ale nigdy w życiu by tego w świadomy sposób nie zasugerował. Owo wątpliwe wręczenie pieniędzy odbyło się w następujący sposób:
„ –Och, a ja tu siedzÄ™! – zawoÅ‚aÅ‚a Justyna ze zgrozÄ…. (...)
- A na co te pieniÄ…dze? – spytaÅ‚a.
- Jak to, nie pamiętasz? Przecież akurat tyle zostało jeszcze z tego, coście nie odebrały z Boleborzy.
Machnęła ręką niechętnie, że jakby wcale nie jest ważne. Ale pieniądze wzięła.
- I gdyby ci tylko byÅ‚o coÅ› potrzeba, to pamiÄ™taj!”
Musicie państwo przyznać, że faktów nie da się zinterpretować w żaden inny sposób. Jedyna interpretacja zawarta jest w wydarzeniach, które się wówczas rozegrały w owym pokoju. Co więcej jest ona bardzo czytelna.
Nie da się ukryć, że pozwany przestraszył się odpowiedzialności, jaką jest dziecko.
Ale nikt nie zaprzeczy, że Zenon Ziembiewicz zaoferował swoją pomoc, z której zresztą panna Bogutówna nie tyle hojnie, co bez umiaru korzystała.
Najlepszym tego przykładem jest ciągła zmiana pracy. Najpierw w sklepie bławatnym u pana Torucińskiego, następnie w cukierni Chązowicza. W końcu bez wyraźnego powodu i tam przestała pracować.
Zapadając na chorobę psychiczną, wtargnęła do miejsca pracy pozwanego i oblała żrącą substancją jego twarz.
ReasumujÄ…c, wnioski czcigodnego prokuratora jakoby mój klient wykorzystywaÅ‚ seksualnie JustynÄ™ BogutównÄ™, co wiÄ™cej – przyczyniÅ‚ siÄ™ do Å›mierci ich wspólnego dziecka sÄ… caÅ‚kowicie bezpodstawne.
Musicie państwo przyznać, że fakty pozostają faktami. To właśnie Justyna omotała pozwanego wykorzystując do tego celu śmierć swojej matki, to ona sama zdecydowała się usunąć ciążę i to właśnie ona tak bardzo okaleczyła Zenona Ziembiewicza.
Kolejnym przykÅ‚adem, który ma Å›wiadczyć o tym, że oskarżony jest caÅ‚kowicie niemoralny, nie ma szacunku dla samego siebie, a co dopiero dla innych jest to, iż w celu zdobycia posady redaktora w Niwie, a tym samym dużych pieniÄ™dzy wyrzeka siÄ™ swoich poglÄ…dów i ideałów. Nikt nie twierdzi, że nieprawdÄ… jest, iż swoje myÅ›li, które przelewaÅ‚ na papier „ musiaÅ‚ zamknąć tematem jak granicÄ…, aby nie przenikaÅ‚y do sfery, w której zaczynajÄ… siÄ™ zastrzeżenia i wÄ…tpliwoÅ›ci. ”
Czy można jednak oceniać człowieka nie znając pobudek, które nim kierowały? Czy można robić z człowieka niemoralnego materialistę nie wiedząc, na co ma czy miał zamiar wydać zarobione pieniądze?
Sądzę, że są to pytania, na które można sobie uczciwie odpowiedzieć tylko w jeden sposób.
Prawdy te dotyczą również człowieka siedzącego teraz na ławie oskarżonych, a który to człowiek został tak boleśnie potraktowany przez los.
Powody, dla których postąpił on w ten a nie inny sposób są równie proste, co szlachetne.
Czyż mógłby on porzucić te kilka lat ciężkiej nauki w Paryżu tylko dlatego, że nie miał funduszy na dokończenie nauki, na zdobycie tak potrzebnego w tych czasach wykształcenia?
Niech Wysoki SÄ…d i szanowni paÅ„stwo postawiÄ… siÄ™ w jego sytuacji. Czyż któryÅ› z nas postÄ…piÅ‚by...mógÅ‚by postÄ…pić inaczej? Tak wiÄ™c olbrzymim uproszczeniem jest stwierdzenie mojego szanownego kolegi, jakoby pozwany nie miaÅ‚ żadnych zasad, żadnych ideałów. Dokonujemy wielu wyborów naszym życiu. Jednych siÄ™ wstydzimy przez caÅ‚e nasze życie, z innych – jesteÅ›my dumni.
Sądzę, że zgodzą się państwo ze mną, iż wyboru, jakiego dokonał Zenon Ziembiewicz nikt na jego miejscu by się nie wstydził, tak więc i on nie ma najmniejszych powodów, aby żałować swojej decyzji.
Trzeci z argumentów, jaki przytacza oskarżyciel, a który to argument ma podobno Å›wiadczyć o egoizmie i bezdusznoÅ›ci mojego klienta jest jego stosunek do Adeli – kobiety, z którÄ… siÄ™ zwiÄ…zaÅ‚ w Paryżu.
Prokurator twierdzi mianowicie, iż Zenon Ziembiewicz jest do tego stopnia bezduszny, iż opuścił w ciężkiej chorobie osobę, z którą bez wątpienia łączyła go pewna więź.
To prawda – mój klient nie postÄ…piÅ‚ tak jak powinien, jednakże prokurator przedstawiÅ‚ tylko część prawdy umyÅ›lnie zatajajÄ…c resztÄ™. Najlepiej siÄ™ stanie, jeÅ›li przytoczÄ™ zeznanie mojego klienta:
„ByÅ‚a starsza od niego, byÅ‚a od poczÄ…tku chora i wiedziaÅ‚a, że nie jest kochana. Ale sama kochaÅ‚a w takim stopniu, że jej uczucie starczyÅ‚o dla nich obojga na caÅ‚e dwa lata mÄ™czarni i szczęśliwoÅ›ci. ByÅ‚a to niedobra miÅ‚ość, peÅ‚na ciężkich scen, które nic nie zmieniaÅ‚y, i najgorÄ™tszych pieszczot, które nic nie mogÅ‚y okupić.
Zbyt wyraźnie umierała, by czegokolwiek, co jeszcze było z życia, zdolna była się wyrzec, nawet męki.
Nie obiecywaÅ‚ jej nic, nie kÅ‚amaÅ‚, nawet niewiele udawaÅ‚. ByÅ‚ wdziÄ™czny i dobry dla niej, jak tylko mógÅ‚ – i wÅ‚aÅ›nie tÄ™ jego dobroć w zÅ‚ych chwilach także mu wypominaÅ‚a.(...)OdwlekaÅ‚ swój wyjazd, póki to byÅ‚o możliwe, nawet ponad możliwość. To, co znosiÅ‚ przez ten ostatni rok, byÅ‚o niezmiernie ciężkie.(...)
OdjeżdżajÄ…c prosiÅ‚ Karola, najbliższego swego przyjaciela, by nad niÄ… czuwaÅ‚, by donosiÅ‚ mu o wszystkim.”
Tak wiÄ™c nie można zarzucić pozwanemu, iż okÅ‚amywaÅ‚ AdelÄ™. Doskonale zdawaÅ‚a ona sobie sprawÄ™, że osoba, którÄ… ona pokochaÅ‚a, jej samej nie kocha. I choć oskarżony musiaÅ‚ wyjechać odkÅ‚adaÅ‚ ten wyjazd najbardziej jak mógÅ‚. ZrobiÅ‚ nawet wiÄ™cej – poprosiÅ‚ swojego najbliższego przyjaciela, aby ten siÄ™ niÄ… opiekowaÅ‚.
Zgodzą się wiec ze mną państwo, iż takie spłycenie sprawy jest niedopuszczalne i niesprawiedliwe.
Ostatnim już zarzutem, który ma na celu zdyskryminowanie mojego klienta w oczach Wysokiego Sądu i wszystkich tu obecnych jest sprawa budowy domów robotniczych.
Według oskarżyciela mój klient jest winien temu, iż przerwano ich budowę. Trudno powiedzieć czy szanowny pan prokurator uprawia demagogię czy po prostu szuka kozła ofiarnego.
Wiadomym jest fakt, że „fundusze, na które Ziembiewicz liczyÅ‚ na pewno, zostaÅ‚y cofniÄ™te w zwiÄ…zku z ogólnÄ… politykÄ… oszczÄ™dnoÅ›ciowÄ… rzÄ…du”. JednoczeÅ›nie mój szanowny kolega zapomina o zasÅ‚ugach pozwanego.
Pozwolą państwo, że przytoczę kilka:
„(...)przeprowadziÅ‚ remont walÄ…cego siÄ™ budynku dawnej cegielni(...), naciskiem na radÄ™ miejskÄ… uzyskaÅ‚ rozwiÄ…zanie kontraktu(...) i na tym piÄ™knym miejscu nadbrzeżnym, korzystajÄ…c z zachowanych jeszcze gdzieniegdzie starych drzew, zaÅ‚ożono park, a w nim pijalniÄ™ mleka dla dzieci, korty tenisowe, place do gry w koszykówkÄ™ i siatkówkÄ™.”
Jak zwykle, prokurator nie mówiąc całej prawdy stara się udowodnić sobie i wszystkim innym, że Zenon Ziembiewicz to bezduszny materialista, który w celu zaspokojenia swoich żądzy uwodzi młode kobiety, a dla zabawy przerywa budowę domów robotniczych, a pieniądze wydaje tylko na aborcje.
Po przedstawieniu i usłyszeniu całej prawdy zgodzą się szanowni państwo zebrani na tej sali, iż oskarżenie jest równie niepoważne co obraźliwe dla obecnego tu Zenona Ziembiewicza.
Dlatego wyrażam prośbę o całkowite uniewinnienie mojego klienta ze stawianych mu zarzutów i publiczne przeprosiny ze strony pana prokuratora.
Dziękuję.