Jak Grecy wyobrażali sobie losy człowieka po śmierci?
Starożytni Grecy wyobrażali sobie zaÅ›wiaty jako królestwo boga Hadesa i jego żony Persefony. WejÅ›cie do królestwa zmarÅ‚ych znajdowaÅ‚o siÄ™ daleko na Zachodzie. Grecy wierzyli, że jest ono pogrążone w wiecznym mroku i nigdy nie dochodzi tam sÅ‚oneczne Å›wiatÅ‚o.Po drodze do otchÅ‚ani trzeba byÅ‚o przedostać siÄ™ przez wody rzeki Styks i jej odnogi Acheront, Kokytos i Lete – symbolizujÄ…ce boleść, lament i zapomnienie. Sama dusza nie daÅ‚aby rady przepÅ‚ynąć ich wszystkich. MusiaÅ‚a prosić o pomoc Charona – brzydkiego, antypatycznego starca. Charon mógÅ‚ przewieźć zmarÅ‚ego na druga stronÄ™ rzeki w skórzanej Å‚odzi. Za takÄ… przysÅ‚ugÄ™, braÅ‚ zawsze takÄ… samÄ… opÅ‚atÄ™. Podróż kosztowaÅ‚a niewiele, jednego obola jednego obola, drobnÄ… monetÄ™. Charon byÅ‚ jednak nieustÄ™pliwy. JeÅ›li nie dostaÅ‚ swojej zapÅ‚aty zostawiaÅ‚ duszÄ™ na brzegu Styksu na wiecznÄ… tuÅ‚aczkÄ™. Dlatego Grecy tak bardzo dbali o to, by wszystkim zmarÅ‚ym wÅ‚ożyć przed pochówkiem obola do ust.
Po drugiej stronie piekielnej rzeki na duszę czekała kolejna niespodzianka. Trójgłowy pies Ceber pilnował wejścia do zaświatów. Trzeba go było obłaskawić ciastkiem pieczonym na miodzie.
Kiedy zmarłemu udało się wreszcie przedostać na ponurą równinę Hadesu czekał go sąd. Trybunałowi przewodniczyli trzej królowie: Minos, Ajakos i rudy Radamantys. Kiedyś uczciwie panowali na ziemi. Po śmierci Zeus ustanowił ich sędziami podziemia. Sędziowie na specjalnej wadze ważyli dobre i złe uczynki zmarłych.
Jeśli przeważały błędy i złe postępki dusze musiały iść do Tartaru. Tam straż nad skazanymi trzymały Erynie - trzy potworne siostry. Usposobienie wyrzutów sumienia. Ich czarne szaty rozwiewały się w locie jak żałobne chorągwie. Erynie pilnowały, by każdy wypełnił nałożoną na siebie karę.
Ten, kto żył sprawiedliwie odjeżdża na Wyspę Błogosławionych, gdzie dusze bawiły się i biesiadowały zapominając o troskach życia. Miejsce ich zabaw i odpoczynku, to Pola Elizejskie. Sprawiedliwi mieli być nieśmiertelni. Po polach Elizejskich przechadzali się ubrani w delikatne szaty z purpurowej pajęczyny. W przeciwieństwie do mieszkańców Tartaru mogli cieszyć swe oczy światłem porannej zorzy.