Powrót Lisowczyków?

Przebywają w Iraku nie należąc do żadnej narodowej armii, lecz mimo to mają broń i ryzykują życie. Za pieniądze powstają jednostki najemników XXI wieku.

Podczas pobytu w USA zdoÅ‚aÅ‚em sforsować jednÄ… z najwiÄ™kszych przeszkód dla prasy- ogrodzenie wokół posiadÅ‚oÅ›ci Blackwater w teksasie. Pozwolono mi tam jako jednemu z nielicznych dziennikarzy, na wÅ‚asnÄ… odpowiedzialność, towarzyszyć niewielkiemu oddziaÅ‚owi „operatorów” majÄ…cych eskortować konwój na niebezpiecznym obszarze Iraku. „Operator” to fachowe okreÅ›lenie żoÅ‚nierza jednostki specjalnej. W Blackwater terminologia taka jest na porzÄ…dku dziennym- firma wynajmuje jedynie profesjonalistów- byÅ‚ych czÅ‚onków jednostek specjalnych, żoÅ‚nierzy najbardziej elitarnych oddziałów na Ziemi; takich jak US Navy Seal, SAS, GROM, Specnaz, czy francuska Legia Cudzoziemska. Powód, dla którego ci ludzie odeszli ze swoich rodzimych armii? Zawsze ten sam- pieniÄ…dze. PodpisujÄ…c kontrakt na półrocznÄ… sÅ‚użbÄ™ w Iraku otrzymujÄ… od oÅ›miu do nawet siedemdziesiÄ™ciu tysiÄ™cy dolarów miesiÄ™cznie. W polskim GROMie „pokojowa” pensja operatora wynosi 5500 zÅ‚otych, w czasie wojny okoÅ‚o 20000. Ta suma, która wydaje siÄ™ nam ogromna niesamowicie maleje, gdy przyjrzymy siÄ™ ryzyku w tej pracy- komandos musi nieraz wejść do pomieszczenia, w którym znajduje siÄ™ uzbrojony przeciwnik, który tylko czeka by go zabić. W takiej chwili najmniejszy błąd może prowadzić do tragedii nieporównywalnie wiÄ™kszej niż ta, kiedy nieuważnie uderzymy siÄ™ w palec wbijajÄ…c gwoździe. Wypowiedzi Gromowców sÄ… niemal jednakowe- pensje, które dostajemy za pozostawanie w gotowoÅ›ci sÄ… wÅ‚aÅ›ciwe, ale to, co dostajemy za nadstawianie karku w warunkach wojennych jest Å›mieszne. U wielu takich ludzi potrzeba zarobienia wiÄ™kszych pieniÄ™dzy i chęć posiadania dużej rezerwy finansowej na wypadek gdyby coÅ› siÄ™ staÅ‚o (a może też potrzeba ciÄ…gÅ‚ego odczuwania ryzyka) wygrywa z uczuciami patriotycznymi, tym bardziej, że nie sÄ… to sprawy caÅ‚kowicie przeciwstawne- walczÄ…c w Iraku z ramienia Blackwater również sÅ‚użę krajowi, tyle, że kto inny mi pÅ‚aci.
Z ludźmi, których cieniem miaÅ‚em siÄ™ stać na kolejnÄ… dobÄ™ spotkaÅ‚em siÄ™ w Basrze- czekali aż Å‚adunek zostanie przeÅ‚adowany ze statków na ciężarówki i konwój wyruszy w drogÄ™. ByÅ‚o ich siedmiu: dwóch Polaków, trzech Rosjan, Amerykanin i Anglik. ZostaÅ‚em przydzielony do tego oddziaÅ‚u zapewne wÅ‚aÅ›nie ze wzglÄ™du na skÅ‚ad grupy- byÅ‚em rodakiem dowódcy. Zaraz po spotkaniu zostaÅ‚em ostro skrytykowany- mam nie taki heÅ‚m i za lekkÄ… kamizelkÄ™ kuloodpornÄ…- „skoro bÄ™dzie pan dla nas kulÄ… u nogi to niech pan, chociaż nie Å›ciÄ…ga na siebie uwagi”- a na dodatek zbyt jaskrawÄ… koszulÄ™. Zgodnie ze wskazówkami zaopatrzyÅ‚em siÄ™ na miejscu- Basra jest peÅ‚na przedstawicielstw producentów uzbrojenia, liczÄ…cych na to, że któremuÅ› z najemników przypomni siÄ™ o jakimÅ› elemencie ekwipunku dopiero na miejscu.
Godzina 5.50 rano, konwój został zorganizowany w długą na 34 ciężarówki kolumnę osłanianą przez 3 samochody terenowe z najemnikami w środku.

6.00 wymarsz. Formacja powoli, z prÄ™dkoÅ›ciÄ… ok. 30 kilometrów na godzinÄ™ z powodu sÅ‚abej pogody porusza siÄ™ po Å›ciÅ›le chronionym przez wojska angielskie odcinku trasy mijajÄ…c, co kawaÅ‚ek „checkpoint’y”- punkty kontrolne, znacznie opóźniajÄ…ce ruch, ale i zwiÄ™kszajÄ…cy bezpieczeÅ„stwo.
8.00 poczÄ…tek drogi przez rzadko zasiedlone obszary półpustynne z dosyć regularnie rozmieszczonymi, podobnymi do siebie miejscowoÅ›ciami. To jest najgroźniejszy odcinek trasy- tutaj patrole sÄ… rzadkie a ludność wroga wobec przybyszów. Nadal jedziemy powoli- dla mnie naturalne byÅ‚oby wciÅ›niÄ™cie gazu i przejechanie niebezpiecznego regionu w jak najkrótszym czasie. „GdybyÅ›my jechali szybko zwartÄ… kolumnÄ… wystarczyÅ‚oby strzelić z RPG w pierwszÄ… ciężarówkÄ™ i caÅ‚y konwój byÅ‚by zatrzymany. OczywiÅ›cie jadÄ…c powoli stajemy siÄ™ lepszym celem, ale lepiej jest jednak mieć wszystko dopiÄ™te na ostatni guzik zamiast potem wisieć bez gÅ‚owy, obdarty ze skóry na moÅ›cie. Nie jesteÅ›my w armii- nie możemy liczyć na natychmiastowe wsparcie lotnicze, ani na batalion marines który przyleci na pierwsze nasze zawoÅ‚anie- w razie walki jesteÅ›my zdani na siebie.”- odpowiedziaÅ‚ Andrzej S., Z którym jechaÅ‚em w samochodzie.

Do godziny 9.30 wszystko idzie dobrze. Teraz podczas przejeżdżania przez wioskÄ™ zobaczyÅ‚em kilkunastoletniego chÅ‚opaka biegnÄ…cego z boku w naszÄ… stronÄ™. Drugi jeep zatrzymaÅ‚ siÄ™ i siedzÄ…cy w nim najemnik strzeliÅ‚. Arab dostaÅ‚ w serce- wyglÄ…daÅ‚o to tak jakby ktoÅ› go podciÄ…Å‚ w czasie biegu. Z rÄ™ki upadajÄ…cego wypadÅ‚a butelka z „koktajlem moÅ‚otowa” i wybuchÅ‚a. ByÅ‚em zbulwersowany- bez rzÄ…dnego ostrzeżenia, strzaÅ‚u ostrzegawczego, okrzyku- czegokolwiek, chÅ‚opak zostaÅ‚ zastrzelony- „albo my albo oni- gdybym go ostrzegÅ‚ to ta butelka wylÄ…dowaÅ‚aby na masce samochodu, którym jedziesz, a postój tutaj jest niemal równoznaczny ze Å›mierciÄ…”- tym razem Anglik zaczÄ…Å‚ mi wyjaÅ›niać-„tutaj nie obowiÄ…zujÄ… konwencje- ani my, ani oni nie jesteÅ›my żoÅ‚nierzami, a przy tym ich jest wiÄ™cej, nie możemy sobie pozwolić na zabawÄ™ w stróżów pokoju- my mamy doprowadzić bezpiecznie te ciężarówki na północ- to i wÅ‚asne przeżycie sÄ… naszymi najważniejszymi zadaniami”.
W tym momencie, jako że teren jest tutaj równy a zarazem istnieje duże zagrożenie ciężarówki nie zatrzymując się przyjęły formację trzech równoległych kolumn- całe przegrupowanie przypominało nieco ruchy stada zaganianego przez owczarka- tutaj takimi psami były jeepy ochrony. Takim szykiem o 10.18 wjeżdżamy na przedmieścia miasteczka Al Dżarad. Choć istnieje w nim amerykański posterunek to słynie ono wprost z ataków na konwoje.

Jeden pojazd najemników jedzie o 100-150 metrów przed resztÄ…, drugi otwiera kolumnÄ™, a trzeci w pewnej odlegÅ‚oÅ›ci od ostatniej ciężarówki pilnuje tyłów. Wjeżdżamy miÄ™dzy zabudowania. Na dachach pobliskich domów widać przebiegajÄ…cych ludzi- sÄ… uzbrojeni w karabinki AK i „koktajle moÅ‚otowa”. Ochroniarze każą mi siÄ™ przesiąść do jednej z ciężarówek nie zatrzymujÄ…c wozu- „skakanie z samochodu do samochodu jest bezpieczniejsze niż siedzenie w naszym jeepie”. Usadawiam siÄ™ przy oknie i zaczynam obserwować sytuacjÄ™. Po kilku minutach z przodu nadchodzi sygnaÅ‚ ostrzegawczy- barykada na drodze- trzeba siÄ™ cofać. W tym momencie zdaje sobie sprawÄ™ z tego jak nieliczni sÄ… najemnicy chroniÄ…cy konwój- siedmiu na 34 ciężarówki- kilku ludzi, od których zależy życie caÅ‚ej reszty. Główna kolumna zaczyna siÄ™ mieszać i powoli skrÄ™cać w o wiele węższÄ… przecznicÄ™. ZaÅ‚oga prowadzÄ…cego jeepa Wychodzi z samochodu i zaczyna przeszukiwać teren.

Nagle wydarzenia nabierają niesamowitego tępa: Na samochód upada butelka zapalająca, niemal w tym samym momencie, gdy komandosi wchodzą do budynku przez wyważone drzwi. Powstaje zamieszanie- nagle okazuje się, że wszędzie wokół jest pełno ludzi. Z budynku słychać strzały, zaraz potem ogień otwierają też bojownicy na zewnątrz. Słychać jak w prowizoryczne osłony, wykonane z worków z piaskiem zawieszonych na ciężarówce, uderzają kule- głuche bezdźwięczne, ale głośne puknięcia- tak jakby cios siekierą w spróchniałe drzewo. Zaczyna się krzątanina- pozostali członkowie grupy osłonowej wychodzą z pojazdów i wpadają do budynków przy drodze, pozostawieni kierowcy też nie są bezbronni- ostrzeliwują się dookoła z broni podręcznej. Słychać eksplozje, a zaraz potem dym wydobywa się z okien. Po drugiej stronie barykady również coś się dzieje. Nagle ustawiona ze starych, zniszczonych samochodów zapora wylatuje w powietrze, a przez jej resztki przejeżdża Hummer z amerykańskimi żołnierzami. Posterunek w mieście był zawczasu powiadomiony o naszym przyjeździe i wyjechał nam naprzeciw. Na szczęście.

Po kilku minutach atakujÄ…cy pozostawiwszy kilku zabitych i rannych uciekajÄ…. Z pobliskiego budynku dwaj najemnicy wynoszÄ… rannego kolegÄ™ i pomagajÄ… w udzielaniu pomocy amerykaÅ„skiemu sanitariuszowi. To już koniec wojny dla Anglika- dostaÅ‚ w udo, kula przeszłą na wylot- wraca przy najbliższej okazji do domu. „Amerykanie nam chÄ™tnie pomagajÄ…- raz, że to ich rzÄ…d nam pÅ‚aci, a dwa, że lepiej dziaÅ‚a na opiniÄ™ publicznÄ… informacja o Å›mierci najemnika, niż żoÅ‚nierza US Army.”, „PÅ‚acÄ… nam tyle, bo ryzyko, które podejmujemy jest o wiele wiÄ™ksze- to, że patrol przyszedÅ‚ nam z pomocÄ… to przypadek- gdyby nie przyjechali nie obyÅ‚oby siÄ™ bez ofiar w ludziach po naszej stronie”, „Widzisz teraz jak to jest- wolÄ™ siÄ™ narażać za 20000 dolarów niż tyle samo zÅ‚otych- oczywiÅ›cie, jest prawdopodobieÅ„stwo, że nie wrócÄ™ i muszÄ™ siÄ™ z tym liczyć, ale przynajmniej, jeżeli przeżyjÄ™ bÄ™dÄ™ bogaty i bÄ™dÄ™ mógÅ‚ sobie dać na parÄ™ lat spokój ze strzelaniem- przynajmniej do ludzi...”.

Po starciu w Al Dżarad jest już spokojnie, ale ochrona do koÅ„ca nie przestaje w napiÄ™ciu oglÄ…dać siÄ™ wokoÅ‚o- jest ich mniej niż byÅ‚o na poczÄ…tku- Anglik zostaÅ‚ w punkcie opatrunkowym amerykanów. Poza tym jakby ze zdwojonÄ… siłą nachodzi ich myÅ›l, że to jest wojna, w której sÄ… żoÅ‚nierzami jednej ze stron i każdego w dowolnym momencie może spotkać to samo, co ich kolegÄ™ z SASu, lecz oni mogÄ… nie mieć tyle szczęścia i dostać np. w gÅ‚owÄ™. „Walka jest elementem mojego życia- w wieku jedenastu lat poszedÅ‚em do szkoÅ‚y kadetów i od tego czasu nie wypuszczam broni z rÄ…k. Powinienem byÅ‚ siÄ™ przez te dwadzieÅ›cia lat przyzwyczaić, powszechne napiÄ™cie powinno mniej na mnie dziaÅ‚ać, ale tak nie jest- nie da siÄ™ nie odczuwać strachu, gdy ktoÅ› do ciebie mierzy z AK.”- komentuje Rosjanin- byÅ‚y czÅ‚onek Specnazu, uczestnik wojny w Czeczeni, misji stabilizacyjnej w BoÅ›ni oraz walk w Afganistanie- tego ostatniego już jako najemnik.

Po wielu godzinach nieznoÅ›nego napiÄ™cia docieramy do Bagdadu. Tutaj taż nie jest bezpiecznie, ale mimo to miasto wydaje siÄ™ ostojÄ… spokoju. Jem z operatorami Blackwater kolacjÄ™ w jednej z przeznaczonych dla nich jadalni- taki stres zbliża- już nie traktujÄ… mnie tak z góry jak na poczÄ…tku- majÄ… mnie niemal za swojego. W żywej dyskusji nagle pada przypuszczenie, że amerykanie niebawem skierujÄ… siÄ™ na Iran- zapada nienaturalna cisza. Po chwili wstaje jeden z Rosjan i wznosi toast (cywili nie obowiÄ…zuje w Iraku zakaz picia alkoholu- a oni sÄ… oficjalnie „cywilnymi pracownikami ochrony”) „Niech żyje Gorge W. Bush!!! Wiwat Talibowie!!! Nasi chlebodawcy!!!” Zaraz po tym wraca entuzjazm, Å›miechy, żarty.

Nadchodzi epoka nowych Lisowczyków- ludzi, którzy znają wojnę i jej okrucieństwa, oraz ryzyko płynące z jej prowadzenia, ale mimo to będących od niej uzależnionymi, jako od sposobu na życie. Choć jej nienawidzą cieszą się z jej nadejścia.