Poglądy Wertera na temat samobójstwa
W literaturze okresu preromantycznego dominowaÅ‚ typ bohatera samotnika: czÅ‚owieka cierpiÄ…cego na swoistÄ… „chorobÄ™ wieku”, czÅ‚owieka nieszczęśliwie zakochanego: idealizujÄ…cego przedmiot swojej miÅ‚oÅ›ci. TakÄ… postaciÄ… byÅ‚ tytuÅ‚owy bohater „CierpieÅ„ MÅ‚odego Wertera” Johann Wolfgang von Goethego. Werter z książek ale i z wÅ‚asnych doÅ›wiadczeÅ„ wniósÅ‚ przekonanie o istnieniu miÅ‚oÅ›ci doskonaÅ‚ej. Jedynej, wiecznej, absolutnej. GorÄ…ce uczucie do Lotty staje siÄ™ siłą napÄ™dzajÄ…cÄ… dziaÅ‚ania Wertera, choć jednoczeÅ›nie, bohater kochajÄ…c istotÄ™ dla niego nieosiÄ…galna, dąży do samodestrukcji. TytuÅ‚owy bohater Goethego w swoim dziaÅ‚aniu jest zawsze samotny. To nic, że ma przyjaciół, to nic, że Lotta poniekÄ…d rozumie co czuje. Werter ma poczucie izolacji, gdyż jest osamotniony duchowo. ZnikÄ…d nie przychodzi wsparcie w trudnych chwilach. Åšwiat jest zÅ‚y i to zÅ‚o uderza jedynie w niego. Czuje siÄ™ odrzucony przez Å›wiat i bliskich, nie rozumiany i nie akceptowany. Jego cierpienie zaczyna mieć charakter totalny, wynikajÄ…cy z bólu wÅ‚asnego istnienia. Bohater coraz bardziej pogrąża siÄ™ w obłędzie. Powoli traci kontrolÄ™ nad swoim życie. MusiaÅ‚o to oczywiÅ›cie doprowadzić do tragicznego koÅ„ca- Werter popeÅ‚niÅ‚ samobójstwo. Można by siÄ™ pokusić o stwierdzenie, że byÅ‚o mu Å‚atwiej niż np. współczesnemu czÅ‚owiekowi, bo Werter już wczeÅ›niej usprawiedliwiaÅ‚ Å›mierć z wyboru. TwierdziÅ‚, że sÄ… takie w sytuacje w życiu czÅ‚owieka, że samobójstwo pozostaje, jedynym sensownym rozwiÄ…zaniem.Podczas rozmowy z Albertem, narzeczonym Lotty, wyraża swoje poglÄ…dy na ten temat. Nazywa Alberta „rozsÄ…dnym czÅ‚owiekiem”, czyli takim który ma z góry ugruntowane poglÄ…dy, który ocenia coÅ›, że jest gÅ‚upie, mÄ…dre, dobre lub zÅ‚e bez dociekania pobudek, bez analizowania przyczyn. Werter nie zgadza siÄ™ z nim i z ludźmi myÅ›lÄ…cymi podobnie. Uważa, że skoro można usprawiedliwić czÅ‚owieka, kradnÄ…cego dla swojej rodziny by jÄ… uchronić od „gÅ‚odowej Å›mierci”, jeżeli akceptujÄ™ siÄ™ „gniew męża na niewiernÄ… żonÄ™ i jej nikczemnego kochanka” to z jakiej racji potÄ™pić samobójcÄ™? Ludziom mÄ…drym, w tym Albertowi, wydajÄ™, że wiedzÄ… wszystko, że wszystko można zmierzyć, zwarzyć i nieomylnie ocenić. PotÄ™piajÄ… „pijaków i szaleÅ„ców” i dziÄ™kujÄ… losowi za to, że „nie uczyniÅ‚ ich takimi jak oni”. Ich zdaniem uleganie namiÄ™tnoÅ›ciÄ… to nic innego jak brak realnej oceny istniejÄ…cego stanu rzeczy. Natomiast Werter wcale nie żaÅ‚uje tego, że ulegaÅ‚ „chwilÄ… szaleÅ„stwa” dziÄ™ki nim zrozumiaÅ‚, że pod ich wpÅ‚ywem tworzÄ… ludzie wielcy, poeci, artyÅ›ci, wszyscy ci, którzy dokonali w życiu czegoÅ› ogromnego i niepojÄ™tego, wszyscy ci, którzy w jakiÅ› sposób mieli wpÅ‚yw na historiÄ™ Å›wiata.
Samobójstwo nie jest oznakÄ… sÅ‚aboÅ›ci, przeciwnie trzeba wykazać naprawdÄ™ ogromnÄ… siłę, i chart ducha, żeby siÄ™ zabić. Czy można nazwać sÅ‚aboÅ›ciÄ…, „lud, który cierpiÄ…c i jÄ™czÄ…c dÅ‚ugo pod jarzmem tyrana, zerwie siÄ™ nagle do buntu i strzaska okowy?” albo wysiÅ‚ek czÅ‚owieka, ratujÄ…cego z pÅ‚onÄ…cego domu swój dobytek? Nie, bo jeżeli „wysiÅ‚ek oznacza siłę, to [...] przesada nie oznacza sÅ‚aboÅ›ci”. Werter twierdzi, że ból i cierpienie ludzkie maja pewne granice, jeżeli siÄ™ je przekroczy to wtedy czÅ‚owiek traci nadziejÄ™, chęć do życia i jego natura ulega rozpaczy. Nie można potÄ™piać takiego czÅ‚owieka, bo wtedy trzeba by byÅ‚o zarzucić brak odwagi temu, kto umarÅ‚ na „żółtÄ… febrÄ™”. Podaje przykÅ‚ad nieszczęśliwie zakochanej dziewczyny, która przez kilkanaÅ›cie lat prowadziÅ‚a normalne, rutynowe życie. Dla niej przyjemnoÅ›ciÄ… byÅ‚ jedynie spacer w niedziele, plotki z sÄ…siadkÄ… lub taniec w czasie Å›wiÄ…tecznej zabawy. W tej codziennoÅ›ci, nagle pojawiÅ‚a siÄ™ miÅ‚ość. W ten miÅ‚oÅ›ci ziÅ›ciÅ‚y siÄ™ wszystkie nadzieje, marzenia dziewczyny, to uczucie sprawiÅ‚o, że zapomniaÅ‚a o otaczajÄ…cym Å›wiecie, przestaÅ‚a „sÅ‚yszeć, widzieć, czuć przed oczami miaÅ‚a tylko jego jedynie, jako wyłączny przedmiot tÄ™sknoty i pożądania”. Kochanek jÄ… jednak opuÅ›ciÅ‚. CaÅ‚y Å›wiat dziewczyny w jednej sekundzie runÄ…Å‚, wszystkie marzenia, tÄ™sknoty prysÅ‚y niczym baÅ„ka mydlana, caÅ‚y Å›wiat przestaÅ‚ istnieć, bo ten mężczyzna byÅ‚ przecież dla niej caÅ‚ym Å›wiatem. Jak mogÅ‚a bez niego żyć? Jak mogÅ‚a zastÄ…pić go kimÅ› innym? W koÅ„cu byÅ‚a tak zdesperowana, zaÅ‚amana i pozbawiona woli życia, że popeÅ‚niÅ‚a samobójstwo. Ten czyn zdaniem Wertera jest w peÅ‚ni usprawiedliwiony. Argumenty ludzi, którzy twierdzÄ…, że dziewczyna mogÅ‚a przeczekać zÅ‚e chwile, pozwolić by czas zabliźnij rany, sÄ… pozbawione sensu. To samo można powiedzieć o czÅ‚owieku, który umarÅ‚ na żółtÄ… febrÄ™. Chory zamiast umierać mógÅ‚by przeczekać chorobÄ™, przezwyciężyć jÄ… nabierająć powoli siÅ‚. CzÅ‚owiek zdaniem Wertera, nie kieruje siÄ™ w życiu wyłącznie chÅ‚odnym rozsÄ…dkiem, wiÄ™cej, kiedy wybuchnÄ… w czÅ‚owieku różne namiÄ™tnoÅ›ci, rozsÄ…dek nie ma żadnego znaczenia.
Albert ma na ten temat zupeÅ‚nie przeciwne zdanie. Uważa, że samobójcy to ludzie, nierozsÄ…dni, godni pogardy, nie ma żadnego usprawiedliwienia dla odebrania sobie życia bo : „pewne czyny sÄ… wystÄ™pne, bez wzglÄ™du na pobudki jakie je wywoÅ‚aÅ‚y.” Uleganie swoim namiÄ™tnoÅ›ciÄ… to „strata caÅ‚ej siÅ‚y rozumowania”, to czyn pijanego i szalonego czÅ‚owieka, który nie potrafi „znosić mężnie i wytrwale życia peÅ‚nego mÄ™czarni”. Samobójstwo nie może być porównywane do czynów wielkich bo jest jedynie oznakÄ… sÅ‚aboÅ›ci. DziewczynÄ™, która nie mogÄ…c znieść rozstania z ukochanym utopiÅ‚a siÄ™ w rzece, nazywa Albert: naiwnÄ…, niewyksztaÅ‚conÄ…, taka która nie odbiera życia takim jakim jest dla „czÅ‚owieka rozumnego, nie żyjÄ…cego w ciasnych warunkach i zdajÄ…cego sobie sprawÄ™ ze stanu rzeczy”
Poglądy Wertera są mi bardzo bliskie, bo samobójcy nie są dla niego tchórzami skazanymi na wieczne potępienie ale ludźmi z poważnymi problemami, którym w odpowiednim czasie nie potrafiono pomóc. Nie ma miary na ocenę postępowania człowieka. Nie ma takiego schematu, który odnosiłby się do działania wszystkich ludzi. Nie można nikogo potępiać nie znając pobudek jego postępowania. Nie mogę oceniać człowieka, skoro nie mam jasnego wglądu w to co naprawdę myśli czy czuje.
Przykry jest fakt, że cały otaczający nas świat jest zbudowany z cierpienia przeplatanego jedynie krótkimi momentami radości, że ludzie muszą sobie radzić z sytuacjami bez wyjścia, w obliczu których czują się bezsilni. Przykre jest to, że zajęci własnymi sprawami i problemami nie potrafimy im pomóc. Samobójca to człowiek, który wszystko stracił. Pytanie brzmi kto się do tego przyczynił? Okrutny los? Bóg? Przeznaczenie? Nie. Przyjaciele. Bliscy. Bo jeżeli tarci się wszystko, nawet nadzieję to odpowiedzialni są ludzie których się kochało. To oczywiste, że jeśli ma się przyjaciół, a mimo to wszystko się traci, jest oczywiste, że przyjaciele ponoszą winę. Za to, co uczynili, względnie za to, czego nie uczynili. Za to, że nie wiedzieli, co należy uczynić.
Jeżeli ktoś traci wszelką nadzieję, jeżeli nie wierzy już, że coś się zmieni na lepsze, nie tylko jutro, ale za tydzień, miesiąc czy rok śmierć staje się dla niego odpoczynkiem, końcem znoju życia, jest ucieczką przed tym wszystkim co człowieka gnębi. Gdy cały świat odpycha, wówczas tylko śmierć pociąga. Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru pułapki, śmierć zdaje się być jedynym ratunkiem, ostatnią kartą, na którą stawia się własne życie. Jeżeli ktoś jest nieszczęśliwy, zdesperowany, pozbawiony nadziei i nie popełnił samobójstwa to wcale nie znaczy, że jest odważny i że wybrał życie. On zwyczajnie nie potrafił się zabić.