Interpretacja wiersza Wisławy Szymborskiej pt. "Życie na poczekaniu"
Życie na poczekaniu.Przedstawienie bez próby.
Ciało bez przymiarki.
Głowa bez namysłu.
Nie znam roli, którą gram.
Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.
O czym jest sztuka,
zgadywać muszę wprost na scenie.
Kiepsko przygotowana do zaszczytu życia,
narzucone mi tempo akcji znoszÄ™ z trudem.
Improwizuję, choć brzydzę się improwizacją.
Potykam się co krok o nieznajomość rzeczy.
Mój sposób bycia zatrąca zaściankiem.
Moje instynkty to amatorszczyzna.
Trema, tłumacząc mnie, tym bardziej upokarza.
Okoliczności łagodzące odczuwam jako okrutne.
Nie do cofnięcia słowa i odruchy,
nie doliczone gwiazdy,
charakter jak pÅ‚aszcz w biegu dopinany –
oto żałosne skutki tej nagości.
Gdyby choć jedną środę przećwiczyć zawczasu
albo choć jeden czwartek raz powtórzyć!
A tu już piątek nadchodzi z nieznanym mi scenariuszem.
Czy to w porzÄ…dku – pytam (z chrypkÄ… w gÅ‚osie,
bo nawet mi nie dano odchrząknąć za kulisami.)
Złudna jest myśl, że to tylko pobieżny egzamin
składany w prowizorycznym pomieszczeniu.
Nie. Stoję wśród dekoracji i widzę, jak są solidne.
Uderza mnie precyzja wszelkich rekwizytów.
Aparatura obrotowa działa od długiej już chwili.
Pozapalane zostały najdalsze nawet mgławice.
Och, nie ma wątpliwości, że to premiera.
I cokolwiek uczyniÄ™,
zamieni się na zawsze w to, co uczyniłam.
(„Widok z ziarnkiem piasku”; 1997)
Pierwszy dzwonek, drugi, trzeci. GaÅ›nie Å›wiatÅ‚o, zapada mrok. Podnosi siÄ™ widowiskowa kurtyna, niekiedy bÄ™dÄ…ca również zjawiskowÄ…. Na scenie aktor, kilku aktorów, wielu aktorów. Przedstawienie trwa. A potem owacje, burza oklasków. Jeżeli to premiera, to kwiaty i niekoÅ„czÄ…ce siÄ™ gratulacje. Aż w koÅ„cu kurtyna opada, Å›wiatÅ‚o powoli zapala siÄ™. Aktor zmierza ku garderobie, aby zmyć maskÄ™ makijażu, a widz leniwie, jeszcze jakby nie wybudzony ze snu i wciąż lekko nieprzytomny i oszoÅ‚omiony, opuszcza salÄ™ i zostawia za sobÄ… fotel, w którym zdążyÅ‚ siÄ™ już wygodnie usadowić i w jakiÅ› sposób, jak wielu przed nim zdążyÅ‚ siÄ™ do niego siÄ™ przywiÄ…zać. Na ulicy razi go blask Å›wiatÅ‚a – czy to sÅ‚onecznego, czy to pÅ‚ynÄ…cego z zapalonej ulicznej latarni. Dla niektórych przedstawienie skoÅ„czyÅ‚o siÄ™ wraz z opadniÄ™ciem kurtyny, dla innych nadal trwa, ponieważ sami przed sobÄ… i przed Å›wiatem sÄ… aktorami na scenie zwanej życiem.
„Å»ycie na poczekaniu” to wiersz polskiej noblistki – WisÅ‚awy Szymborskiej. Jego tytuÅ‚ od razu wprowadza nas w sens tekstu. NależaÅ‚oby siÄ™ tylko zastanowić, dlaczego kobieta, która jest poetkÄ… porównuje życie akurat do teatru, a nie na przykÅ‚ad do książki, którÄ… każdy z nas zapisuje, po każdym dniu stawia kropkÄ™ a odwracajÄ…c kartkÄ™ ma znów przed sobÄ… pustÄ…, białą stronnicÄ™, której treÅ›ci twórcÄ… sam siÄ™ staje? Moim zdaniem dlatego, że teatr jest wciąż żywy, że w teatrze sÄ… martwe rekwizyty ale także realni ludzie z którymi czÄ™sto siÄ™ uosabiamy. A książka? Jest tylko książkÄ…. I choć maluje obrazy sÅ‚owami, to jednak nie potrafi ich nam tak realnie ukazać, jak robi to teatr przemawiajÄ…cy do caÅ‚ej naszej wyobraźni.
Å»yÅ‚ sobie raz pewien czÅ‚owiek, który bardzo narzekaÅ‚ na swoje życie. Pewnej nocy przyszedÅ‚ do niego AnioÅ‚ i zabraÅ‚ go na strych jego domu, który staÅ‚ siÄ™ teraz salÄ… nie majÄ…cÄ… koÅ„ca a wypeÅ‚nionÄ… po brzegi krzyżami rozmaitego rodzaju. ByÅ‚y tam krzyże caÅ‚kiem maÅ‚e i bardzo duże, skromne i wysadzane drogimi kamieniami, wyciosane z gałęzi brzozy i odlane ze srebra. AnioÅ‚ z polecenia Stwórcy poleciÅ‚ czÅ‚owiekowi wybrać sobie taki krzyż, który bÄ™dzie my w peÅ‚ni odpowiadaÅ‚. CzÅ‚owiek biegaÅ‚ podniecony po ogromnej sali. PoczÄ…tkowo siÄ™gaÅ‚ po krzyże drogocenne, ale ozdoby uwieraÅ‚y go w plecy. SiÄ™gaÅ‚ po krzyże odlane ze szlachetnych kruszców, ale ciążyÅ‚y mu one niemiÅ‚osiernie. Jedne miaÅ‚y belki za dÅ‚ugie tak, iż plÄ…taÅ‚y mu krok, a kolejne za krótkie tak, że zsuwaÅ‚y mu siÄ™ z pleców. Aż wreszcie trafiÅ‚ na, wedÅ‚ug niego, idealny krzyż. „Wszystko mu siÄ™ w nim podobaÅ‚o: i ciężar, i dÅ‚ugość, kolor, ozdoby... Wszystko byÅ‚o takie, jak chciaÅ‚. ByÅ‚ Å›wietny, najlepszy.” CzÅ‚owiek poprosiÅ‚ wiÄ™c AnioÅ‚a, aby pozwoliÅ‚ mu z nim iść przez życie. Jakież ogromne byÅ‚o jego zdumienie, gdy dowiedziaÅ‚ siÄ™, ze ten krzyż to ten sam, który od poczÄ…tku życia niesie na swoich ramionach... (Wg opowiadania ks. M. MaliÅ„skiego pt. „Ludzkie krzyże”.)
Szymborska pisze:
„Å»ycie na poczekaniu.
Przedstawienie bez próby.
Ciało bez przymiarki.
GÅ‚owa bez namysÅ‚u.”
Tak, to prawda. Nikt z nas nie wybierał sobie życia, jakie przyszło mu prowadzić. Każdy z nas może powiedzieć za poetką:
„Nie znam roli, którÄ… gram.
Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.”
PamiÄ™tam, że gdy byÅ‚am mÅ‚odsza marzyÅ‚am o tym, aby znaleźć siÄ™ w czyimÅ› ciele, obojÄ™tne w jakim byleby nie w swoim. WydawaÅ‚o mi siÄ™, że inni majÄ… lepiej, że Å‚atwiej jest im żyć i Å‚atwiej podoÅ‚ać codziennoÅ›ci. Teraz, wraz z upÅ‚ywem lat widzÄ™, że nie ma czegoÅ› takiego jak życie bezproblemowe. Każdy czÅ‚owiek zmaga siÄ™ z czymÅ›, co jest tylko dla niego przeznaczone. I nie może siÄ™ z nikim innym na życie zamienić tak i jak nie może powtórnie wejść do Å‚ona matki i powtórnie siÄ™ narodzić. MyÅ›lÄ™ też, że w życiu to wÅ‚aÅ›nie jest najpiÄ™kniejsze, że nie wiemy, co za sekundÄ™ siÄ™ wydarzy. Nie wiem, może za chwilÄ™ skoÅ„czy mi siÄ™ atrament w moim piórze i nie bÄ™dÄ™ mogÅ‚a dokoÅ„czyć tej pracy, a to pociÄ…gnie za sobÄ… nieprzyjemne konsekwencje? Albo nagle stanie siÄ™ coÅ› jeszcze bardziej nieprzewidywalnego, co popchnie moje życie na zupeÅ‚nie inny tor? Jutro rano planujÄ™ wstać do szkoÅ‚y i po lekcjach wrócić do domu na wspólny obiad z rodzinÄ…, a wieczorem spotkać siÄ™ z przyjaciółmi. Ale tak naprawdÄ™ nie wiem czy po tej nocy jeszcze siÄ™ obudzÄ™. Rozważam to, co bÄ™dzie po maturze, jakÄ… drogÄ™ życia wybiorÄ™, choć tak naprawdÄ™ nie mogÄ™ nawet stwierdzić ile życia jeszcze mi pozostaÅ‚o. I tylko jednego mogÄ™ być pewna: „Czas ucieka, wieczność czeka...” Szymborska to, co ja teraz napisaÅ‚am zamknęła w sÅ‚owa:
„O czym jest sztuka,
zgadywać muszę wprost na scenie.
Kiepsko przygotowana do zaszczytu życia,
narzucone mi tempo akcji znoszÄ™ z trudem.”
Tak, poetka niewątpliwie w tych strofach dostrzega coś, o czym wielu ludzi już zdążyło zapomnieć. Życie cudem i darem jest! Szkoda tylko, że wielu współczesnych tego skarbu nie potrafi już docenić i nowe, niewinne życie bez słusznego sądu i wyroku skazuje na śmietnik albo niekończącą się tułaczkę z domu do domu, z jednych ramion do drugich w poszukiwaniu i tak już na zawsze utraconej pełni miłości. A potem z tych niewinnych ust płynie pieśń:
„Mamo, dlaczego to zrobiÅ‚aÅ›? Przecież tak bardzo chciaÅ‚em żyć.
Mamo, dlaczego mnie zabiÅ‚aÅ›? Czy w Twoim życiu nie znaczyÅ‚em nic?”
I to woÅ‚anie rozdziera duszÄ™ Å›wiata (o ile nie zostanie zamkniÄ™te w tubce drogiego i „cudownego” kremu do twarzy) i woÅ‚a o pomstÄ™ do nieba za caÅ‚e wariactwo współczesnoÅ›ci.
Wszyscy tak bardzo siÄ™ Å›pieszymy. Codzienna gonitwa za tramwajami i autobusami, przekleÅ„stwa rzucane w korkach samochodowych, zobojÄ™tnienie na sprawy drugiego czÅ‚owieka i ciÄ…gÅ‚y „wyÅ›cig szczurów” za karierÄ…, za pieniÄ™dzmi, za „lepszym” życiem. Aż chce siÄ™ powtórzyć za AnnÄ… – MariÄ… Jopek: „Niech ktoÅ› zatrzyma Å›wiat – ja wysiadam...” GubiÄ…c siÄ™ sami w tym wszystkim po pewnym czasie stwierdzamy tak samo, jak Szymborska: „Narzucone mi tempo akcji znoszÄ™ z trudem...” A potem jest już tylko apatia. Bo znów coÅ› siÄ™ nie udaÅ‚o, bo noga siÄ™ powinęła, bo zamiast wygrać – przegraÅ‚o siÄ™ wszystko.
Jak to z nami wÅ‚aÅ›ciwie jest? Czy tak jak aktor po spektaklu zmywa makijaż i staje siÄ™ na powrót Wojciechem Malejkatem a nie Hamletem, tak i my co wieczór po powrocie do domu, we wÅ‚asnej sypialni zdejmujemy nasze „maski”? Wielu z nas ma już ich prawdziwÄ… kolekcjÄ™. Ta dla rodziny, ta dla szefa w pracy, ta dla znajomych, ta dla domowników... I wszyscy dziÄ™ki temu sÄ… szczęśliwi... STOP! Czy ja jestem szczęśliwa, skoro nawet w domu nie wolno mi być do koÅ„ca sobÄ…? „ImprowizujÄ™, choć brzydzÄ™ siÄ™ improwizacjÄ….” Gram niepewnie, scenariusz wymyÅ›lam na poczekaniu. UdajÄ™ tak, jakbym wstydziÅ‚a siÄ™ wÅ‚asnego jestestwa. Bo co sobie ludzie o mnie pomyÅ›lÄ…? A ja Ci mówiÄ™, że absolutnie nic sobie nie pomyÅ›lÄ…. A może Twoja odwaga (tak, do tego potrzeba niewÄ…tpliwie odwagi!) popchnie ich do Å›ciÄ…gniÄ™cia wÅ‚asnych „masek”? I wtedy Å›wiat stanie siÄ™ prawdÄ… tak, jak byÅ‚ niÄ… przed grzechem pierworodnym czÅ‚owieka. A teatr życia stanie siÄ™ wyjÄ…tkiem z autobiografii każdego z nas.
Nie do cofnięcia słowa i odruchy,
nie doliczone gwiazdy,
charakter jak pÅ‚aszcz w biegu dopinany –
oto żałosne skutki tej nagości.
Wyobraź sobie takÄ… sytuacjÄ™. Aktor stoi na scenie, wszystkie reflektory zwrócone sÄ… na niego i wpatrzona jest w niego – jak w obraz – caÅ‚a widownia. DokÅ‚adnie obserwuje każdy jego krok, każde mimowolne potkniÄ™cie czy zajÄ…kniÄ™cie. I gdy brawa ucichnÄ… (zasÅ‚użone lub niezasÅ‚użone), i gdy wszyscy rozejdÄ… siÄ™ do domów, to aktor nastÄ™pnego dnia w gazecie przeczyta albo, że jego gra zostaÅ‚a przez krytyków oceniona pozytywnie, albo biedak dowie siÄ™, że jego domniemany talent nie jest nic wart. Stanie nagi w prawdzie o samym sobie. Już nie bÄ™dzie mógÅ‚ cofnąć tego, czego dokonaÅ‚ – obojÄ™tnie czy przyniosÅ‚o mu to dumÄ™, i chwałę, czy porażkÄ™. Å»ycie pobiegnie dalej, a on za nim, aby ani jednej cennej chwili z tej czary nie uronić.
„Trema, tÅ‚umaczÄ…c mnie, tym bardziej upokarza.
OkolicznoÅ›ci Å‚agodzÄ…ce odczuwam jako okrutne.”
Każdy, kto choć raz w życiu miał okazję stanąć przed większą publiką wie doskonale, jak trudno jest opanować natarczywe drżenie kolan i niemiłosierne pocenie się dłoni. Wie, jak trudno uspokoić przyśpieszony rytm serca. O tremie i sposobach na nią często mówią aktorzy filmowi i teatralni. Może nawet lepiej problem rozumieją ci drudzy, bo ich obserwują na scenie żywe spojrzenia a nie obiektywy kamer, które niektóre mankamenty mogą zatuszować, a walory i zalety podkreślić. Dla jednego spośród nich sposobem na opanowanie tremy jest liczenie w myślach do dziesięciu, dla innych praktykowanie ćwiczeń uspakajających oddech a jeszcze dla innych tym sposobem jest modlitwa. Ale tak naprawdę najlepszy aktor to ten, który ma nieustannie świadomość, że trema może go dopaść w każdym, nawet najmniej spodziewanym momencie i że wtedy będzie musiał umieć ją opanować. To pomoże mu z czasem dojść do perfekcji.
Jerzy Stuhr – jeden z wybitnych aktorów filmowych i teatralnych, reżyser a także rektor PWST w Krakowie w jednym z wywiadów tak mówiÅ‚:
„Nie myÅ›lcie paÅ„stwo, że trema mija. Towarzyszy mi przez caÅ‚e życie i siÄ™ zwiÄ™ksza. Jest jednym z najbardziej przykrych aktorskich doznaÅ„. ParÄ™ miesiÄ™cy temu graÅ‚em "KontrabasistÄ™" w filharmonii w Lublinie, w sali na 1100 miejsc. ZobaczyÅ‚em, jak na parking zaczynajÄ… przyjeżdżać samochody, 100, później 200, a później 500 aut. Kiedy zobaczyÅ‚em ludzi wychodzÄ…cych z tych samochodów, zÅ‚apaÅ‚a mnie potworna trema. - Czy stanÄ™ na wysokoÅ›ci oczekiwaÅ„ tych ludzi? Z drżeniem przebrnÄ…Å‚em przez pierwsze 10 minut przedstawienia. Potem dostaÅ‚em jakiegoÅ› nieprawdopodobnego kopa. SkoÅ„czyÅ‚em zwyciÄ™sko.”
Gdyby nie to pytanie: „Czy stanÄ™ na wysokoÅ›ci oczekiwaÅ„ tych ludzi?” nasze życie byÅ‚oby Å‚atwiejsze. Ale czy nie przestalibyÅ›my wtedy sami od siebie wymagać? A przecież Pismo ÅšwiÄ™te uczy: „Wymagajcie od siebie choćby inni od was nie wymagali...”
„Gdyby choć jednÄ… Å›rodÄ™ przećwiczyć zawczasu
albo choć jeden czwartek raz powtórzyć!
A tu już piÄ…tek nadchodzi z nieznanym mi scenariuszem...”
Tak, poetka marzy dokÅ‚adnie o tym samym, co wiÄ™kszość z nas (o ile nie o tym, co wszyscy...) Choć raz w życiu mieć wszystko zaplanowane, dopiÄ™te na ostatni guzik, a do tego wszystkiego być pewnym, że nic niespodziewanego siÄ™ nie zdarzy. Tyle jest piÄ™knych chwil, do których pragnęłaby powrócić. Tych błędów nie popeÅ‚niÅ‚abym, gdyby dane mi byÅ‚o przeżyć niektóre dni jeszcze raz. Tymczasem ledwo skoÅ„czy siÄ™ niedziela, a już nadchodzi kolejna. Ledwo czÅ‚owiek zdąży siÄ™ przyÅ‚ożyć gÅ‚owÄ™ do poduszki, a już budzi go Å›wit. „Czy to w porzÄ…dku – pytam” wraz z autorkÄ…. Ale tego chyba nigdy siÄ™ nie dowiem. Jedno jest pewne: takie sÄ… realia naszego życia i nikt inny – poza nami samymi – ich nie uksztaÅ‚towaÅ‚. Smutny obraz tego, co sobÄ… prezentujemy i do czego dążymy najlepiej przedstawia – w zgodzie z tematykÄ… wiersza Szymborskiej – Kazimierz Przerwa – Tetmajer w utworze pt. „ArtyÅ›ci”, który pozwolÄ™ sobie teraz tu zacytować:
„Wpatrzeni w nasz ideaÅ‚ Å›wiÄ™ty
dopóki serce tętni w nas,
płyniemy doń przez fal odmęty,
gdzie często zgubny sterczy głaz.
Wkoło nas tłumy pełne szału
walczą wśród konwulsyjnych drgnień:
my, dążąc wciąż do ideału,
niepomni siebie patrzym weń.
Mijają lata: już ramiona
nie mogą wiosłem fali pruć:
na pierś się chyli skroń zmęczona,
opuścić trzeba wierną łódź.
Wielbiono nas, gdyśmy zuchwale
na głąb się nie wahali iść,
i z brzegów na spienione fale
laurowy nam rzucono liść.
Mijają lata, skroń się chyli,
zbliża się kresu smutny dzień:
ci, co dopiero nas wieńczyli,
zepchnÄ… nas w niepamiÄ™ci cieÅ„.”
Czyżby nasze życie, prowadzone tak niedbale i na poczekaniu już niedÅ‚ugo miaÅ‚oby siÄ™ stać wÅ‚aÅ›nie takÄ… agoniÄ…? AgoniÄ… wÅ›ród „solidnych” dekoracji, których – podobnie jak przysÅ‚owiowego muru – gÅ‚owÄ… nigdy siÄ™ nie przebije? A może agoniÄ… wÅ›ród tak „precyzyjnych” rekwizytów dnia codziennego, które w swojej doskonaÅ‚oÅ›ci zamiast uÅ‚atwiać nam życie, zaczynajÄ… je utrudniać? Czy takie życie nadal bÄ™dzie miaÅ‚o sens?
Ziemia wciąż siÄ™ krÄ™ci, nikt z nas nie zdoÅ‚a nigdy jej zatrzymać. „Aparatura obrotowa dziaÅ‚a od dÅ‚ugiej już chwili.” – dziaÅ‚a od miliardów lat. „I cokolwiek uczyniÄ™, zamieni siÄ™ na zawsze w to, co uczyniÅ‚am.” A Å›wiat stale bÄ™dzie przyÅ›pieszaÅ‚ swój szaleÅ„czy bieg. Aż wreszcie stanie i być może puknie siÄ™ w gÅ‚owÄ™ i sam siebie, poprzez usta miliardów ludzi caÅ‚ego globu zapyta: „Co ja wÅ‚aÅ›ciwie zrobiÅ‚em?” Ale wtedy na wiele spraw może być już za późno.
„Zamilknąć, gdy inni mówiÄ…;
modlić się, gdy inni przeklinają;
przebaczyć, gdy inni nie potrafią;
cieszyć siÄ™ życiem, gdy inni je lekceważą...”
Tak pisaÅ‚ ks. Jerzy PopieÅ‚uszko – tragicznie zmarÅ‚y polski kapÅ‚an dziaÅ‚ajÄ…cy w obronie niepodlegÅ‚ej Ojczyzny. Iluż z nas byÅ‚oby w stanie choć przez chwilÄ™ tak żyć? I bÄ™dÄ…c aktorem z koniecznoÅ›ci przestać być choć marionetkÄ… w cudzych rÄ™kach.