"WidziaÅ‚em ÅšwiteziankÄ™”.
NadszedÅ‚ dzieÅ„ wyjazdu na „ZielonÄ… SzkółkÄ™”. Wszyscy byliÅ›my ,niezmiernie podnieceni i uradowani, ponieważ nastÄ™pnych parÄ™ dni mieliÅ›my spÄ™dzić wspólnie na Å‚onie natury nad jeziorem Åšwiteź i zwiedzić jego przepiÄ™kne okolice ,które sam Adam Mickiewicz wybraÅ‚ na miejsce swojej ballady. CieszyÅ‚em siÄ™ bardzo z powodu nadchodzÄ…cej podróży i nowych przygód ,które byÅ‚y przed nami.Kierowca autokaru wydaÅ‚ gÅ‚oÅ›ny dźwiÄ™k przy pomocy klaksonu, co miaÅ‚o oznaczać, że ruszamy. Podróż byÅ‚a krótka. Już trzy godziny później znaleźliÅ›my siÄ™ wÅ›ród piÄ™knych barwnych krajobrazów: drzew, łąk i pól uprawnych.
Nasz pensjonat był skromny, ale bardzo czysty i zadbany. Wkomponowany był w zieleń okalającą jezioro. Zanim zdążyliśmy się rozpakować, już planowaliśmy jak spędzimy naszą wspólną, pierwszą noc. Narada nie trwała zbyt długo, ponieważ było oczywiste, że zrobimy wyprawę nad Świteź, która w świetle księżyca miała być niesamowicie ekscytująca.
Kiedy zapadła noc i nasza wychowawczyni mocno już spała wyskoczyliśmy ze swoich łóżek ubrani i gotowi do wyjścia.
RozdzieliliÅ›my na kilka par tak, aby móc po cichu opuÅ›cić pensjonat nie wzbudzajÄ…c niczyich podejrzeÅ„. MieliÅ›my siÄ™ spotkać nad samym jeziorem. WychodziÅ‚em ostatni i nagle zorientowaÅ‚em siÄ™, że zostaÅ‚em z tyÅ‚u zupeÅ‚nie sam. Na szczęście nie jestem za bardzo strachliwy i miaÅ‚em przy sobie porzÄ…dnÄ… latarkÄ™. Nie sÅ‚yszaÅ‚em jednak żadnych gÅ‚osów moich kompanów i nigdzie ich nie widziaÅ‚em. Kiedy patrzyÅ‚em na taflÄ™ jeziora przypomniaÅ‚a mi siÄ™ „Åšwitezianka”- ballada Mickiewicza, którÄ… przerabialiÅ›my na lekcji polskiego przed wycieczkÄ…. RozmyÅ›lajÄ…c tak, doszedÅ‚em do skaÅ‚ przy koÅ„cu jeziora. Nie mogÅ‚em zrozumieć gdzie podziali siÄ™ moi kumple. Zrobilo mi siÄ™ jakoÅ› nieswojo i kiedy postanowiÅ‚em już wracać, zerwaÅ‚ siÄ™ silny wiatr, woda wzburzyÅ‚a siÄ™ i w moje oczy zaÅ›wieciÅ‚o mocno rażące Å›wiatÅ‚o, przebijajÄ…ce siÄ™ przez konary drzew. Po lekkim zasÅ‚oniÄ™ciu oczu dojrzaÅ‚em zarys dwojga ludzi, a dokÅ‚adniej mówiÄ…c cudnÄ… dziewczynÄ™ idÄ…cÄ… w parze z mężczyznÄ….
Była przepiękna. Jej złote, lśniące włosy wraz z lnianą narzutą powiewały lekko na wietrze. Najbardziej cudowne było w niej to, że swoimi delikatnymi nóżkami wraz z młodzieńcem stąpała po tafli jeziora, połyskującej od dziwnych promieni. Gdy na to patrzyłem, nie wierzyłem własnym oczom, a kiedy chciałem się odezwać, światło zniknęło i już się więcej nie pojawiło. Wszystko ucichło.
Nagle ujrzaÅ‚em mojÄ… „ekipÄ™”. Biegli, uradowani na mój widok. Ja też bardzo siÄ™ ucieszyÅ‚em. OkazaÅ‚o siÄ™, że czekali na mnie w umówionym miejscu, ale przecież ja tam byÅ‚em i nikogo nie widziaÅ‚em. Czy to jakieÅ› czary ? Najważniejsze, że byliÅ›my razem. Jednak caÅ‚a ta historia nie dawaÅ‚a mi spokoju. ByÅ‚em pewny, że ujrzaÅ‚em dziewczynÄ™ z ballady Mickiewicza, ale nikomu o tym nie powiedziaÅ‚em. Kiedy wracaÅ‚em do mojego pokoju, ujrzaÅ‚em przed drzwiami wychowawczyniÄ™, która stojÄ…c, tupaÅ‚a nogÄ…. WiedziaÅ‚em już co to znaczy...