Z którym bohaterem książki Tolkiena chciałbym udać się w podróż?
Tak, to pytanie z pewnością spędza sen z powiek nie tylko mnie ale i zdecydowanej większości czytelników Hobbita.Przygoda choćby z jednym z nich pozwoliłaby nam zapomnieć o trudach naszego zwykłego, szarego życia i przenieść sie w bajkowy, magiczny świat. Nie zrozummy przypadkiem bajkowy jako piękny i bezpieczny. O nie, tolkienowska rzeczywistość różni się bardzo od tego schematu. To prawda, jest pełna cudownych widoków, zaczarowanych strumyczków i innych przysłowiowych rajów na Ziemi. Niestety, poza tymi wszystkimi słodkościami znajdziemy w niej potwory i zagrożenia, z jakich Andersen czy Mille nie zdawali sobie nawet sprawy. Jednak to właśnie te wszystkie niebezpieczeństwa rodzą przygody, a co za tym idzie, wypieki na twarzach czytelników.
Tak na dobrÄ… sprawÄ™ bardzo trudno jest powiedzieć, z kim chciaÅ‚oby sie rozpocząć wÄ™drówkÄ™. Każdy z bohaterów do kompanii wniósÅ‚by coÅ› innego. Osoba, która pobieżnie czytałą książkÄ™, wybraÅ‚aby z pewnoÅ›ciÄ… Gandalfa. Z tym wiekowym czarodziejem na pewno bylibyÅ›my bezpieczni. WÅ‚aÅ›nie dziÄ™ki niemu Bilbo zawsze wychodziÅ‚ ze wszystkich zagrożeÅ„ bez szwanku. Jednak z nim ominÄ™libyÅ›my wszelkie niebezpieczeÅ„stwa. Zero rozrywki, a jeÅ›li chodzi o adrenalinÄ™, to już zero absolutne! ZanudzilibyÅ›my siÄ™ z dziadkiem na Å›mierć, wysÅ‚uchujÄ…c jego niekoÅ„czÄ…cych siÄ™ opowieÅ›ci z serii: „ Gdy byÅ‚em w twoim wieku…” Co gorsze, caÅ‚y czas kopci tÄ™ swojÄ… fajkÄ™. A minister zdrowia, ten tolkienowski pewnie też, wyraźnie mówi, że palenie tytoniu powoduje raka i choroby serca. Nasza podróż zakoÅ„czyÅ‚aby siÄ™ w pierwszym elfickim szpitalu, a nasz kochany senior wylÄ…dowaÅ‚by w łóżku z arytmiÄ….
Rozważmy wiÄ™c dołączenie do kompanii któregoÅ› z krasnoludów. SÄ…dzÄ…c jednak po tym, jak zjawili siÄ™ u Bilba- parami, jedna po drugiej- nie możnaby wziąć jednego. Trzeba by witać ich w ekipie hurtem, co oznacza aż trzynaÅ›cie krasnoludów! Z takÄ… watahÄ… niziutkich, grubych postaci przy moim prawie dwumetrowym wzroÅ›cie raczej nie moglibyÅ›my podróżować incognito. A wiÄ™c z kamuflażu wyjdÄ… nici. Ewentualnie moglibyÅ›my podziÄ™kować za udziaÅ‚ w wyprawie Thorinowi. Zawsze bÄ™dzie to o jednego krasnoluda mniej, jak mawiaÅ‚y elfy podczas wojny miÄ™dzy tymi dwoma rasami. Jednak Thorin jest przywódca krasnali, a co za tym idzie, to jego siÄ™ sÅ‚uchajÄ…. Sam nie zapanowaÅ‚bym nad dwunastoma marudnymi jegomoÅ›ciami. Już to widzÄ™- wieczne narzekania. Chcemy jeść! Nogi nas bolÄ…! Gdzie obiecane skarby? ByÅ‚aby to istna „parszywa dwunastka”. Tak wiÄ™c jak sami widzicie krasnoludy z Thorinem czy bez także odpadajÄ….
Pozostaje nam więc już tylko Bilbo. Jest on statecznym spokojnym Niziołkiem w średnim wieku. Należy on do odmiany zwanej Hobbitami. Na nieszczęście nie są oni przyzwyczajeni do podróży, co gorsza, są bardzo lękliwi. Wiem od razu powiecie, że Bilbo w wyprawie na Samotną Górę wykazał się cechami niejednokrotnie przewyższającymi walecznych bohaterów. Ze strachu ani się nie rozpłakał, ani nie zemdlał, a co najważniejsze- nie opuścił pola walki. Zauważcie jednak, jak dużo czasu zajęło mu przełamanie się i podjęcie jakichkolwiek kroków działania. W tym samym czasie zje mnie smok, porwą pająki albo zwyczajnie umrę ze starości. Tak więc po namyśle szanowny pan Bagins też zostaje wykluczony z castingu.
Wszystkie możliwości zostały już wyczerpane, jednak jest chyba jeszcze światełko w tunelu. Do udziału w wyprawie zaprosiłbym wszystkich z mojej listy tolkienowskich kompanów. Krasnale zapewniałyby wpadanie w różne tarapaty, a wiec adrenalina pozostawałaby na odpowiednio wysokim poziomie. Można by też liczyć na ich odwagę i waleczność. Obecność Thorina zapewniałaby porządek wśród tych, powiedzmy sobie szczerze, brodatych gburów. Gandalf, jak przystało na czarodzieja, wyciągałby nas z tych tarapatów. Bilbo natomiast swoimi ukrytymi cechami ratowałby nas z sytuacji skrajnie beznadziejnych. Co więcej, ta kędzierzawa istota posiada pierścień, który mógłby okazać się bardzo przydatny. Sami widzicie, że taka kompania będzie najlepszym rozwiązaniem. Każdy ma swoje wady i zalety, jednak w zgranej drużynie, jaka stanowią nie mają sobie równych. I to właśnie jest rozwiązaniem naszego dylematu.
A więc: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego i ruszamy na szlak ku wielkiej przygodzie.